poniedziałek, 4 czerwca 2012

Budzik, sms-y, twitter i z domu.

Ludu, dlaczego to szatańskie badziewie musi dzwonić  o tak nieludzkiej porze?
Nie, nie, ja nie wstaje. Spadaj maszynko.
Z głową nadal przytkniętą do poduszki, ręką szukałam na półce budzika.
Traach!
Jęknęłam. Mówiąc spadaj, nie mówiłam tego dosłownie.
Przetarłam oczy i zaczęłam powoli wstawać.
Czasami po prostu nienawidzę poranków.
Zajrzałam do garderoby, wybrałam ciuchy, potem długi, gorący prysznic, ubrałam się w :[klik] i zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Włączyłam radio i wzięłam się za robienie kanapek i parzenie kawy. Sprawdziłam telefon. Kolejna nieodebrana wiadomość. Tym razem od Gabriela.

"Kath, mama cię zabije. Nie dzwonisz do domu od tygodnia.
Znów jej się włącza opóźniony instynkt macierzyński.
Błagam zabierz mnie do siebie."

Hahaha. Ten to potrafi poprawić mi humor. Szybko mu odpisałam:

"Kup duże pudło, wsadź do niego zapasy jedzenia i picia, naklej na nim nalepkę "priorytet" i tą co oznacza, żeby przewozić paczkę delikatnie, schowaj się tam i wyślij się pod mój adres.
Może akurat ci się uda nawiać.
Pozdrów rodziców.
A papie powiedz, żeby trochę ugłaskał mamę.
Na pewno się odezwę."


Na odpowiedź nie musiałam długo czekać:

"Hahaha, very funny. Po prostu boki zrywać.
Oho, babka od histy zauważyła, że "bawię się" telefonem.
Pogadamy później."

Biedactwo. Hahaha.

"Ooo, stara wiedźma tak bardzo "kocha" rodzinę Glassów.
Hahaha. Stare dobre czasy. :D
Ucz się. :P"

Ludu, jak ja tęsknię czasami za tym dzieciakiem.

"Twój sarkazm bywa dobijający.
Teraz serio kończę, bo grozi mi, że zabierze fona."

Bidulek, ta babka bywa irytująca. Kiedyś zabrała mi telefon, Chociaż tylko sprawdzałam, ile jeszcze do dzwonka. No ale kiedy to było.
"Everyone else in the room can see it.
 Everyone else but you-u.
Baby You light up my world like nobody else..."
Jego to ciężko wyrzucić z myśli, a radio wcale mi w tym nie pomaga.
No jakby nie było, jest przystojny, pewny siebie i zabawny, ale czy coś by z tego wyszło?
Dziadek zawsze mi powtarzał, że nigdy się niczego nie dowiem, jeśli sama nie spróbuje. W życiu trzeba być odważnym.
Może i tak.

Włączyłam laptopa i popijając kawę, i jedząc kanapki, pisałam notkę na photobloga.
"Zastanawialiście się kiedyś nad decyzjami jakie podjęliście i ich konsekwencjami?
Ja się właśnie nad tym zastanawiam. Z biegiem czasu wiem, że mój przyjazd, a raczej powrót do Londynu, był bardzo dobrym posunięciem. W ogóle tutaj czuje się pewnie, bezpiecznie, jak w prawdziwym domu.
Nic nie mam do Polski, mojego drugiego domu, ale całe życie czuję się bardziej Angielką niż Polką.
Gdyby to moja mama przeczytała, uuu, ale by mi dała popalić. Zawsze strasznie się złościła, kiedy ja i Al, po dłuższym pobycie w Polsce chcieliśmy wrócić do "domu". Kompletny sajgon murowany. 
No cóż, każdy ma jakiś swój drażliwy temat.
Wracając do poprzedniej notki, wasze historie z dzieciństwa są interesujące, a zarazem zabawne.
O głowę przebijają moją z drzewem.
Dobra, będę kończyć. Obiecałam Michaelowi, że zaopiekuję się jego psem na weekend.
Buziaki. :*"
Przetłumaczyć, dodać na drugiego bloga i gotowe.
Zajrzałam na twittera.
TT: See you soon, Michael. :D
Miki, you are so cute.
I love that dog. <3
Zamknęłam laptopa, włożyłam płaszcz oraz komin i wyszłam z domu.
No cóż wydaje mi się, że zapowiada się interesujący dzień.

3 komentarze:

  1. Ciekawie... xd
    Czekam na następny ! ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie wena mnie nie opuszcza, więc biorę się za pisanie kolejnego. :D

    OdpowiedzUsuń