wtorek, 10 lipca 2012

Jednak witaj Polsko.

* Kilka dni później. *

Leżałam na łóżku z głową na klatce piersiowej Harry'ego. To co nam wiecznie przerywano, doszło do skutku i jestem z tego powodu zadowolona. Czułam się cudownie.
Okazało się, że trochę narozrabialiśmy po pijaku, ale przynajmniej nie pamiętam, żeby pierwszy raz bolał. To już jakiś plus.
Harry głaskał moje włosy. Zadzwonił jego telefon.
- Kto to? - spytałam go kiedy sprawdził wyświetlacz.
- Lou. - odparł.
- Nie odbierzesz?
- Po co? On doskonale wie, że jestem zajęty i nie odbiorę. - uśmiechnął się do mnie.
- A może to coś ważnego? 
- To może poczekać, ale rozpieszczanie ciebie nie może poczekać.
Telefon przestał dzwonić, ale zaraz znów zaczął. Louis nie dawał za wygraną.
Zabrałam mu telefon i ode brałam. Jeszcze nawet się nie odezwałam, a on już mówił.
- Harry, czego ty nie odbierasz?! Ja tu dzwonię w pilnej sprawie, chciałbym cię poinformować, że masz wrócić do domu i się pakować. Paul przed chwilą nam powiedział, że jutro rano mamy samolot do Australii. Nasza trasa koncertowa się zaczyna. Będzie trwała dwa miesiące. Cieszysz się? - umilkł na chwilę. - Harry? Czy coś się stało? Harry?!
Podałam telefon Harry'emu, a sama wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Strumienie wody spływały po mnie, a ja nie mogłam się otrząsnąć.
Nasz związek to jeszcze świeża sprawa, a tu coś takiego. Bardzo go kocham, ale nie jestem pewna czy nasz związek zniesie tak długą rozłąkę.
Usłyszałam otwierające się drzwi.
- Kath, wszystko w porządku? - spytał.
Nie, nic nie jest w porządku. Ja nie potrafię sobie poradzić z rzeczywistością.
Widziałam niewyraźnie przez szybę, jak ,już w bokserkach, usiadł na podłodze.
- Też nie jestem zbyt zachwycony wyjazdem, ale to moja praca.
- Wiem, tylko... kiedy jest już dobrze, to wszystko się wali mi na głowę. Nic na to nie poradzę, że zbytnio się nie ciesze na tą trasę. - z trudem przechodziło mi to przez gardło. - Miłość to nie tylko przyjemności, ale także wyrzeczenia, a skoro kochasz to robić to jedź. Może jednak pojadę na święta do rodziców.
Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem.
Patrząc na jego twarz, widziałam, że jemu też jest ciężko. Mimowolnie pojedyncze łzy spłynęły po mojej twarzy.
Wstał z podłogi, otarł mi łzy i mocno mnie przytulił.
- Kochanie, to nie jest rozłąka na zawsze. Poza tym zawsze możesz mnie odwiedzić.
- Wiem. - szepnęłam.
Trwaliśmy jeszcze chwilę w uścisku, później poszliśmy się ubrać.
Ubrałam się w to <klik>.
Zeszliśmy na dół złożyłam na wierzch skórzaną kurtkę.
Postanowiliśmy iść na spacer, a potem może na zakupy.
Na dworze było już o wiele cieplej. Śnieg stopniał, a słońce przebijało się zza chmur. W powietrzu był wyczuwalny zapach wiosny.
Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu trzymając się za ręce.
Znów zadzwonił telefon Harry'ego.
Dzwonił Paul. Kazał mu wracać do domu, bo chce omówić szczegóły trasy koncertowej.
Z dołującym bólem serca pożegnałam się z nim.
On poszedł w stronę ich domu, a ja do centrum handlowego.
Nie zwracałam na nikogo uwagi. Niby oglądałam ubrania i buty, ale tak naprawdę ich nie widziałam. Myślami byłam całkowicie gdzie indziej.
Zastanawiałam się, co ja będę robić przez dwa miesiące bez niego.
Szłam dalej przed siebie.
Nawet nie zauważyłam, że na kogoś wpadłam.
- Przepraszam. - wymamrotałam i szłam dalej.
- Katherine. Co ty taka jak zombie?
Dopiero wtedy spostrzegłam, że tą osobą, na którą wpadłam, była Darcy.
- Zamyśliłam się. - odpowiedziałam.
- Wiesz co? Może pójdziemy na kawę, to sobie pogadamy.
- Okej.
Poszłyśmy  w kierunku najbliższej kawiarni. Tam usiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie.
- No to mów co cię gryzie. - powiedziała Darcy.
- Harry jedzie w trasę, na dwa miesiące do Australii.
- Wiem, Zayn mi powiedział. - zarumieniła się lekko.
Zmiana tematu była dla mnie wygodna.
Kelnerka właśnie przyniosła naszą kawę.
- Co wy robiliście jak poszliście ode mnie? Bo Zayn już nie wrócił. - spytałam.
- To i owo... - powiedziała wymijająco.
- Dar, przyjaźnimy się od kołyski. Możesz mi powiedzieć.
- Oj Kath, dobrze wiesz, że co by się nie wydarzyło, to i tak dowiadujesz się o tym ode mnie prędzej czy później.- zamilkła na chwilę. -  Zazwyczaj prędzej i tym razem też tak będzie. - dodała. - Został u mnie na noc. Jeszcze trochę u mnie wypiliśmy. Było późno, więc go prosiłam żeby został. Ot i cała historia.
- Czy aby na pewno? Coś się za bardzo rumienisz. - powiedziałam.
Teraz to już była czerwona na twarzy. To musiało być poważnego, bo jak się umawiała z Edem, to się tak nie rumieniła.
- No całowaliśmy się, ale nic poza tym. - upiła łyk kawy. - Teraz jest jakoś inaczej. - zmarszczyła brwi. - On jest inny niż Ed. Niby wszyscy robią z niego bad boya, ale to miły i wrażliwy facet.
- Może już pora znowu zacząć się umawiać? - powiedziałam
- Też mi się tak wydaje. - uśmiechnęła się szeroko.
- To co szukasz w centrum? - spytałam.
- Yyy... stanika.
- Oddałaś mu serio stanik? - spytałam z niedowierzaniem.
- No chciał mi go zwrócić, ale zrobił taką minę zbitego psiaka, że po prostu nie mogłam go przyjąć i tak Zayn stał się właścicielem mojego stanika. Urocza historia, nieprawdaż?
- A żebyś wiedziała. - uśmiechnęłam się i napiłam się kawy.
- Co zamierzasz robić w święta? - zmieniła temat.
- Jeszcze nie wiem. Może pojadę do rodziców.
- To bardzo dobry pomysł. Pogodziłabyś się w końcu z mamą.
- Wiem. - westchnęłam. - Boli mnie kiedy się z nią kłócę, ale jak zacznie tą swoją tyradę to po prostu szlag mnie trafia. Jestem jej jedyną córką i może nie potrafi ścierpieć, że nie jestem jej idealną córeczką.
- Z tego co pamiętam bardziej się złościła, że wolisz siedzieć z dziadkiem i tatą niż z nią. -odparła Dar.
- Może masz rację. - otworzyłam torebkę i wyjęłam z niej portfel. - Wiesz co? To ty idź dalej szukać stanik. Pamiętaj koronkowy, bo bardziej seksowny. - puściłam do niej oko. - A ja wracam do domu i bukuję najbliższy bilet do Polski.
Zapłaciłam za kawę, przytuliłam Darcy na pożegnanie i wyszłam z kawiarni.
Tam jeszcze raz pomachałam Dar i poszłam w stronę wyjścia z centrum.
Zadzwonił mój telefon.


"Hold you in my arms
I just wanted to hold
 You in my arms..."

Alan.
- Halo?
- Cześć siostra. Co u ciebie?
- Różnie. Mama się już skarżyła?
- Jakbyś zgadła. To nie jedziesz do domu na święta?
- Alan, ja jestem w domu. Anglia to mój dom. Nie, jadę do Polski. Właśnie idę do domu żeby zabukować bilet.
- Zmieniłaś zdanie?
- Tak.
- Gdzie jesteś?
- Właśnie idę koło twojego ulubionego baru w Londynie.
- O, fajnie.
- Taa, bardzo. Wiesz... - wtedy zauważyłam czarne Maserati Granturismo.
Moja mina musiała być komiczna.
- Kocham cię braciszku, ale twoje auto kocham bardziej. Jesteś bardzo wrednym człowiekiem, bo nie powiedziałeś mi, że przyjeżdżasz. - rozłączyłam się.
Podparłam ręce na biodrach i zrobiłam minę typu: "Moje rodzeństwo jest nie do zniesienia.", a kierowca maserati, czyli Alan, szczerzył się jak durny.
Zaparkował samochód, wysiadł, podszedł do mnie i mocno objął.
- Stęskniłaś się? - spytał.
- I to bardzo. Chodź, pojedziemy do mnie do domu.
- Okej.
Po chwili byliśmy na miejscu.
Weszliśmy do domu. W salonie on sobie leżał na kanapie, a ja bukowałam dla nas bilety.
- A ty mówiłeś mamie, że będziesz na święta?
- Oczywiście, że nie. - odparł. - Gdyby wiedziała, że będę to by była masakra piłą mechaniczną. Ja bym tego nie przeżył.
- Coś o tym wiem.


"Under the lights tonight
Turned around
And you stole my heart
Just one look
And I saw your face
Fell in love
Take a minute, girl
To steal my heart tonight
Just one look, yeah
I'm waiting for a girl like you..."

- Sorki. - powiedziałam do Alana. - Tak kochanie?
- Wpadniesz dzisiaj do nas?
- Niestety nie mogę, bo przyjechał mój brat, ale jutro będę na pewno na lotnisku. O której macie lot?
- O dziewiątej.
- Będę na pewno. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Do zobaczenia. - rozłączył się.
Odłożyłam telefon na blat.
- Kocham cię! - przedrzeźniał mnie Al. - Moja siostra robi się sentymentalna. Gość cię całkiem zawojował.
- Wiesz, ja już się nie mogę się doczekać kiedy tak na serio się zakochasz. Twoja przyszła żona będzie cię zwalała z nóg.
- Będzie mnie popychać? - dalej droczył się ze mną.
- Nie głupolu. Z resztą co ja będę ci tłumaczyć, sam się kiedyś przekonasz.
Byłam tak pochłonięta laptopem, że nie zauważyłam poduszki, która leciała w moją stronę.
- To za głupola.- powiedział.
Zabrał pilot z ławy i skakał po kanałach.
- Mamy samolot jutro o dwudziestej.
- Spoko. 
Spędziliśmy jeszcze trochę czasu w salonie. Potem Al poszedł gotować kolację, a ja pakować swoją walizkę.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w to <klik>.
Zeszłam na dół i zjedliśmy razem kolację wspominając minione lata.
Koło dwudziestej trzeciej położyliśmy się spać.
Zasnęłam zaraz po tym jak przyłożyłam głowę do poduszki.
_______________
Tak jak pod poprzednim rozdziałem. Ma być co najmniej 5 komentarzy. Moje się nie liczą.
Buziaki. :*
~ unromanticgirl

27 komentarzy:

  1. Ojojoj xdd Wielbię to ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. o nie, tylko nie rozłąka! :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny!:) czekam na następny ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie , ciekawie ! ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. O szkoda że Harry wyjeżdża jak już się wszystko układało . ;p
    Ale dzieje się , hahahahahah.! Rozwaliło mnie to jak Darcy opowiadała że jej Zayn stanika nie oddał , Dobree. ; ]
    Czekam na następny jak zawsze . ^^ ;] Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekamy, zobaczymy.
      Długi komentarz. :D
      No cóż, Darcy jest bardzo konkretna. :P
      Buziaki.:*

      Usuń
    2. No troszkę się rozpisałam . ;] Ale to dlatego że rozdział jest świetny ! ;p

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. :P
      Mam nadzieję, że dalej się wam będzie podobać. :)

      Usuń
  7. Mam nadzieję , ze Harry nie odwali czegoś podczas tej trasy i nie zepsuje wszystkiego. ;p ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawia mnie, dlaczego faceci częściej niszczą związki z własnej głupoty.
    Czas pokaże co się wydarzy.
    Buziaki. :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie , Fajnie ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny !!
    Szkoda mi ze muszą się rozstać na te 2 miesiące !!
    Ale jesli się kochają naprawdę to zleci jak nie wiem !!
    Już się nie mogę doczekać na następny ;**

    Pozdrawiam Kama <3 ;**

    OdpowiedzUsuń
  11. pisz dalej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę pisać, o ile będzie wena. :)

      Usuń
  12. jej jak fajnie *.* czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń