niedziela, 20 stycznia 2013

Okrutna prawda.

Miałam się właśnie wziąć za rozpakowywanie walizek, ale kiedy zauważyłam Gabriela leżącego na materacu w basenie, po prostu nie mogłam zostawić go w spokoju. Szybko założyłam niebieskie bikini, czarne Ray Bany oraz japonki [LINK], a włosy związałam w schludnego koka i zbiegłam po schodach na dół. Jak zauważyłam w biegu, Harry i papa zawzięcie o czymś dyskutowali, uśmiechając się i co chwila wybuchając śmiechem. Miałam nadzieję, że nie rozmawiają o mnie. Kiedy byłam już za domem, powoli podeszłam do basenu. Gabbe nadal leżał na materacu z zamkniętymi oczami i okularami na nosie. Niewiele myśląc po cichu weszłam na drabinkę i skoczyłam na bombę. Efekt był natychmiastowy. Mokruteńki pół leżał, pół siedział na materacu i patrzył na mnie z wściekłością i zaskoczeniem.
- Nie przywitasz się z siostrzyczką? - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Odbiło ci całkiem?! - spytał. - Może słoneczko cię, w tej Francji, za mocno przygrzało?! - parsknął wodą.
- No już przestań się wściekać i przytul mnie. - uśmiechnęłam się, a on spełnił moją prośbę.
- Ale nie mogłaś się przywitać w bardziej konwencjonalny sposób? - szepnął mi do ucha.
- Wtedy to bym nie była w pełni sobą. - odparłam z prostotą, a on odchylił się do tyłu i spojrzał uważnie na moją twarz.
- Wariatka z ciebie, Katherine, ale i tak cię kocham. - zaśmiałam się. - Bo nie mam wyboru. - dodał.
- Jesteś niemożliwy.
- Ty bardziej.
- Jaa... - nie dokończyłam, bo Gabbe chlusnął we mnie wodą. - Aaaaa! - zapiszczałam. - Ty idioto, nie daruję ci tego.
Zaczęliśmy się ochlapywać, nie obyło się bez pisków i śmiechów. Zauważyłam Harry'ego i papę stojących na tarasie. Jakoś zdołałam usłyszeć, jak Hazza się pyta, czy my tak zawsze się zachowujemy, a tata, ze śmiechem, tylko skinął głową. Loczek widząc, że na niego patrzę, uśmiechnął się szeroko do mnie. Moja chwilowa dekoncentracja była błędem, gdyż poczułam jak coś szarpnęło mnie za kostkę w dół. W ostatniej chwili nabrałam trochę powietrza w płuca i już po chwili byłam pod wodą. Ja i Gabriel, wariowaliśmy tak jeszