niedziela, 17 marca 2013

Cienka granica między miłością a nienawiścią.

Później, kiedy już wstałam, zeszłam na dół z prezentem dla Nialla w dłoniach. Znalazłam go w kuchni. Kiedy mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł i mocno przytulił.
- Kath! - prawie wrzeszczał mi do ucha. - Jak ja cię dawno widziałem. Tak za tobą tęskniłem. - pocałował mnie w policzek. - Trochę nudno było bez ciebie.
- Też za tobą tęskniłam. Uważaj z tym całowaniem. Mam chłopaka. Chyba. - zrobiłam kwaśną minę, ale zaraz się uśmiechnęłam. - Mam coś dla ciebie. Prosto z Hoboken.
Tort Nialla.
- Co? - powiedział podekscytowany, a ja mu podałam pudełko z logo Carlo's Bakery.
Kiedy je otworzył, jego mina mówiła sama za siebie. Ostrożnie odłożył je na stół, a potem znów mnie przytulił.
- Dzięki za tort. - zaśmiał się. - A teraz biorę się za zjedzenie gitary.
- Tylko nie zjedz całej sam. Poczęstuj innych.
- Dobrze... mamo.
Uśmiechnęłam się.
- Już ci jedna mama nie wystarcza?
- A to moja wina, ze czasami nas traktujesz jak dzieci?
- A nie zachowujecie się jak dzieci?
- To już inna sprawa.
- Jaaasne. - powiedziałam z sarkazmem. - Nie było tematu.
Siedzieliśmy i w spokoju jedliśmy tort. Kiedy spytałam się, gdzie podziewa się reszta, dowiedziałam się, że Hazza z Gregiem pojechali do miasta, a rodzice Nialla są w pracy.
Horan, przez jakiś czas, uważnie słuchał, jak opowiadam mu o naszych podróżach, a potem zapadła niezręczna cisza.
- Powiesz mi w końcu co się stało?
- Aż tak widać? - skrzywiłam się.
- Po was obojgu.
W końcu przełamałam się i powiedziałam mu co się wydarzyło w Dublinie. Gdzieś w połowie opowieści, rozpłakałam się.
- A potem on stwierdził, że... - ciągnęłam łamiącym się głosem. - że ja celowo pocałowałam Nathana. - otarłam łzy. - Gość próbuje mnie zgwałcić, a on myśli, że ja się na to zgodziłam. No cholera jasna! Gdzie on ma oczy!
- Spokojnie Kath. - pogłaskał pokrzepiająco moją dłoń. - Zobaczysz przejdzie mu.
- Mam taką nadzieję, bo inaczej... nasz związek w ogóle nie miałby sensu. - znów się rozpłakałam.
Niall przysunął się do mnie i mocno objął, a ja położyłam mu głowę na ramieniu i pozwoliłam łzom płynąć. Blondyn delikatnie głaskał mnie po plecach i szeptał kojące słowa, a ja starałam się mu wierzyć.
Tak właśnie zastał nas Harry i myśl, że wszystko może wrócić do normy, legła w gruzach.
- Hmm... - mruknął stojąc w drzwiach. - Widzę, że po wczoraj jeszcze ci mało, także musisz się przystawiać do mojego przyjaciela.
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami.
- Nie dość, ze jesteś ślepy, to widzę, że jeszcze głupi. - spojrzałam na niego gniewnie i wyrwałam się z uścisku Nialla. - Wiesz, zastanów się dwa razy zanim coś znowu palniesz, bo naprawdę kiedyś powiesz o jedno słowo za dużo, a ja wtedy przestanę znosić twoje fochy i urojenia. - i z iście królewską miną, opuściłam pomieszczenie.
Pospiesznie przetrząsnęłam walizkę, wzięłam leki, przebrałam się [LINK], wzięłam telefon i wyszłam z domu. Przez długie godziny, chodziłam bez celu po Mullingar. No dobra, przyznajmy szczerze, w pewnym momencie po prostu się zgubiłam. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało, dopóki nie zapadł zmierzch, zrobiło się zimno, a na domiar złego, zaczął padać deszcz.
Usiadłam na jakiejś ławce i wystawiłam twarz na deszcz. Krople wody spływały mi po twarzy, ale nie byłam pewna czy to tylko woda.
Ten wyjazd miał być udany. Mieliśmy spędzić kilka dni w towarzystwie Nialla i jego rodziny. Mieliśmy być szczęśliwi i zadowoleni z życia. No właśnie, mieliśmy. Wszystko się waliło, a ja nie miałam pojęcia co robić.
W tej chwili nie widziałam żadnego racjonalnego wyjścia z tej sytuacji. Cokolwiek bym zrobiła, on i tak "wie" lepiej.
W kieszeni rozdzwonił się mój telefon. Nie miałam ochoty go obierać, jednak nie dawał za wygraną i uparcie wibrował. W końcu musiałam odebrać.
- Tak?
- No w końcu odebrałaś. Ja tu umieram ze strachu. Zniknęłaś, nie ma cię już od sześciu godzin.
- Chociaż ty jeden się mną przejmujesz, Niall.
- Jesteś moją przyjaciółką, a o przyjaciół się dba. Gdzie jesteś?
- Tak szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia. - wzdrygnęłam się z zimna. - Jakąś godzinę temu, totalnie straciłam orientację w terenie, także mogę być gdziekolwiek.
- No to ładnie. Powiedz co się znajduje wokół ciebie, to może ja będę wiedział.
- Hmm... - rozejrzałam się dookoła. - Jest tu mnóstwo drzew. Może to być park, choć nie jestem pewna. Gdzieś za tymi drzewami jest wysoki budynek. Nie wiem co to może być.
- Niezły z ciebie piechur.
- Dlaczego tak uważasz?
- Przeszłaś na drugi koniec miasta. Miałaś zamiar na piechotę wracać do Dublina?
- Raczej nie miałam tego w planach.
- Przyjechać po ciebie?
- Jak chcesz. Mi to obojętne. Jego i tak zbytnio to nie objedzie.
- Nie mów tak.
- Nie wmówisz mi, że zastanawiał się gdzie jestem. Prawda? - powiedziałam niepewnie.
Byłam wścieła na Harry'ego, za jego bezpodstawne oskarżenia, ale, gdzieś w głębi serca, pragnęłam żeby troszczył się o mnie, zastanawiał się gdzie jestem. Chciałam się do niego przytulić, powiedzieć mu, że te kłótnie nie mają sensu, po prostu z nim być.
Jakieś półgodziny później znów byłam w domu rodziców Nialla.
Już miałam podejść do Hazzy i przytulić się do niego, kiedy spojrzał na mnie wrogo i spytał chłodno, gdzie się szlajałam. Zawładnął mną gniew.
- Wiesz, łaziłam po mieście i pieprzyłam się z kim popadnie. - powiedziałam wściekle, zdjęłam z głowy ciężką od wody czapkę i rzuciłam mu nią w twarz. - Palant! - krzyknęłam i poszłam na górę.
Zamknęłam drzwi pokoju z głuchym trzaskiem i zaczęłam zdejmować mokre ubranie.
- Myślisz, że będziesz się na mnie darła i rzucała rzeczami?! - warknął Harry, wchodząc do pokoju.
- Owszem, bo jesteś skończonym idiotą. Do tego ślepym. - odparłam stojąc do niego plecami. - A teraz z łaski swojej wyjdź stąd, bo się przebieram.
- Raptem ci moja obecność przeszkadza?
- Bardzo. - powiedziałam z sarkazmem, po czym zdjęłam mokry stanik i rzuciłam go na podłogę.
Podeszła do mojej walizki, w samych figach, totalnie olewając Harry'ego. Ubrałam się [LINK] i spojrzałam w kierunku drzwi, on nadal tam stał i spoglądał na mnie spode łba z, ledwo widocznym, pożądaniem. Powoli podeszłam do niego, jakby jakaś niewidzialna siła pchała mnie ku niemu. Pochylił głowę i nadal spoglądał na mnie z zaciętym wyrazem twarzy. Znów nie panując nad własnym ciałem, pocałowałam go. Myślałam, że mnie odepchnie, ale, po chwili odrętwienia, pogłębił pocałunek. Całowaliśmy się tak, aż poczułam za plecami ścianę. Jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę i pieściły nagie piersi. Przez chwilę czułam się niebiańsko. Myślałam, że wszystko wróci do normy, a ja i Harry znów będziemy szczęśliwi, ale wtedy powróciła brutalna rzeczywistość. Hazza odsunął się ode mnie i wyszedł z pokoju.
- Nosz kurwa! - wrzasnęłam i wrzuciłam w drzwi pierwszą rzeczą, jaka była pod ręką.
Okazało się, że to telefon Loczka, ale jakoś specjalnie mnie to nie obeszło.
Tak mniej więcej wyglądały kolejne cztery dni. Raz mnie całował, żeby zaraz odepchnąć mnie i patrzyć na mnie z wrogością godną, co najmniej, najgorszej z psychofanek One Direction. Milusio, nieprawdaż?
Każdy, nawet błahy, powód był dla niego odpowiedni do wszczynania kłótni.
W dzień urodzin Liama nadszedł moment kulminacyjny naszych kłótni. Ze wstydem muszę przyznać, że prawdopodobnie całe osiedle nas słyszało. Staliśmy na dworze i darliśmy się na siebie, wywlekając kolejne brudy. Harry wrzeszczał, że zdradziłam go z Sykesem. Ja powiedziałam, po raz nie wiadomo który, że jest idiotą i że to Nathan zaczął, nie ja. Potem oskarżył mnie o flirtowanie z barmanem w hotelu (a nie mówiłam?!). Odparłam, że jeśli uprzejma rozmowa z facetem jest uznawana za flirtowanie, to jemu się w dupie poprzewracało.
- Zarywasz do Nialla!
- Coraz poważniej zaczynam  się obawiać o twoją głowę.
- Z nią wszystko porządku! To z tobą jest coś nie tak!
- Och, naprawdę?! Wow! Kiedy się zorientowałeś?! - powiedziałam z sarkazmem. - Tak bez urazy dla Horana, bo niezłe z niego ciacho i w ogóle, ale niestety nie mój typ.
- Jaaaasne, a mizdrzysz się do niego na każdym kroku.
Tego nie dało się inaczej skomentować, dlatego zaczęłam się śmiać, chociaż nie był to wesoły śmiech.
- Czego rżysz?!
- Bo właśnie zrozumiałam, że głupota ludzka nie zna granic, a w szczególności twoja.
- Ja to bym się zastanawiał, kto tu jest głupi.
- Ludzie, trzymajcie mnie, bo go zaraz zaszlachtuję. Wiesz, myślałam, że cię kocham, tak szczerze, bezgranicznie, ale teraz stwierdzam, że cię po prostu nienawidzę. Tak nienawidzę, że nie mam ochoty na ciebie patrzeć. - odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu państwa Horanów.
Byłam strasznie nabuzowana. Trzasnęłam frontowymi drzwiami, wbiegłam po schodach na górę, trzasnęłam drzwiami do naszego pokoju, oparłam się o nie i wyjęłam telefon. Zadzwoniłam na lotnisko i zabukowałam bilet na najbliższy lot do Londynu, który był za półtorej godziny, czyli o 12:35. Szybko spakowałam swoje manatki, przebrałam się [LINK], sprawdziłam czy niczego nie zapomniałam i zniosłam walizkę, wraz z bagażem podręcznym, na dół. Tam pożegnałam się z Niallem, serdecznie podziękowałam jego rodzicom za gościnę i poprosiłam Grega o podwiezienie do Dublina. Nikt nie kwestionował tego, że chciałam wyjechać i byłam im za to wdzięczna.
Kiedy byłam już na lotnisku, pożegnałam się z Gregiem i pognałam na odprawę. Pozostało mi niewiele czasu do odlotu samolotu.
Lot był męczący, a fotele, jak na pierwszą klasę, niewygodne. Marzyłam, żeby tylko wysiąść z tego cholernego samolotu.
Kilka godzin później, moje modły zostały wysłuchane - wylądowaliśmy na Heathrow. Dwadzieścia minut jazdy taksówką i nareszcie byłam w domu.
Wtedy dopiero zaczęły się schody. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, zakręciło mi się w głowie, a ból rozsadzał mój i tak już nadwyrężony kręgosłup. Chwiejnym krokiem zmierzałam ku schodom, przewracając po drodze stojak, o który się oparłam. W końcu dotarłam do sypialni. Doczołgałam się do łóżka i zaczęłam przetrząsać szufladę półki nocnej, wyjęłam z niej fiolkę leków przeciwbólowych i wysypałam z niej garść tabletek. Wzięłam je i popiłam butelką wody stojącej na szafce, a fiolka wypadła mi z ręki, rozsypując pozostałe w niej tabletki. Padłam na łóżko, niewiele myśląc o tym, że pewnie trzykrotnie przekroczyłam dozwoloną dawkę. Chciałam tylko żeby przestało boleć i chyba udało mi się, bo już po chwili nie czułam nic.

_________________
Tak, wiem. Rozdział jest totalnie dziwny. Już możecie mnie zlinczować, nie obrażę się.
Kolejny rozdział oddaję w wasze ręce i mam nadzieję, że przypadł wam do gustu i wybaczycie wszelkie niedociągnięcia jakie zauważycie, a także wulgaryzmy. :P
Nie wiem, kiedy dodam następny. W tym tygodniu na pewno nie, bo cały zawalony szkołą. -.-


Buziaki. :*
~ unromanticgirl

czwartek, 21 lutego 2013

Bar hotelowy i wyjazd do Mullingar.

Ja i Harry w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Nadal był na mnie wściekły, a ja nie mam zamiaru się kajać, skoro jestem niewinna. Wzięłam prysznic, ubrałam się w to [LINK], spakowałam walizkę i zeszłam do hotelowej restauracji na śniadanie. Jedząc, zastanawiałam się, jak my dotrzemy do Mullingar.
Hazza nie był jeszcze do końca trzeźwy, dlatego nie było mowy, żeby prowadził, a ja nie znałam drogi. Do tego nie było żadnego pociągu do Mullingar. Nie mając zbyt dużego pola manewru, zadzwoniła do Nialla. Odebrał po trzech sygnałach.
- Jak tam ma się zakochana parka? - zagadnął wesoło.
- Hmm... Chyba tej parce właśnie spadły różowe okulary. - mruknęłam niemrawo grzebiąc w talerzu.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony.
- To nie jest rozmowa na telefon. Opowiem ci, jak przyjedziemy do Mullingar. O ile on się jeszcze do ciebie wybiera.
- Aż tak źle?
- Nawet gorzej. Jest może Greg w domu?
- No jest.
- A mógłby przyjechać do Dublina?
- Zapytam się go, ale co z Harrym?
- Nie może prowadzić samochodu, bo jeszcze do końca nie wytrzeźwiał, po wczorajszym wypadzie do klubu, skoro wrócił po czwartej nad ranem.
- Poczekaj chwilę, widzę Grega, to go spytam. - przez chwilę słyszałam przytłumione głosy. - Okej, zgodził się. Będzie za jakąś godzinę. - oparłam głowę na dłoni i zamknęłam oczy.
- Dzięki, kochany jesteś. To do zobaczenia w Mullingar. A i niech przyjedzie pod hotel Radisson BLU Royal. Będzie wiedział, gdzie to jest?
- Na pewno. Do zobaczenia. - rozłączył się.
Znów zaczęłam dłubać w talerzu i mechanicznie jeść. Zapłaciłam rachunek i skierowałam się do baru. Usiadłam na stołku i przeglądałam menu.
- Co podać? - spytał barman.
- Hmm... kawę po irlandzku. - uśmiechnęłam się do niego. - Tak dla poprawienia humoru.
- Oczywiście. - odwzajemnił uśmiech.
- Ale mogłabym prosić o dwie łyżeczki cukru, zamiast jednej?
- Nie ma problemu.
Podczas gdy barman przygotowywał mi kawę (Taa, procenty już tak na dzień dobry. Nie ma to jak stara poczciwa whisky.), wyjęłam telefon i przeglądałam portale plotkarskie. Na szczęście nigdzie nie było żadnej wzmianki o wczorajszej burdzie w klubie z Nathanem i Harrym  w roli głównej. Pięć minut później stała przede mną parująca kawa w irlandzkiej szklance, a obok niej ciasteczko. Spojrzałam na nie, a potem na barmana, który się do mnie uśmiechał.
Ian - barman.
- Tak dla osłodzenia dnia.
- Dzięki.
Przyjrzałam mu się. Nie mógł mieć więcej niż 28 lat. Wyciągnęłam do niego rękę.
- Katherine. - przedstawiłam się.
- Ian. - uścisnął moją dłoń.
- Miło cię poznać. Będziesz miał coś przeciwko, jeśli zrobię zdjęcie kawy?
- Nie. - zaśmiał się.
- Trzeba uwiecznić, że się piło prawdziwą kawę po irlandzku.
Zrobiłam zdjęcie i dodałam je na Twittera.


Upiłam łyk kawy.
- Mmm... Świetna.
- Dzięki. - uśmiechnął się. - Jesteś tu przejazdem?
- Owszem. Za jakieś półgodziny ma przyjechać mój transport.
- W którą stronę jedziesz?
Zmarszczyłam czoło.
- Wydaje mi się, że na zachód, a może północny-zachód. Do Mullingar. Ostatni przystanek moich wakacji.
Mojito (mohito). :)
- Dużo podróżujesz?
- Trochę. W tym miesiącu szczególnie. Byłam we Francji, Polsce i Stanach, teraz Irlandia, a potem do domu.
- Do... - uniósł pytająco brwi.
- Londynu. - odparłam krótko. - A ty skąd jesteś?
- Z Lucan.
- Hmm... To niedaleko. - dopiłam kawę i zagryzłam ją ciastkiem. - To co byś mi jeszcze zaproponował?
- Może coś klasycznego. Takiego jak... mojito. Dobry, orzeźwiający drink i nie jest na tyle mocny, żebyś nie dała rady sama trafić do samochodu.
- Niech będzie. - zaśmiałam się.
Jak oczarowana patrzyłam jak Ian robi mojito. Było widać w każdym ruchu wprawę.
- Od jak dawna jesteś barmanem? - spytałam kiedy postawił przede mną hurricane (szklanka typu hurricane) z mojito.
- Od jakichś 5 lat.
- To już pewne doświadczenie masz. - napiłam się drinka, był całkiem dobry.
- Zgadza się, a ty czym się zajmujesz?
- Aktualnie niczym konkretnym, ale mam zamiar być tekściarką.
- Wysoko mierzysz.
- Czy ja wiem... - napiłam się. - Lubię pisać i podobno jestem w tym dobra.
Uśmiechnął się.
- A masz jakieś doświadczenie zawodowe?
- No nie, ale szybko można to nadrobić. W październiku będę pisała teksty na nową płytę... jak on się nazywał... Connor... Connor... - uśmiechnęłam się lekko głupawo. - Nie pamiętam jego nazwiska. Wyleciało mi z głowy, ale trudno. - dokończyłam drinka. - Można cię gdzieś jeszcze spotkać, oprócz tego hotelu?
- Tak w weekendy pracuję w klubie w Lucan.
Spojrzałam na wejście do baru i zauważyłam Hazze.
- Oho, pan i władca się zjawił. - mruknęłam i spojrzałam na Iana. - Wybacz Ian, ale na mnie już pora. Mój facet raczył zaszczycić mnie swoją obecnością. - wskazałam głową na wejście do baru, a Ianowi mina zrzedła. - Ile płacę?
- Trzydzieści euro.
Podałam mu pięćdziesiąt euro.
- Reszty nie trzeba, - uśmiechnęłam się. - Dzięki za drinka i kawę. Przy następnej okazji może wpadnę do Lucan. Co to za klub?
- Moonlight. To do zobaczenia.
- Do zobaczenia.  - powiedziałam i wyszłam z baru.
Harry'ego już tu nie było. Mimowolnie się skrzywiłam. Boże, tylko niech sobie znowu nie ubzdura, że go zdradzam. Chociaż i tak byłam pewna, że przy najbliższej kłótni mi to wygarnie.
Wróciłam do pokoju hotelowego, żeby się przebrać w coś wygodniejszego [LINK]. Gotowa do wyjścia, jeszcze raz sprawdziłam czy aby na pewno wszystko zabrałam. Potem wzięłam walizkę i zjechałam windą do recepcji, żeby się wymeldować. Zanim jednak to zrobiłam, skierowałam się do hotelowej kuchni, skąd zabrałam niespodziankę dla Nialla.
Potem, po skwapliwym powitaniu z Gregiem i wpakowaniu walizek do bagażnika, ruszyliśmy do Mullingar.
Atmosfera panująca w samochodzie była, raczej, ponura. Harry siedział z przodu i co jakiś czas wymieniał z Gregiem jakieś bezsensowne uwagi. Było to raczej irytujące, dlatego wyjęłam iPoda. Słuchając zniewalającego głosu Gabrielle Aplin, która śpiewała, razem z zespołem Bastille, cover piosenki "Dreams"zespołu Fleetwood Mac, bezwiednie patrzyłam na roztaczające się za szybą widoki. Żeby nie myśleć o Harrym, z uporem skupiałam się na piosence. Zdecydowanie bardziej podobała mi się ich wersja tego utworu od oryginału.
Choć bardzo się starałam nie myśleć o nim, nie mogłam. Te gniewne oczy wpatrzone w przednią szybę mi nie pozwalały. Zastanawiałam się, gdzie on dojrzał choćby cień przyzwolenia z mojej strony, dla tego co zrobił Nathan, bo ja nigdzie. To było strasznie dołujące, to jak szybko można się do kogoś przywiązać, kochać go i być w nim tak cholernie zakochanym.
Moja matka, chociaż nie wiedziałam jak ją teraz nazywać - ciocia Gosia? Nie wiem. W każdym razie dała mi jedną, ale jakże pouczającą, lekcję życia - rany zadane najbliższych, najbardziej bolą, krzywdzą i najdłużej krwawią. Jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy ich się nie spodziewasz.
Miałam ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka, ale już dawno obiecałam sobie, że nie będę płakać przez faceta. Cóż, widocznie ta obietnica nie miała racji bytu, bo już po chwili czułam gorące łzy spływające po mojej twarzy. Dobrze, że to tylko łzy, a nie szloch.
Droga niemiłosiernie mi się dłużyła, a monotonia widoków za oknem tak znudziła, że nie wiedzieć kiedy zasnęłam.
Obudziłam się w czyichś ramionach. Ktoś mnie niósł, a w tle było słychać przyciszone głosy.  Z lekkim opóźnieniem, zorientowałam się, że to Harry mnie niesie. Tak dobrze było czuć ciepło jego ramion wokół siebie. Wiedziałam, że nie mogę się poruszyć, bo chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Ach, to zdradzieckie ciało.
Hazza się z kimś witał i spytał, gdzie mógłby mnie położyć, potem szedł po schodach, aż w końcu otworzył drzwi. Wszedł do jakiegoś pokoju i delikatnie położył mnie na łóżku. Następnie zdjął mi buty, przykrył mnie kocem albo kołdrą i zamarł, jakby się nad czymś zastanawiał. Potem bardzo delikatnie, także ledwie to poczułam, pocałował moje usta i wyszedł z pokoju.
Może jeszcze nie wszystko stracone?

____________________
Tak dla jasności, co do tych drinków, to według WP w Irlandii można pić alkohol od 18 roku życia. [LINK]
Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba. Może nie jest zbyt dobry, bo pisany między 23 a 4 nad ranem, ale napisałam. Kolejny rozdział nie wiem kiedy się pojawi. Postaram się żeby dodać jak najszybciej.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

poniedziałek, 18 lutego 2013

Żegnaj Ameryko, witaj Irlandio!

Tak w wielkim skrócie, to są najlepsze wakacje w moim życiu. Mimo tych kilku nieprzyjemnych sytuacji, bawiłam się świetnie. W Hrubieszowie zabawiłam dłużej niż planowałam, bo aż tydzień. Było cudownie. Nikt nam nie przeszkadzał. Żadnych nachalnych paparazzi, wrzeszczących fanek itp. Chociaż zdarzało się nam je spotkać, to jednak zachowywały się w dość cywilizowany sposób. Spotkanie z Igorem nie należało do najprzyjemniejszych, bo mało brakowało, a Harry by go pobił, ale w porę go odciągnęłam, bo nie było warto robić sobie problemy dla takiego, nic niewartego, chłystka.
Grill, który z organizowałam w ogrodzie rodziców, był dobrą okazją do spotkania ze starymi znajomymi, zwłaszcza z Nickiem. Świetnie się bawiłam w jego towarzystwie, ale Hazzie było to nie w smak. Niestety Harry jest cholernie o niego zazdrosny, co strasznie bawi Nicolasa, gdyż my nigdy nie byliśmy parą. W sumie, zazdrość Loczka była na swój sposób słodka, bo oznaczała, że jestem dla niego bardzo ważna. No chyba, że to był jaskiniowy instynkt posiadania, ale wolę zostać przy opcji pierwszej. Powrót do Warszawy był dość niezręczny. Ja i ciocia Karolina miałyśmy sobie wiele do wyjaśnienia. Powtórzyła mi ona, mniej więcej, to samo co babcia. Było mi jej żal, ale ją rozumiałam i wybaczyłam jej to, że mnie opuściła. Powiedziała też, żebym mówiła na nią Karolina, bo w końcu, tak naprawdę nie jest moją ciotką, a raczej wątpi, że zacznę do niej mówić "mamo". Wuj Konrad też się zdeklarował, jednak on zawsze będzie dla mnie wujkiem. Wyjaśnienie tej całej zaistniałej sytuacji Marcelinie i Anii było bardzo trudne. O ile Gabriel przyjął to ze stoickim spokojem, tak one nie mogły tego pojąć. Anulka dostała spazmów i wrzeszczała przez jakieś półgodziny, a potem raptem przestała, wzruszyła ramionami i powiedziała: "I co z tego? Katlyn zawsze była dla mnie siostrą." Jeszcze raz wzruszyła ramionami i sobie poszła, a wszyscy patrzyliśmy na nią jak na wariatkę, ale to Ania więc tego nie ogarniesz. Natomiast Mel, kiedy poznała prawdę, patrzyła na mnie tak, jakby widziała mnie po raz pierwszy w życiu. Z początku nie chciała w ogóle uwierzyć w to, co mówiła jej matka, ale kiedy już byliśmy na lotnisku i żegnała się ze mną, powiedziała mi na ucho:
- Fajnie, że jesteś moją przyrodnią siostrą i wcale mi to nie przeszkadza. - uśmiechnęła się do mnie. - Jak ochajtasz się z Harrym, to będę jego szwagierką, a wtedy wszystkie moje koleżanki zzielenieją z zazdrości.
Myślałam, że padnę tam ze śmiechu. Na twarzy musiałam mieć totalny face palm. Kiedy później opowiedziałam o tym Hazzie to, po prostu, nie wyrabiał ze śmiechu.
W Nowym Jorku spędziliśmy dwa dni. Alan bardzo ucieszył się z mojego przyjazdu. Na szczęście nie musiałam mu tłumaczyć wszystkiego, bo wcześniej rozmawiał z papą i on mu o wszystkim powiedział. Al nie wracał do tego, bo nie miało to dla niego znaczenia. Jak sam powiedział, dla niego zawsze będę jego małą siostrzyczką.
Odwiedziliśmy oczywiście Carlo's Bakery, w której zamówiłam niespodziankę dla Nialla, tarty z kremem i świeżymi owocami oraz truskawki w czekoladzie.



Później urządziliśmy sobie ucztę w naszym hotelowym apartamencie i chyba nie muszę wam mówić co się dalej działo. Powiem tylko tyle, że było cudownie, a Harry to wytrawny kochanek.
Potem pojechaliśmy do Niagara Folls, gdzie spędziliśmy jeden dzień w Great Wolf Lodge, najlepszym wodnym parku rozrywki w Stanach. Taa, my też czasami chcemy poczuć się jak dzieci. Było cudownie, świetnie się bawiliśmy i chętnie to kiedyś powtórzymy w większym gronie.
W końcu nadszedł czas na wyjazd do Irlandii. Lot do Dublina, w dużej mierze, przespaliśmy. Ja - nafaszerowana lekami przeciwbólowymi, zmorzona bólem pleców. Harry - zmęczony po nieprzespanej nocy. No co, trzeba jakoś pożytkować czas sam na sam, bo po powrocie do domu, zapewne, znów będą nam przerywać w najmniej pożądanym momencie.
W Dublinie, zaraz po zameldowaniu się w hotelu, znów położyliśmy się spać. Koło dwudziestej zbudził mnie telefon Hazzy. Niall się do niego dobijał, ale Loczka najwyraźniej to nie ruszało.
- Coo... - powiedziałam zaspanym głosem.
- Hej, Katherine. Czemu odbierasz telefon Hazzy?
- Bo śpi, tak jak ja jeszcze chwilę temu? - mruknęłam z irytacją.
- Aaa. To już jesteście w Dublinie?! - spytał z nadzieją w głosie.
- Mhm... - potarłam zaspane oczy. - Od jakichś sześciu godzin.
- I cały czas spaliście?! - powiedział zaskoczony.
- Cholera, Niall! Mam wakacje, będę spała kiedy przyjdzie mi na to ochota.
- Okej, okej. Nie chciałem cię urazić. Przepraszam. - posmutniał.
- Nie, to ja przepraszam. Wiesz jaka jestem zaraz po przebudzeniu.
- Zdążyłem zauważyć. - zmienił temat. - Kiedy przyjedziecie do Mullingar?
- Pewnie jutro. - przeciągnęłam się. - Dzisiaj jeszcze zostaniemy w stolicy. Może odwiedzimy jakiś klub. Hmm... to wcale nie taki głupi pomysł.
- Tak beze mnie? Przecież wiesz, że jak jest Horan, jest impreza.
- No tak, zapomniałam. Wynagrodzę ci to jak tylko się spotkamy. Mam coś dla ciebie z mojej ulubionej cukierni w Hoboken.
- To już nie mogę się doczekać. To do zobaczenia jutro. Udanej zabawy.
- Dzięki. Pa Niall. Trzymaj się.
- Pa. - rozłączył się.
Nagle poczułam czyjeś dłonie na sobie.
- Ładnie to tak odbierać cudzy telefon?
- A bardzo ładnie. - odparłam, opierając się o niego całym ciałem. - Wyspałeś się, kochanie?
- Bardzo, a ty? - mruknął całując płatek mojego ucha i lekko go przygryzając.
- Mhm. - westchnęłam mrucząc jak kotka i obróciłam się twarzą do niego. - Co powiesz na wypad do klubu?
- Jesteś pewna? - spytał całując moją brodę, kącik ust, nos, powieki. - To łóżko wygląda bardzo kusząco.
- Wiem, ale nic ci się nie stanie jak się przewietrzysz i spożytkujesz swoją energię w nieco inny sposób.
- Koniecznie?
- Tak i nie ociągaj się, bo wyjdę bez ciebie.
- No dobrze, ale później mi to jakoś wynagrodzisz.
- Najlepiej w naturze, co? - powiedziałam szukając odpowiedniego ubrania na wypad do klubu.
- Czemu nie. - odparł z łobuzerskim uśmiechem. - Ja bym był jak najbardziej za.
- Hahaha. Ty to tylko myślisz o jednym.
- O czymś trzeba myśleć. - zdjęłam bluzkę i rzuciłam nią w niego. - No co?!
- Seksoholik. - mruknęłam.
- Co powiedziałaś? - aż krzyknęłam, kiedy złapał mnie w pasie i podniósł do góry.
- Niic! Niiic!
- Jesteś pewna? - powiedział groźnie.
- Nieee, powiedziałam, że cię kocham.
- No tak o wiele lepiej. 
Uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie żarliwie w usta. Zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwy.
- Nieprawda. Jestem wzorem dżentelmena. - zmarszczył czoło. - Przynajmniej mama zawsze mi tak powtarzała.
- No dobrze, panie dżentelmenie. To może mnie postawisz? Chciałabym wyjść do klubu. Dawno w takowym byłam.
- No dobra. - jeszcze raz cmoknął mnie w usta i postawił na ziemi. - Idź, póki się nie rozmyśliłem.
Po dłuższym przeszukiwaniu torby znalazłam to co nadawało się idealnie na taki wypad na miasto. Szybko ubrałam sukienkę na ramiączkach do tego żakiet i boskie szpilki z kryształkami z mojego wypadu na zakupy w NYC [LINK]. Do tego włosy upięte z boku w schludnego koka i byłam gotowa do wyjścia.
- Wyglądasz... nieziemsko. - powiedział Hazza patrząc na mnie tak jak Niall patrzy na jedzenie.
Taa, oryginalne porównanie, ale inaczej nie da się określić tego wzroku.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - uśmiechnęłam się. - To co, idziemy? - ujęłam go pod ramię i wyszliśmy z naszego pokoju hotelowego.

 *Jeden z dublińskich klubów. Godzina 22:17*

Już od dłuższego czasu świetnie się bawiliśmy. Piliśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy, poznawaliśmy nowych ludzi. Impreza szła pełną parą.
Właśnie wyszłam z toalety, w której poprawiałam makijaż, kiedy ktoś napadł na mnie i zaczął mnie całować. Próbowałam go odepchnąć, ale był zbyt silny i do tego mocno wstawiony. Tłukłam go po torsie, drapałam po twarzy, a on popchnął mnie na ścianę i próbował rozpiąć mi sukienkę. Wraz z uderzeniem poczułam przeszywający ból pleców. Już miałam zastosować chwyt poniżej pasa, kiedy ktoś inny go odepchnął, a przód stanika mojej sukienki, którą trzymał, porwał się aż do pasa. Cała rozdygotana patrzyłam, jak Harry okłada pięściami twarz tego typka co mnie zaczepił. Po chwili zorientowałam się, że to Nathan, ale co on tu robił?
- Harry, już przestań. Spokojnie. - próbowałam odciągnąć go od Nathana. - Wystarczy! - krzyknęłam, kiedy Nath padł na podłogę.
Loczek odsunął się ode mnie ciężko oddychając. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że zrobiło mi się niedobrze.
- Ty... Jak mogłaś?!
- Ale ja nic nie zrobiłam!
- Jasne, a kto się upierał, żeby wyjść do jakiegoś klubu?! No na pewno nie ja. - czułam łzy pod powiekami. - Niby tak mnie kochasz, a spotykasz się z nim na boku.
- Czy ty nie widziałeś, że próbowałam go odepchnąć. Harry, do cholery! To ty wybrałeś ten klub!
- Szlag by cię trafił! Myślałem, że jesteś inna.
Wiedziałam, że mówił to w złości i po dużej ilości alkoholu, ale nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a ja wzięłam marynarkę i torebkę, które mi wypadły podczas szamotaniny z Nathanem.
Ledwie hamując łzy, wyszłam z klubu, złapałam taksówkę i pojechałam do hotelu. Chciałam już teraz wrócić do Londynu, ale stwierdziłam, że nie mogę zrobić tego Niallowi. W końcu tak bardzo się cieszył z mojego przyjazdu do jego rodzinnego miasta.
W pokoju hotelowym, z obrzydzeniem, zdjęłam sukienkę i wrzuciłam ją do kosza. Zrzuciłam buty, żakiet już dawno leżał gdzieś za kanapą, zmyłam makijaż, zdjęłam bieliznę i weszłam pod prysznic. Czułam się brudna. Tarłam ramiona tam mocno, że aż były czerwone, a łzy mieszały się z wodą spływającą po moim ciele. Jednak ciepła woda nie była w stanie ukoić nerwów, a także bólu kręgosłupa, który powrócił, ze zdwojoną siłą. Zakręciłam wodę, wytarłam się, ubrałam szlafrok, wzięłam leki przeciwbólowe i poszłam spać.

________________
Jak się macie? Ja w miarę dobrze. W końcu się wykurowałam. Kurde, ostatni tydzień ferii, a tyle jeszcze do zrobienia. Rozdział napisać, zeszyty przepisać, przeczytać lektury... Zaczyna mnie to przerażać.
Kolejny rozdział oddaje w wasze ręce i mam nadzieję, że wam się podoba.

_______________________
20.02.2013r. Kolejny rozdział jest już gotowy i czeka, aby go dodać. Proszę tylko o 7 komentarzy.


Buziaki. :*

~ unromanticgirl

sobota, 9 lutego 2013

Spacer po sadzie i grzeszny Londyn.

W końcu musiałam im otworzyć drzwi, ale byłam tak otępiała, że zrobiłam to jakoś tak mechanicznie. Wzięłam kosmetyczkę i poszłam wziąć prysznic. Gorąca woda, chociaż w części ukoiła moje napięte, jak postronki, ciało. Byłam pewna, że wypłakałam wszystkie łzy. Zresztą, nad czym tu było płakać? Ale kiedy wróciłam do pokoju i zobaczyłam Harry'ego stojącego przy oknie i czekającego na mnie... łzy znów zaczęły mi spływać po policzkach, a on podszedł i mocno mnie przytulił. Mówił spokojnym, kojącym głosem, że wszystko będzie dobrze i z czasem wróci do normy. Chciałam wykrzyczeć, że to nieprawda, że nic nie jest dobrze, ale z mojego gardła wydobył się tylko stłumiony szloch. Hazza zaniósł mnie do łóżka i posadził na nim, a sam podszedł do komody i wyjął z niej dla siebie bokserki, a dla mnie bieliznę i dresy z szarą koszulką [LINK]. Ubrał bokserki, po czym pomógł mi się ubrać i razem położyliśmy się do łóżka. Przytuliłam się do niego i, z głową na jego torsie, słuchałam jak cicho śpiewał mi piosenkę z ich nowej płyty, która miała być za niedługo wydana.
-Your hand fits in mine like it's made just for me. But bear this in mind it was meant to be. And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks. And it all makes sense to me. - objął mnie mocniej. - Śpisz? - spytał.
- Nie. - odparłam. - Ale daj śpiewaj.
- Dobrze. - znów zaczął śpiewać. - I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile. You've never loved your stomach or your thighs. The dimples in your back at the bottom of your spine. But I'll love them endlessly. I won't let these little things slip out of my mouth. But if I do it's you, oh it's you they add up to. I'm in love with you and all these little things. You can't go to bed without a cup of tea. And maybe that's the reason that you talk in your sleep. And all those conversations are the secrets that I keep. Though it makes no sense to me. I know you've never loved the sound of your voice on tape, uou never want to know, how much you weigh. You still have to squeeze into your jeans, but you're perfect to me. I won't let these little things slip out of my mouth... But if it's true it's you, it's you they add up to. I'm in love with you and all these little things. You'll never love yourself half as much as I love you. You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to. If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself, like I love you. Ooh... I've just let these little things slip out of my mouth. 'Cause it's you, oh it's you... it's you they add up to. And I'm in love with you and all these little things. I won't let these little things slip out of my mouth. But if it's true. It's you... it's you they add up to. I'm in love with you. And all your little things.
- Piękna. - powiedziałam. - Jaki ma tytuł?
- Little Things.
- Wszystkie fanki, na pewno się w niej zakochają.
- Też tak myślę. Chcesz o tym pogadać?
- Jakoś nie bardzo. Idziemy spać? Jestem strasznie zmęczona.
- Okej, nie będę naciskał. Dobranoc. - szepnął i pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc. - odparłam i cmoknęłam go w usta. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - ziewnął. - Odpocznij trochę i nie myśl już o tym.
Zrobiłam tak jak powiedział. Wsłuchana w bicie jego serca, zasnęłam.

*Następnego dnia. Godzina 12:32*

- Babcia! - podbiegłam do niej i mocno ją uściskałam. - Jak dawno się widziałyśmy. Boże, ale się za tobą stęskniłam.
- Ja za tobą też, Katherine. A teraz, kochanieńka, może przedstawisz mi tego młodzieńca.
- Babciu to jest Harry, mój chłopak. Harry, to moja babcia.
Już po chwili babcia zaczęła mówić płynną angielszczyzną.
- Nie wiedziałam, że tak dobrze mówisz po angielsku. - powiedziałam pogryzając ciastko, które babcia mi podała.
Mmm... smakowało przepysznie. Tylko ona umie takie  robić.
- Kiedy ma się za zięcia Brytyjczyka, wypadałoby znać jego ojczysty język. - zaśmiała się perliście.
Czas spędzony u babci z pewnością nie był  czasem straconym. Spacerowaliśmy po sadzie, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, robiliśmy zdjęcia, a to niektóre z nich:



Właśnie stałam przytulona do babci, a Hazza robił nam zdjęcie, które później dodałam na Twittera.


W końcu musiałam zadać jej nurtujące mnie pytanie.
- Babciu, czy ty znałaś prawdę? - spytałam ze smutkiem.
- O czym?
- O moim  pochodzeniu. - odpowiedziałam, a Harry dyskretnie się oddalił, zostawiając nas same.
- Tak. - powiedziała ze skruchą. - Co nie znaczy, że kocham cię mniej niż twoich braci. Nic nie może usprawiedliwić tego, co zrobili Anthony i Karolina, ale gdyby nie to, nie byłoby ciebie. Myślałam, że to zniszczy małżeństwo  twoich rodziców, ale jak widać Gosia mu przebaczyła. Jednak martwi mnie to, że nie jest w stanie wybaczyć swojej siostrze. Zarówno ja z dziadkiem Filipem, jak i Josephine z Marcusem nie pochwaliliśmy tego występku, ale gdy ty się urodziłaś, wszystko się zmieniło. Byłaś taka maleńka i rozkoszna. - wyszeptała ze łzami w oczach. - Wszyscy od razu cię pokochaliśmy. Jedynie Małgorzata nie mogła tego znieść. Zgodziła się wychować jak własne dziecko, a zrobiła z twojego dzieciństwa piekło. Właśnie tego obawiał się Marcus.
- Dlaczego ciotka Karolina mnie nie zatrzymała?
- Nie mogła. Była panną, do tego w ciąży z mężem swojej siostry. To były trochę inne czasy, kochanie. Nie obwiniaj jej za to. Naprawdę chciała cię zatrzymać, ale zrobiła dla ciebie to, co uważała za najlepsze.
- Nie byłabym tego taka pewna. - mruknęłam.
- Nikt nie spodziewał się, że Małgosia tak się zachowa. Chociaż patrząc na to teraz, było to do przewidzenia.
- Kto wiedział o tej całej sprawie?
- Ja, dziadek Filip, Josephine, Marcus i oczywiście Karolina, Anthony oraz Gosia. No i Konrad dowiedział się  tuż przed ślubem, ale to nie stanowiło dla niego problemu. Szczerze kocha Karolę i bardzo mnie to cieszy.
- Kiedy zamierzaliście mnie o tym poinformować?
- Nie wiem, Karolina bała się tego momentu. Nie chciała żebyś ją odtrąciła.
- Wiesz ile razy marzyłam, że to ona jest moją matką?! - westchnęłam ciężko. - Jestem skołowana tą całą sprawą i nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, ale jedno wiem na pewno - nie odtrącę jej. Co prawda nie będzie łatwo żyć z faktem, że jestem dowodem papy zdrady, ale jakoś to przeżyje. Poza tym mam Harry'ego.
- To dobry chłopak. - stwierdziła babcia.
- Też tak myślę. - odparłam.
Później rozmowa zeszła na mniej delikatne tematy.

*Tymczasem gdzieś w Londynie.*

W pokoju było słychać stłumione kobiece jęki.
- Zayn. - szepnęła rudowłosa dziewczyna namiętnie całując chłopaka.
- Mmm... - mruknął niewyraźnie w jej usta.
- Kocham cię, wiesz?
Oderwał się na chwilę od jej ust. Składał drobne pocałunki na policzkach, powiekach, aż przygryzł płatek jej ucha, jednocześnie gładząc jej jędrne uda.
- Ja ciebie bardziej szepnął jej do ucha. - Tak bardzo cię kocham, że aż to boli.
Zaśmiała się cicho, obejmując jego twarz.
- Kto kogo kocha bardziej, to kwestia sporna.
Teraz to on się zaśmiał.
- Wiesz Darcy, powinnaś studiować filozofię.
- Malarstwo w zupełności mi wystarcza.
- Och, doprawdy? - uśmiechnął się szelmowsko i znów pocałował jej kuszące wargi.
Przez chwilę nic nie mówili, całując się zapamiętale. Zayn oderwał się od jej usta, aby zaczerpnąć tchu.
- Ale z ciebie nienasycona kobieta. - powiedział urywanym szeptem.
- Jakiś problem? - uśmiechnęła się niewinnie.
- Nie, akurat to mi nie przeszkadza.
Znów spletli się w miłosnym uścisku. Ale... zostawmy ich w spokoju, by mogli cieszyć się sobą.

_______________________
Witam was po długiej przerwie. Obecnie jestem chora, także zaczęłam ferie tydzień wcześniej. (Przynajmniej jakiś plus.) Trzy tygodnie wolnego. *__* No już dwa. :)
Postaram się dodać jeszcze kilka rozdziałów o ile wena mi dopisze i będę miała dostęp do laptopa, bo, tak jakby, mam szlaban, ale cicho. :P
Wiem, że końcówka trochę nie pasuje, do reszty rozdziału, ale nie mogłam się oprzeć, żeby tego nie dodać. :D
Ten rozdział chciałabym zadedykować mojej kochanej Darcy, która jest zawsze przy mnie kiedy jej potrzebuje. Kocham cię. xx
Następny rozdział nie wiem kiedy dodam.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

niedziela, 20 stycznia 2013

Okrutna prawda.

Miałam się właśnie wziąć za rozpakowywanie walizek, ale kiedy zauważyłam Gabriela leżącego na materacu w basenie, po prostu nie mogłam zostawić go w spokoju. Szybko założyłam niebieskie bikini, czarne Ray Bany oraz japonki [LINK], a włosy związałam w schludnego koka i zbiegłam po schodach na dół. Jak zauważyłam w biegu, Harry i papa zawzięcie o czymś dyskutowali, uśmiechając się i co chwila wybuchając śmiechem. Miałam nadzieję, że nie rozmawiają o mnie. Kiedy byłam już za domem, powoli podeszłam do basenu. Gabbe nadal leżał na materacu z zamkniętymi oczami i okularami na nosie. Niewiele myśląc po cichu weszłam na drabinkę i skoczyłam na bombę. Efekt był natychmiastowy. Mokruteńki pół leżał, pół siedział na materacu i patrzył na mnie z wściekłością i zaskoczeniem.
- Nie przywitasz się z siostrzyczką? - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Odbiło ci całkiem?! - spytał. - Może słoneczko cię, w tej Francji, za mocno przygrzało?! - parsknął wodą.
- No już przestań się wściekać i przytul mnie. - uśmiechnęłam się, a on spełnił moją prośbę.
- Ale nie mogłaś się przywitać w bardziej konwencjonalny sposób? - szepnął mi do ucha.
- Wtedy to bym nie była w pełni sobą. - odparłam z prostotą, a on odchylił się do tyłu i spojrzał uważnie na moją twarz.
- Wariatka z ciebie, Katherine, ale i tak cię kocham. - zaśmiałam się. - Bo nie mam wyboru. - dodał.
- Jesteś niemożliwy.
- Ty bardziej.
- Jaa... - nie dokończyłam, bo Gabbe chlusnął we mnie wodą. - Aaaaa! - zapiszczałam. - Ty idioto, nie daruję ci tego.
Zaczęliśmy się ochlapywać, nie obyło się bez pisków i śmiechów. Zauważyłam Harry'ego i papę stojących na tarasie. Jakoś zdołałam usłyszeć, jak Hazza się pyta, czy my tak zawsze się zachowujemy, a tata, ze śmiechem, tylko skinął głową. Loczek widząc, że na niego patrzę, uśmiechnął się szeroko do mnie. Moja chwilowa dekoncentracja była błędem, gdyż poczułam jak coś szarpnęło mnie za kostkę w dół. W ostatniej chwili nabrałam trochę powietrza w płuca i już po chwili byłam pod wodą. Ja i Gabriel, wariowaliśmy tak jeszcze przez jakieś półgodziny, a potem poszłam się wysuszyć i trochę poopalać na leżaku.


Naturalnie zdjęcie pamiątkowe musi być. Później położyłam się na brzuchu i wsłuchałam się w muzykę lecącą z iPoda Gabbe'a
- Posmarować ci plecy? - spytał troskliwie Harry.
- No, jakbyś mógł... - odparłam, zastanawiając się, kiedy pojawił się obok mnie.
Po chwili poczułam jego gładkie dłonie, delikatnie muskające moje plecy. Pływanie i masaż, wpłynęły zbawiennie na mój napięty i bolący kręgosłup. Hmm... nie ma to jak osobisty masażysta.

*Dwie godziny później*

Kończyłam właśnie rozpakowywać nasze walizki. Myślałam, że nigdy ich nie zdołam rozpakować, aż tyle było w nich rzeczy. Harry zamiast mi pomóc, siedział u Gabriela w pokoju i brał z nim na konsoli. Miło. Wkładałam do szafki ostatnią koszulkę Harry'ego, kiedy usłyszałam "Skinny love" Birdy.
- Halo? - powiedziałam.
- Cześć Kath, masz czas?
- Pewnie. Coś się stało?
- Czy ja wiem? Chyba po prostu potrzebuję z tobą pogadać.
- To jednak coś się stało. - usiadłam na łóżku.
- Nic, po prostu robiłam dzisiaj porządek i wypadła jedna z teczek z pracami. Wszystkie rysunki się rozsypały i... wróciły wspomnienia.
- Och, Darcy. Wszystko w porządku? - spytałam.
-Tak. Nie. Sama nie wiem. - westchnęła ciężko. - Wszystko jest takie zagmatwane. Minęło tyle czasu odkąd ze sobą zerwaliśmy, a jednak to dalej boli. I jeszcze te cholerne rysunki. Dlaczego ja ich nie wyrzuciłam? Zresztą, po co ja się pytam, odpowiedź jest prosta - nie potrafiłam. Do tego on i Zayn się przyjaźnią i jak ja mam się zachować? Nie wiem. Nie chcę niszczyć ich przyjaźni, przez to, co było między mną a Edem. Ta sytuacja jest po prostu chora. Nie ma cię w Londynie, także nie mam komu się wygadać, bo przecież Zaynowi nic nie powiem. Nie chcę, że by moje uprzedzenia kierowały nim. To by było nie w porządku wobec niego i źle bym się z tym czuła. - zaczerpnęła haust powietrza. - Co jest ze mną nie tak, że nie mogę zapomnieć? - czułam, że Dar ledwie hamuje łzy. - Mam w głowie totalny mętlik. Zresztą jakby Zayn się dowiedział, dlaczego z nim zerwałam, to by zapewne go zabił. Jakby i tak nie było już źle, to wszyscy umówiliśmy się na kręgle i Lou zaprosił Eda. Co ja mam teraz zrobić?
- Czy ty czujesz coś jeszcze do Eda?
- Nie, ale po prostu nie umiem przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, nie psując sobie humoru i innym dookoła, a skoro Louis go zaprosił, to na pewno nie będzie, dla mnie, miły wieczór. Zayn zauważy, że coś jest na rzeczy i zacznie męczyć mnie pytaniami, a przecież nie powiem mu, dlaczego siedzę z miną jakbym chciała kogoś zabić albo jakbym zjadła, co najmniej, kilogram cytryn. - słyszałam jak głos jej drżał.
-  Odkąd dowiedziałam się, że Ed wybiera się z nami, odechciało mi się iść na kręgle. Wolałabym już zostać w domu, ale Zayn, jak to on, zaraz też zechce zostać z mną, a skoro on zostanie to jeszcze do tego dojdzie, że Lou zaprosi Eda do nas, a ja tego nerwowo nie wytrzymam. - po chwili dodała. - Ale to nie ważne. Zapomnij o tym. Nie chcę ci przeszkadzać, w końcu masz wymarzone wakacje z Harrym i w ogóle. - zapadła cisza. - Tęsknię za tobą. - szepnęła smutnym głosem.
- Ja za tobą też, kochanie, ale już niedługo się zobaczymy. Na urodziny Liama na 100% będę w Londynie.
- Jak tam w ogóle urlop?
- Całkiem fajnie. Zostałam podtopiona przez Gabbe'a, Harry zaprzyjaźnił się z moim tatą i, jak na razie, nie widać mojej matki na horyzoncie.
- Czyli, jak na razie, jest okej?
- Jak na razie... to tak, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.
- Masz rację. - odparła.
- Już lepiej?
- Znacznie lepiej. Tłumienie w sobie uczuć, nie jest niczym dobrym. No cóż, będę kończyć. Trzymaj się Kath.
- Pa Dar i uszy do góry. Nie taki diabeł zły, jakim go malują. - usłyszałam jeszcze jej delikatny śmiech i dźwięk przerwanego połączenia, po czym odłożyłam telefon na półkę nocną i położyłam się na łóżku.
Martwiłam się o Darcy, mimo jej silnego charakteru, była niezwykle wrażliwa, szczególnie jeśli chodziło o uczucia. Kiedyś nie była taka. Zadziorna, roztrzepana, wesoła, wiecznie uśmiechnięta, otwarta, pewna siebie, owszem, ale nie ostrożna w okazywaniu uczuć. To zerwanie ją zmieniło. Gdzieś jej radość życia się ulotniła. Miała problemy z zaufaniem komukolwiek, że o okazywaniu miłości już nie wspomnę. Sporo wody upłynęło zanim uśmiech rozpogodził jej twarz i nie był to wymuszony grymas. Wtedy też pojawił się, w moim życiu, Harry i reszta wariatów, bez których sobie teraz życia nie wyobrażam. Potem Dar zaczęła się spotykać z Zaynem i powoli, drobnymi kroczkami, zaczęła powracać dawna ona. Czas i Zayn, uleczyli ranę, którą zadał jej Ed, ale blizna pozostała i czasami, tak jak przed chwilą, dawała się we znaki.
Leżałam tak jeszcze, myśląc o wszystkim i o niczym, i nawet się nie zorientowałam, kiedy zasnęłam.

*Ten sam dzień, godzina 20:48*

Obudziłam się jakieś półgodziny temu i poszłam do pokoju Gabriela, który nadal siedział z Harrym, ale teraz zawzięcie o czym dyskutowali. Gdy weszłam, Hazza uśmiechnął się do mnie  i kontynuował rozmowę, a ja wyciągnęłam się na łóżku Gabbe'a.
- Nie przeszkadzajcie sobie, ja sobie tylko tu posiedzę, bo u mnie nie ma już nic do roboty.
- Spoko. - odparł Gibby i dalej coś tłumaczył Loczkowi.
Wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam Harry'emu zdjęcie.


Półgodziny później, Harry zdeklarował się, że idzie wziąć prysznic,a potem spać, bo pada z nóg, także zostałam sama z Gabbem. Gadaliśmy sobie o wszystkim, aż rozmowa zeszła na temat szkoły.
- To gdzie idziesz do liceum? - spytałam.
- Chyba tam gdzie ty. - odparł niemrawo.
- A gdzie chciałeś iść?
- Miałem zamiar pojechać do ciebie, o ile byś się zgodziła. Zastanawiałem też się nad Stanami, z czego ta opcja bardziej mi się podobała. Tyle że matka kategorycznie się nie zgadza, a ojciec, nie mając wyboru, ciągnie za nią stronę. - zamilkł na chwilę i spojrzał mi niepewnie w oczy. - Mogłabyś pogadać z tatą?
- Ale...
- Wiesz, że tata się na pewno z tobą zgodzi. Tylko ty możesz z nim pogadać. Alan już próbował, ale to nic nie dało. Matka zaczęła się drżeć na mnie i Ala, bo go podpuszczam itp. itd.
- Okej, pogadam z nim, ale niczego nie obiecuję. - zmieniłam temat. - A co u Nicka?
- Wszystko okej. Po skończeniu szkoły wybiera się do Stanów.
- Czyli, jednak, nie zmienił planów? - Gabbe skinął głową. - NYU czy Columbia?
- Columbia.
- Wysoko mierzy, to tegoroczne świadectwo musi mieć, praktycznie rzecz ujmując, idealne, a wyniki z matury bardzo wysokie.
- On jest naprawdę dobry. Miałem u niego korki z matmy.
- To akurat wiem. - westchnęłam. - Dobra, idę pogadać z tatą. Gdyby długo mnie nie było i przyszedł Harry, to powiedz mu, że jestem w gabinecie papy.
- Spoko. Powodzenia.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Zeszłam na dół i już miałam wejść do gabinetu, kiedy usłyszałam, dobiegającą zza uchylonych drzwi, rozmowę.
- Na jak długo tym razem przyjechała? - spytała wściekle matka.
- Na cztery dni. Chyba nie zabronisz jej tu przyjeżdżać?!
- Zabronić jej nie mogę, ale to nie znaczy, że mi się to podoba.
- Margaret, co się z tobą dzieje?! Nie poznaję cię!
- Po pierwsze, nie mów do mnie Margaret, nie lubię tego. Po drugie, mam dość patrzenia na nią. Ona jest żywym dowodem błędu, jaki popełniłeś.
- Zawsze chciałaś mieć córkę. - szepnął smutno papa.
Nie miałam pojęcia co tu się dzieje.
- Tak, ale to miała być nasza córka, a nie tylko twoja!
- Obiecałaś jej, że będziesz ją kochać i wychowasz, jakby to było twoje dziecko.
- Jezu, Antek, ale ja nie potrafię! - krzyknęła. - Patrzę na nią i co widzę? Owoc twojej niewierności. I to z kim?! Moją rodzoną siostrą! Ot co i ja mam ją kochać jak swoje dziecko?! - powiedziała z jadem.
Więcej nie byłam w stanie wysłuchać. Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Jak w transie, trzasnęłam drzwiami gabinetu ojca, wbiegłam na schody i jakby goniły mnie psy piekielne, co sił w nogach, biegłam do swojego pokoju. Usłyszałam za sobą wołanie ojca, ale zignorowałam je. Zamknęłam drzwi pokoju na klucz i rzuciłam się na łóżko. Łzy spływały mi po twarzy, a ja wciąż nie mogłam przetrawić tego co usłyszałam. Z jednej strony to było jak cios prosto w serce, ale z drugiej strony, poczułam ulgę. Ta wiedźma, która uprzykrzała mi życia, odkąd sięgam pamięcią, nie jest moją prawdziwą matką, ale ciotka Karolina... tego nie potrafiłam pojąć. Ciotka zawsze traktowała mnie jak własne dziecko, ale nigdy, jakoś specjalnie, nie zwracałam na to uwagi. Ile razy marzyłam, kiedy byłam mała, żeby to ona była moją matką, ale teraz...
Przypomniałam sobie te wszystkie sytuacje, kiedy ciotka, choć w minimalny sposób, nie zachowywała się jak zwykła ciotka.
Usłyszałam pukanie oraz prośbę ojca i Hazzy, żebym otworzyła drzwi, ale zignorowałam ich.
Kiedy wyjeżdżałam od niej, zawsze żegnała się ze mną, jakby to Mel miała opuścić dom. Kiedy wspominałam matkę, zawsze jej twarz wyrażała smutek z domieszką ból. Albo kiedy rozmawiałam z Harrym o wyjeździ do rodziców... jej mina...
Kolejna rzecz jaką sobie uświadomiłam to to, że Gabriel i Alan, nie są w pełni moimi braćmi, a to zabolało najbardziej. Z tego też wynika, że Ania, Marcelina i mały Piotruś, to w jakieś części moje rodzeństwo.
Boże, kiedy moje życie się tak zagmatwało?

____________________
Jak się macie? U mnie całkiem dobrze. Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Kto już z was ma ferie? Moje się zaczynają dopiero 11 lutego, także jeszcze trochę sobie poczekam. Kolejny rozdział postaram się dodać na weekendzie, bo na tygodniu mam 2 sprawdziany, w czwartek dyskotekę choinkową i moje nieszczęsne 17 urodziny (kurde, ale ja stara O.o). Życzę miłego tygodnia i udanego nowego semestru, abyśmy wszyscy dotrwali do wakacji.

________________
2.02.2013r. Szczerze przepraszam, ale mam teraz niezły zapieprz w szkole. Ostatni tydzień przed feriami i nauczyciele po nawalali nam w ciul sprawdzianów. Obiecuję, że na feriach na pewno już dodam.

Buziaki. :*

~ unromantcgirl

____________________________________________________________
Rysunki, o których mówiła Darcy. :)   (Nie moje, ale strasznie przypadły mi do gustu.)














wtorek, 15 stycznia 2013

Demony przeszłości.

Spojrzałam na zegar na desce rozdzielczej mojego samochodu. Była 10:12. Dwie godziny temu wyjechaliśmy z Warszawy i jechaliśmy w kierunku Hrubieszowa, Harry spał na fotelu pasażera, a ja prowadziłam, co dawało sporo czasu na rozmyślania. Ciekawiło mnie, co robią chłopaki w Londynie. Czy już wstali? Jedzą śniadanie? Stawiałabym na to, że jeszcze śpią. Darcy zapewne zaparzyła sobie kawę z mlekiem, wzięła ją, a także szkicownik z przyborami do malowania i poszła na balkon malować, a Michael pewnie był na spacerze z psem. W końcu była niedziela.
Czas płynął, a droga do domu rodziców niemiłosiernie mi się dłużyła. Zniecierpliwiona bębniłam palcami w kierownicę. Nagle zadzwonił mój telefon. Włączyłam słuchawkę Bluetooth i odebrałam. To co po chwili usłyszałam trochę zbiło mnie z pantałyku, ale zarazem rozbawiło. Tylko jedna osoba mogła robić mi takie głupie kawały - Alan.
- Braciszku, wiem, że lubisz pornosy, ale nie wiedziałam, że gustujesz w tych brazylijskich. - powiedziałam do słuchawki.
Ktoś obok mnie zakaszlał, zerknęłam w bok i zauważyłam, że Hazza już nie śpi, za to gapi się na mnie z mieszaniną konsternacji, rozbawienia i zainteresowania.
- To telenowela brazylijska, wariatko. - powiedział obrażony Al. - Ja ci dam pornosy, ty już nie masz co oglądać.
- Ale zabawne. Normalnie urzekła mnie twoja historia. - odparłam robiąc głupią minę. - Dzwonisz w konkretnej sprawie czy tylko... chciałeś mi prawić morały. Bo jeśli to drugie, to chyba się rozłączę, akurat prowadzę samochód.
- A gdzie jedziesz?
- Tam, gdzie wolę jeździć nadzwyczaj rzadko.
- Do rodziców.
- A jak. Będę na tyle uprzejma, że pokażę moją drugą połowę.
- Już to widzę, tata go raczej polubi, skoro ja go polubiłem, ale mama... to raczej wątpię. Ona lubiła tego twojego ostatniego fircyka, co okazał się takim palantem, że miałem ochotę mu urwać głowę. - mruknął rozgniewany.
- Musisz do tego wracać? - spytałam. - Było minęło, a mama go nie znała od tamtej strony.
- Jak chciałem jej powiedzieć prawdę, to wzbraniałaś się przed tym jak szalona.
- Nie potrzebuję jej współczucia. Zapewne powiedziałaby, że chłopcy też mają swoje potrzeby.
- Ale ten palant próbował cię zgwałcić i to w naszym domu! - przerwałam mu.
- Ale do tego nie doszło, bo w porę wróciłeś do domu i usłyszałeś moje krzyki. Moglibyśmy zmienić temat? Nie mam ochoty o tym rozmawiać.
- Dobra. Przyjedziesz potem do mnie? Stęskniłem trochę się za tobą, siostra.
- Wydaje mi się, że tak. - z ulgą przyjęłam zmianę tematu. - Mamy w planach Stany, zaraz po Polsce, więc zapewne cię odwiedzimy. Muszę koniecznie pójść do cukierni Carlo'a i kupić sobie cannoli.
- To ty przyjeżdżasz tylko do cukierni? Czy może do mnie? Bo sam już nie wiem. Zawsze przed twoim przyjazdem słyszę to samo: "Muszę odwiedzić Buddy'ego i kupić u niego coś słodkiego".
- Nie no straszne. - zaśmiałam się. - Alan zazdrosny o słodycze. Miło się z tobą gada braciszku, ale jestem już na wjeździe do Hrubieszowa, także sam wiesz.
- Okej, ale masz przyjechać na kilka dni, bo i tak rzadko cię widzę.
- Nie ma sprawy. Pa.
- Pa. - odpowiedział i zdjęłam słuchawkę.
- O co mu chodziło? - spytał Harry.
- A o którą część rozmowy się pytasz?
- O te krzyki.
Westchnęłam.
- Opowiem ci o tym, ale, błagam cię, nie teraz. To jest dla mnie trudny temat. Zbyt bolesny.
Wziął moją prawą rękę, ścisnął mocno i pocałował.
- Wszystko będzie dobrze. - stwierdził.
- Mam taką nadzieję.
Pół godziny później byliśmy na osiedlu, zaparkowałam samochód przy krawężniku i wysiadłam z niego.
Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, i po chwili, dodałam je na Twittera.


- To tutaj mieszkałaś? - spytał Harry.
- Przez większość czasu.
- Ładnie tu.
- Owszem, ale nie zagaduj mnie. Idziemy. - wzięłam go za rękę, pocałowałam delikatnie w policzek i poszłam z nim do domu.
Po cichu weszliśmy przez otwarte drzwi. Papa siedział w kuchni, tyłem do mnie, zawzięcie pracując przy laptopie, co chwila przeglądając jakieś papiery. Cały on. Gestem nakazałam Hazzie być cicho, a sama powoli podeszłam do taty i zakryłam mu oczy.
- Margaret nie wygłupiaj się. - mruknął.
- Bo co mi zrobisz? - spytałam przekornie.
- Katherine?! Co ty tu robisz?
Zabrałam ręce z jego twarzy i mocno objęłam go za szyję.
- A tak, stęskniłam się za papą.
- Uważaj, bo uwierzę. - odparł i odwrócił się do mnie. - Niech no ci się przyjrzę. Wyglądasz przepięknie. - spojrzał za mnie. - A kto to?
- Nie udawaj, że nie wiesz, papo. - uśmiechnęłam się do taty i spojrzałam na Loczka. - Chodź, tata chce cię poznać.
Hazza powoli i niepewnie podszedł do mnie.
- Harry, to jest mój tata - Anthony Glass. Papo, to mój chłopak - Harry Styles.
- Miło mi pana poznać. - powiedział i uścisnął jego dłoń.
- Wzajemnie. - odparł papa i odwzajemnił uścisk.
- Dobra, konwenansom stało się zadość. Gdzie jest Gabbe?
- Pewnie leży na materacu w basenie. Strasznie mu gorąco. - głos ojca ociekał ironią.
- Powiedz mi, że on sam rozłożył ten basen. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Ależ owszem. - stwierdził z rozbawieniem.
- Muszę zapisać to w kalendarzu. - zaśmiałam się.
- Na długo przyjechaliście?
- Nie wiem.  Jesteśmy chyba tylko na kilka dni, bo mamy zamiar odwiedzić Alana i może jeszcze pojechać na Florydę, później Irlandia. - zastanowiłam się przez chwilę. - Będziemy tu chyba tak ze trzy, góra cztery dni.
- To dobrze. - uśmiechnął się promiennie. - To dobrze.

______________________
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Jak przeczytaliście, to komentujcie, to dla mnie bardzo ważne. Kolejny rozdział postaram się dodać niedługo, bo póki wena jest, trzeba pisać. :D

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

piątek, 11 stycznia 2013

Gołąbki.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest przyjechać do domu wariatów? Ja nie, jednak przekonałam się o tym na własnej skórze. Po tym jak zeszłam z Loczkiem na dół, otrzymaliśmy powtórkę z rozrywki w wykonaniu Ani. Skakała wokół nas jak mały szczeniaczek i radośnie trajkotała. W pewnym momencie  rzuciła mi się na szyje, przez co solidnie uderzyłam plecami o ścianę. Mimowolnie się skrzywiłam.  Poszliśmy razem do kuchni, gdzie ciocia robiła coś do jedzenia.
- Cześć ciocia. - cmoknęłam ja w policzek.
- Cześć słonko. - spojrzała na mnie. - Anulka?
- Aż tak widać?
Skinęła tylko głową.
- Co to? - spytał Harry wskazując na to, co robiła ciocia.
- Gołąbki.
- Kevin? - Hazza lekko zbladł.
Zaśmiałam się.
- Jasne. My w Polsce nie mamy co jeść tylko gołębie.
- Nie ważne.
- Spoko. - czułam, że dłużej nie wytrzymam. - To ty sobie pogadaj z ciocią, a ja wrócę się do pokoju, bo czegoś zapomniałam. - posłałam mu wymuszony uśmiech i już mnie nie było.
Biegiem wpadłam do pokoju i zaczęłam przetrząsać kosmetyczkę. W końcu znalazłam upragnione tabletki. Nie zwracając na nic uwagi, wysypałam 4 na dłoń i szybko je połknęłam. Od razu lepiej. Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam na moje blade odbicie w lustrze. Nie wiedziałam jak długo tak pociągnę. Byłam tym po prostu wykończona. Żeby doprowadzić się do stanu używalności, poprawiłam makijaż i dla nabrania kolorów, uszczypnęłam się w oba policzki. Miałam już wyjść z łazienki, ale poczułam przeszywający ból w plecach. Ciężko oparłam się o umywalkę i zaczęłam głęboko oddychać. Usłyszałam jak drzwi się uchylają.
- Katherine, wszystko w porządku? - spytał zatroskany Harry.
- Nic mi nie jest. - powoli się wyprostowałam. - Złapał mnie skurcz w łydce, ale już mi lepiej.
Widziałam, że ta odpowiedź go nie zadowoliła, ale nie drążył tematu.
Potem zjedliśmy, względnym spokoju, śniadanie i wyszliśmy na spacer. Przytuleni, spacerowaliśmy po warszawskich Łazienkach, jedliśmy lody w pobliskiej lodziarni i wygłupialiśmy się w parku.



Godzinę później wróciłam z Harrym do domu cioci w sam raz na obiad, na który były pyszne gołąbki. Hazza, przez chwilę, dziwnie na nie patrzył. Zaśmiałam się.
- Hazza, to tylko ryż, mięso mielone i kapusta.
- Jakie mięso?
- Na pewno nie gołębie. Wieprzowe, głuptasie. Takie od świnki. Ojnk, ojnk.
- Dobra, zrozumiałem.
Wszyscy przy stole mieliśmy z niego niezły ubaw. Brał się za jedzenie jak pies do jeża, chociaż wiedziałam, że jest strasznie głodny, ale kiedy już spróbował to jadł aż mu się uszy trzęsły.
Później kiedy wszyscy siedzieliśmy w salonie i słuchaliśmy Mel, która opowiadała co się działo na obozie tanecznym, z którego dzisiaj wróciła, zauważyłam, że Harry dodał coś na Twitterze.


Komentarze pod spodem zabijały śmiechem. Niall z Louisem kłócili się o te gołąbki, które zjadł Harry, o czym nie omieszkałam wspomnieć. Nie wywołało to ich zachwytu, ale przynajmniej się zamknęli. Jednak prośba Nialla, abym mu takie ugotowała, wywołała u mnie szeroki uśmiech.

- A mi to nie chcesz gotować. - mruknął Hazza, opierając głowę na moim ramieniu.
- Sam świetnie gotujesz, także nie umrzesz z głodu. - odparłam.
- Też prawda.
Resztę dnia spędziliśmy w towarzystwie mojej ciotki i jej rodziny. Nie narzekaliśmy na brak atrakcji, bo Ania zachowywała się, jakby zjadła za dużo słodyczy. Raz jest tu, potem tam, gada jak najęta, śpiewa coś, tańczy, zaczepia Harry'ego, ucieka przed nim. Tak patrząc z boku było widać, że przypadli sobie do gustu, chociaż totalnie się nie rozumieli. W końcu koło dwudziestej, Loczek padł na kanapę obok mnie.
- Wysiadam. - wysapał. - Nie mam już siły.
- Biedactwo. - powiedziałam. - Może się napijesz?
- Chętnie.
Nalałam mu trochę soku do szklanki. Wypił wszystko, oparł się o zagłowię i zamknął oczy.
- Odpocznij sobie, bo rano jedziemy do moich rodziców.
- Już? - zdziwił się.
- Już. - przeciągnęłam się. - Najwyższa pora abyś poznał moich rodziców. - mówiąc to przyglądałam się cioci Karolinie przytulonej do wujka Konrada, gdy wspomniałam o rodzicach, nieznacznie się skrzywiła.
Było to trochę dziwne, ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi, bo Ania wskoczyła mi na kolana, nachyliła się i szepnęła mi do ucha:
- Lubię go. - powiedziała z powagą. - Możesz z nim chodzić, ale mi ciebie nie zabierze?
- No co ty, słoneczko. Nikt nikomu nikogo nie zabiera.
- A kochasz mnie jeszcze trochę?
- Oczywiście. - przytuliłam ją mocno.
- To dobrze. - pogłaskała mnie po plecach. - To dobrze.

__________________
Zacznę od tego, że bardzo was przepraszam za tak długą przerwę między rozdziałami, ale jakoś tak wyszło. Kolejny rozdział postaram się dodać szybciej. Mam nadzieję, że rozdział się podoba i zostawicie po sobie komentarz.

Buziaki. :*
~ unromanticgirl

________________________________________________________________________

Tak dla zobrazowania. :D
Ania Skierska (Anulka) - Sześcioletnia siostra cioteczna  Katherine.

Marcelina Skierska (Mel) - Czternastoletnia siostra cioteczna Katherine.

wtorek, 11 grudnia 2012

Słodziutki potworek zwany Anulką.

- To gdzie  teraz się wybieramy?
- Skoro ja poznałam twoją mamę i Gemmę, to teraz ty powinieneś poznać moich rodziców i Gabriela.
- Czyli wybieramy się do Polski? - spytał z niewyraźną miną.
- Chyba nie powiesz mi, że się ich boisz?
- Nie, skąd. Po prostu chodźmy już na to lotnisko.

~*~

- Witaj w Warszawie. - powiedziałam.
Harry rozejrzał się dookoła i uśmiechnął się.
- Ładnie tu nocą.
- Też tak myślę. Jesteś w stanie iść czy może zamawiamy taksówkę?
- A daleko to, gdzie chcesz iść?
- No tak ze 2 do 3 kilometrów.
- Spać mi się chce. Zamówmy taksówkę. A tak w ogóle to gdzie ty chcesz iść?
- Do mojej cioci Karoliny. Zmęczona też jestem, także wolę teraz nie prowadzić.
Zamówiliśmy taksówkę, podałam adres i skierowaliśmy się na jedno z warszawskich osiedli. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciliśmy za taksówkę i poszliśmy z walizkami w stronę domu.
- I tak po prostu, w środku nocy, zadzwonisz do drzwi i powiesz "cześć ciociu"? - spojrzał na zegarek. - Mamy 02:48.
- No tak. - odparłam. - Ciotka Karolina lubi kiedy przyjeżdżam, nawet jeśli budzę ją w środku nocy. - nacisnęłam dzwonek. - Zaraz się przekonasz, a i mamy 03:49, nie ta strefa czasowa.
Chwilę później drzwi się otworzyły i stała w nich zaspana, ale uśmiechnięta ciocia.
- Katherine! - uściskała mnie. - Jak miło cię widzieć. - spojrzała na Harry'ego. - Wchodźcie, wchodźcie. - Zaprosiła nas gestem dłoni. - Na pewno jesteście zmęczeni po podróży.
Weszliśmy do domu i zostawiliśmy walizki na korytarzu. Skierowałam się za ciocią do kuchni, a Hazza podążał za nami, rozglądając się z ciekawości.
- Pokój gościnny wolny czy mam spać na kanapie?
- Nie wygłupiaj się, kochanie, pokój  jest wolny i czeka na ciebie... was. - spojrzała na mnie matczynym wzrokiem. - Tak dawno cię nie widziałam. - powiedziała z przyganą.
- Ciociu, to tylko 4 miesiące.
- Dla mnie to i tak za długo.
- Wiem, wiem. Może wpadnę na święta, ale nie obiecuję.
- Rozumiem. - powiedziała i oparła się o blat kuchenny.
- Może zjecie coś albo napijecie?
- Nie, nie fatyguj się. Nie jestem głodna. Pić też mi się nie chce. - odpowiedziałam. - Ups.  Zapomniałam, że Harry nic nie rozumie. - Spojrzałam na Loczka. - Kochanie, chcesz coś do picia lub do jedzenia?
Ten tylko pokręcił głową, ale było widać, że już zasypia na stojąco.
- Ciociu, wracaj do łóżka. My też się położymy. Jutro pogadamy. Obiecuję.
Podeszłam do niej i pocałowałam ją w policzek, potem wzięłam Harry'ego za rękę i wróciliśmy na korytarz po walizki. Następnie zaprowadziłam go do pokoju gościnnego. Harry był tak zmęczony, że zostawił w progu walizkę i od razu padł na łóżko i zasnął. Spojrzałam na jego walizkę i pokręciłam głową. Cały Hazza, pomyślałam, kiedy jest zmęczony rzuca wszystko gdzie popadnie, a potem się zastanawia. dlaczego jego rzeczy są porozrzucane. Odstawiłam nasze walizki na bok i wyjęłam z mojej piżamę. Jako, że nie raz i nie dwa tu nocowałam, byłam pewna, że gdy tylko Ania się dowie, że tu jestem, od razu wpadnie  mi do pokoju. Chociaż, kiedy ciocia jej powie, że nie jestem sama, to może tego nie zrobi. Przebrana, miałam się już położyć, ale widząc jak Harry śpi w ubraniu, wiedziałam, że będzie mu niewygodnie. Powoli, żeby go nie obudzić, zdjęłam mu bluzę, skarpetki i spodnie. W razie porannej "inwazji", stwierdziłam, że będzie spał w koszulce. Zdjęłam mu jeszcze zegarek i mogłam już iść spać. Spojrzałam na jego spokojną twarz i nie mogąc się oprzeć, odgarnęłam mu gęste loki z czoła. Musiałam tę chwilę uwiecznić, więc zrobiłam mu zdjęcie. Wyglądał słodko. A co mi tam, pomyślałam i dodałam je na Twitterze.

TT:  I love days, when my darling can be with me. @Harry_Styles xx

Położyłam się i przytuliłam do Harolda, a po chwili zasnęłam.

~*~

Obudziło mnie śpiewanie, które bardziej przypominało kota, któremu ktoś nadepnął na ogon. Poza tym ktoś skakał po materacu. Przez chwilę miałam wrażenie, że to Louis z Niallem postanowili się powygłupiać, ale zaraz przypomniałam sobie gdzie jestem. Po chwili zrozumiałam co ten ktoś śpiewa.
- Katlin, Katlin, Katlin i ty Hally tes, wstawac, bo juś lanek, a się bawić cę.
Jęknęłam. Czemu ja nie zamknęłam drzwi na klucz, pomyślałam, przynajmniej bym się wyspała. Wiedziałam, że ona sobie nie daruje, jak mi nie zafunduje specjalnej pobudki.
- No konieć śpania leniuchy. - Ania nadal po nas skakała. - Musicie wstać i się ze mną pobawić.
Lekko uniosłam powieki i spojrzałam na Anię, która wesoło brykała. Jeszcze nie zauważyła, że nie śpię. Harry starał się jeszcze zasnąć i zasłonił sobie głowę poduszką, ale Anulka mu ją wyrwała, rzuciła nią we mnie, a Harry'emu zaczęła krzyczeć do ucha. Nie ma co, miłe powitanie. Była tak zajęta Harrym, że nie zauważyła kiedy się poruszyłam. W następnej chwili zaczęła piszczeć i śmiać się na przemian, gdyż została wciągnięta pod kołdrę i zaatakowana łaskotkami.
- A mama ci nie mówiła, żebyś nas nie budziła? - spytałam Anulę, tuląc ją do siebie.
- Njeeee. - odparła niewinnie. - Kaziała waś budzić ile się tilko da.
- Naprawdę?
- Tjaak, a tjelas nje pać na mnie takim wźlokiem.
- Jakim?
- Jakbyś chciała mnie źjeść.
- Mmmm... a ty taka smakowita, może tak trochę tu dziabne, trochę tam.
- Nje. - próbowała się wyrwać. - On ljepiej śmakuje. - pokazała na Loczka.
- Czy ja wiem... - mina kotka ze Shreka zrobiła swoje. - No dobra, nie będę cię jeść, ale już zmykaj, bo mogę zmienić zdanie, zwłaszcza, że pachniesz mufinkami.
- Okejej, tjo paa. - i już jej nie było.
Oparłam się o poduszkę i zaczęłam się śmiać. Takiej pobudki to jeszcze nie miałam. Spojrzałam na Harry'ego, który siedział z nietęgą miną.
- Mój ty biedaku. - powiedziałam, przytulając go. - Zostałeś pokonany przez sześciolatkę.
- Tak? A ja myślałem, że to jakieś pół diable. Może i słodko wygląda, ale jak coś chce... - patrzył lekko przerażony na drzwi.
- Wieeeem. Mam podobnie za każdym razem jak tu przyjeżdżam. - pocałowałam go w policzek. - Ale i tak ją kocham. To co, panie Styles, wstajemy i idziemy coś jeść?
- Może. - spojrzał na mnie i zaśmiał się lekko. - Fajną masz fryzurę.
- Wiem, istne ptasie gniazdo albo i gorzej.
- Nie jest tak źle, a jak moje loki?
- Bosko jak zawsze. - zrobiłam obrażoną minę. - Jak ty to robisz?
- W końcu jestem Harry Styles, co nie? - uśmiechnął się z wyższością. - Auł, za co to? Przecież ci nic nie zrobiłem. - uniosłam lekko brwi. - Okej, okej, przepraszam.
- Od razu lepiej. - uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w usta.
Zeskoczyłam z łóżka, złapałam moją kosmetyczkę i poszłam w stronę łazienki.
- To ty sobie siedź, a ja wezmę prysznic.
- Mogę też? - poruszył zabawnie brwiami.
- Niee? - zaśmiałam się. - Dzieci są w domu.
Weszłam do łazienki i już miałam zamknąć drzwi, ale musiałam mu jeszcze powiedzieć.
- Przyzwyczajaj się Styles. Ciebie też kiedyś to czeka. - uśmiechnęłam się szeroko i zamknęłam drzwi.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Od dobrych pięciu minut woda spływała mi po plecach, kiedy drzwi się otworzyły.
- Ale mówiłaś mi w Nicei, że robiłaś test ciążowy i był negatywny. Przecież sam go widziałem. - przekrzykiwał szum wody.
- Bo nie jestem w ciąży! Poza tym to była twoja wina, że rzygałam jak kot. To ty zamówiłeś owoce morza, chociaż mówiłam ci, że nie będę ich jadła.
- Przecież cię przepraszałem.
- Wiem.
- Dodałaś na Twittera fotkę jak śpię?
- Coś nie na rączkę?
- Nie, bo podpis mi się podoba.
- To dobrze.
- Tylko tyle? A gdzie pikantne wyznanie miłości?
- Wiesz, ciężko wyznawać komuś miłość kiedy piecze cię oko od szamponu.
- To może ja lepiej sobie pójdę?
- Dopiero jak dasz mi ręcznik.
- Spoko. - podaje mi ręcznik. - Proszę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
- I tak ma być. - uśmiechnęłam się do niego.

_______________________

6 komentarzy = nowy rozdział

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

niedziela, 25 listopada 2012

Nicea.


"Nicea,  5 sierpnia 2012r.
Podziwiamy sobie widoki. :D Fotka jeszcze z Paryża. Obecnie jesteśmy w Nicei. Widoki są po prostu nieziemskie. Nowa opalenizna się produkuje, także jest okej. Wracając do Paryża. Zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni z Harrym przez tamtejsze fanki. Obyło się pisków i innych dziwacznych szaleństw. W ogóle pełna kultura. Także mają duży plus u mnie. Jakie mamy plany na dziś? Ja będę się prawdopodobnie opalać, ale znając Hazzę nic z tego nie będzie. Kolejna notka jak zmienimy miejsce pobytu. Buziaki. :*"

- Ty przyjechałaś na wakacje, czy romansować z laptopem?
- No pewnie, że to drugie.
- Jesteś niemożliwa.
- I?
- Kocham cię. 
- Aha.
- Nie zapomniałaś o czymś? 
- Je t'aime. - uśmiechnęłam się do laptopa.
- To było do mnie czy do laptopa? - spytał Harry.
- Sam wybierz. - mruknęłam.
- Okeeej. To gdzie idziemy?
- Na plażę. 
- To się zbieraj.
- Tak jest agencie Loczek. - zaśmiałam się i zamknęłam laptopa.
- Widziałeś moją kosmetyczkę?
- Po co ci makijaż na plaży?
- Żebyś się pytał. - przerwałam na chwilę poszukiwania. - Ty masz go zamiar zmyć? 
- Może. - odparł niewinnie.
W końcu znalazłam to co szukałam i poszłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się na umywalce. Spojrzałam przelotnie w lustro i zaczęłam grzebać w kosmetyczce. Przecież musi tu być, pomyślałam. Jest. Wyjęłam małą fiolkę, wysypałam z niej dwie tabletki, wzięłam je do ust i popiłam wodą. Od razu lepiej.Szybko schowałam fiolkę na samo dno kosmetyczki i dla niepoznaki pociągnęłam rzęsy tuszem wodoodpornym, a usta błyszczykiem. 
- Już?!
- Tak. -powiedziałam wychodząc z łazienki. 
Jakieś 20 minut później byliśmy na plaży. Zdjęłam spodenki i bokserkę, a potem położyłam się na leżaku i zaczęłam się opalać, a Harry poszedł popływać. Jednak, tak jak przewidywałam, nie było mi dane się poopalać. Po zaledwie 15 minutach pojawił się Hazza i  ochlapał mnie wodą. Zaraz potem złapał w pasie i zaciągnął mnie do wody. Moje wyrywanie się i protesty nic nie dały. Kiedy byłam już cała mokra, dopiero był usatysfakcjonowany. Milusio. Żeby nie być mu dłużna, też zaczęłam go ochlapywać. Chwilę później leżeliśmy na mokrym piasku i śmialiśmy się wniebogłosy. Z boku musiało to wyglądać przekomicznie. Ludzie przystawali i przyglądali się nam, śmiejąc się z naszych wygłupów, a ci co nas rozpoznali robili nam zdjęcia lub nagrywali, ale nie byli nachalni.
- Może wystarczy już tego widowiska? - spytałam.
- Czy ja wiem? Świetnie się bawię. - odparł Harry.
- Ja też, ale  robi się trochę niezręcznie, kiedy się tak gapią.
Loczek rozejrzał się dookoła.
- Faktycznie. - wyciągnął w moją stronę rękę. - Pani pozwoli.
Zaśmiałam się. 
- Cóż za kurtuazja. - chwyciłam jego dłoń. - Ależ oczywiście, panie Styles.
Trzymając się za ręce poszliśmy zabrać nasze rzeczy z leżaków i skierowaliśmy się do baru. 
Harry zamówił piwo, a ja szklankę soku pomarańczowego. Ledwo upiłam łyk soku, kiedy zadzwonił mój telefon. Patrząc na wyświetlacz, mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Witaj przystojny Irlandczyku. Jak sobie radzicie beze mnie? - spojrzałam na Harry'ego, który udawał, że się obraził.
- Jak na razie, dobrze. Tylko pół domu zdemolowaliśmy, ale jeszcze nie skończyliśmy, także do końca sierpnia na pewno się wyrobimy.
- Hmm... świetnie. Tylko zostawcie w spokoju moje łóżko, żebym miała na czym spać.
- Czy ja wiem... Liam stwierdził, że z niego niezła trampolina.
- Też to zauważyłam. - odparłam. - Czekaj, powiedziałeś Liam?
- No tak.
- A ja myślałam, że to taki porządny i odpowiedzialny facet. - westchnęłam. - Nic wam nie można zostawić, bo zaraz rozwalicie. Jak wrócę, wszystko ma być w całości, bo jak nie, to będziecie tego żałować do końca życia.
- Co nam zrobisz? - powiedział przerażonym głosem.
- Nie powiem, bo to tajemnica państwowa. - zaśmiałam się co popsuło mój efekt grozy. - Dzwonisz w jakimś konkretnym celu?- spytałam go i napiłam się trochę soku.
- No stęskniłem się trochę za wami. Poza tym w Londynie jest strasznie nudno. Louis z Eleanor pojechali do Doncaster. Jutro wraca Zayn z Darcy, ale tylko na dzień lub dwa, bo zaraz jadą do Bradford. 
- Słyszałam. - odparłam.
- A Liam z Danielle gruchają sobie jak dwa gołąbki, także siedzę sobie sam w mieszkaniu i nawet nie mam z kim pogadać. - zakończył smutno.
- Mój ty biedaku, a Josh gdzie jest? 
- U rodziców.
- To jedź do Mullingar. Pod koniec sierpnia na pewno tam przyjedziemy. 
- Możliwe, że  tak zrobię. To gdzie teraz jesteście?
- W Nicei. 
- Ale wam fajnie. Dobra będę kończył. Pozdrów Harry'ego.
- Trzymaj się. Pa, Nialler. - rozłączyłam się.
Schowałam telefon do torebki i spojrzałam na Harry'ego, który zdążył już zamówić drugie piwo.
- Masz pozdrowienia od Horanka. Biedak, siedzi sam i się nudzi. - westchnęłam. - Sam jeden w otoczeniu tylu szczęśliwych par. - pokręciłam głową. - Muszę mu koniecznie znaleźć dziewczynę. - mruknęłam sama do siebie.
- Nie martw się tak o niego. Poradzi sobie. Jest dorosłym facetem i na pewno na sobie redę.
- Za to ty nie jesteś dorosły i potrzebujesz mojej stałej opieki. - pokazałam mu język.
- Tego nie powiedziałem. - odparł urażony.
- Koniec tematu. Jestem głodna. Chodźmy coś zjeść.
Wstałam z krzesła i pociągnęłam Loczka za sobą.
- A na co masz ochotę? - spytał Hazza.
- Jeszcze nie wiem. Może kebab?
- Niech będzie kebab.
Dwadzieścia minut później jedliśmy kebab w jednej z plażowych restauracji.
- Długo tu jeszcze zostajemy, Katherine?
- Nie wiem, możliwe, że jeszcze tak z dwa góra trzy dni.
- Za blada jesteś? - zaśmiał się.
- Owszem. W Londynie nie ma tyle słońca co tutaj, ale i on ma swoje uroki.
- Na przykład?
- Mam wymieniać po kolei? Od A do Z?
- Może lepiej nie, bo zajmie ci to z godzinę jak nie dwie.
- Ma się do tego smykałkę.
- To zostań negocjatorem handlowym.
- Negocjacje to bardzo nudne zajęcie.
- Próbowałaś?
- Tak. Kiedy miałam 16 lat, przyjechałam do dziadka na wakacje. Któregoś wieczoru, wziął mnie do swojego gabinetu. Siedzieliśmy przed kominkiem i rozmawialiśmy o wszystkim, Dziadek chciał wiedzieć co bym chciała robić w przyszłości. Odpowiedziałam, że nie wiem. Też zaproponował negocjacje handlowe. Powiedział, że jeśli jego przekonam, to przekonam każdego. Podał mi scenariusz. Jest właścicielem sieci hoteli i mam go przekonać do zakupu kolejnego hotelu.
- I?
- Dziadek był trudnym przeciwnikiem. Na każdy twój argument znajdował kontrargument. To było jak partyjka szachów, wykonasz ruch, a on za każdym razem stawia cię w szachu. - przełknęłam trochę kebabu. - Rozmowa trwała godzinę. Wyczerpały mi się wszystkie pomysły. W końcu porównałam hotelarstwo do hodowania kwiatów. Tylko dobry ogrodnik wyhoduje piękne kwiaty. Nowy hotel jest jak nasionka nieznanej rośliny. Jest pewnie ryzyko, że roślinka nie urośnie, ale tylko żmudna praca daje efekty.
- Co ci odpowiedział?
- Że się zastanowi.
- Tylko tyle?
- Yhy. - uśmiechnęłam się. - Koniec historii. Zresztą co innego mnie pasjonuje.
- Muzyka. - odparł z prostotą.
- Owszem, ale koniec gadania o mnie. Co powiesz na to, żebyśmy wrócili do hotelu, przebrali się i poszli zwiedzać miasto.
- Skoro chcesz. Chociaż ja bym chętnie poprzestał na hotelu.
- Świntuch, Myślisz tylko o jednym.
- Jestem facetem, więc nie dziw mi się. Poza tym wyglądasz kusząco w tym kusym bikini.
- Nimfoman. - powiedziałam, kiedy szliśmy w stronę hotelu.
- Z ciebie jest. - odparł, obejmując mnie w talii.
- Wypraszam sobie. Z tobą nie da się rozmawiać.
- Ze mną?
- No chyba, że chodzę z jakimś innym Harrym.
- Pewnie tak. - zaśmiał się, ale zaraz skrzywił się, kiedy dostał kuksańca w żebra.
- To bolało. - poskarżył się.
- Też cię kocham. - odparłam i otworzyłam drzwi do naszego pokoju.
Harry, gdy tylko przekroczył próg pokoju, od razu padł na łóżko, a ja poszłam się przebrać. Przetrząsałam całą walizkę, w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, ale niczego takiego nie znalazłam. Jęknęłam.
- Nie mam się w co ubrać. - powiedziałam.
- Walizka pęka w szwach, a ty nie masz się w co ubrać. Zrób mi przysługę i najlepiej chudź nago. 
Padłam na fotel.
- A ty zrób mi przysługę i się nie nie odzywaj.
- Okej, ale nie miej do mnie pretensji, że ci nie odpowiadam.
- Spoko, nie ma problemu.
Przez 15 minut siedzieliśmy w ciszy. Potem zaczęłam gadać coś bez ładu i składu po polsku.
- O czym ty nawijasz, Katherine?
- ... krzesło się przewrócił, matka wpadła w szał, - zaczerpnęłam tchu. - a ja stałam i śmiała się jak durna. - spojrzałam na Loczka. - Ty się ponoć miałeś się nie odzywać.
- Trudno siedzieć cicho, Kath, kiedy ty trajkoczesz jak katarynka i to jeszcze nie wiadomo o czym.
- Czy ty właśnie mnie nazwałeś katarynką?
- Tak.
- Hmm... gdzie jet moja prostownica? - stukałam palcem wskazującym w brodę.
- Nie zrobisz tego. - powiedział wstając z łóżka.
Zaśmiałam się i rzuciłam w kierunku walizki. Ledwo ją dotknęłam, Harry złapał mnie w pasie i zaciągnął do łazienki. Tam wylądowałam pod prysznicem, gdzie zostałam oblana ciepłą wodą. Piszczałam, śmiałam się i wyrywałam, ale nie miałam szans na ucieczkę, no chyba, że kopnę go w kroczę, ale wolałam tego nie próbować. Poza tym to nie honorowe.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Zmywam głupie pomysły jakie masz w głowie.
Pokręciłam tylko głową na jego pokrętną logikę i wciągnęłam go pod prysznic. Opierając się o ścianę przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam go, raz skubiąc delikatnie dolną wargę, żeby zaraz pogłębić pocałunek.
- To też jest głupi pomysł. - uśmiechnęłam się do niego w strugach wody spływających po nas.
Hazza zaprzeczył i mocniej wpił się w moje usta, jedną rękę oparł na karku, a drugą gładził delikatnie, acz z niewielką zaborczości, biodro. Mmm... uwielbiam takie sytuacje.

______________________
Cześć. Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny nie wiem kiedy. Postaram się ja najszybciej. Niedługo pojawi się nowa postać, także kto ciekawy to cierpliwie czeka, bo naprawdę warto. 
Naprawdę zależy mi na waszej opinii i na tym, żebyście czytali moje opowiadanie. Gdybym nie miała tyle nauki, z pewnością dodawałabym rozdziały częściej.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl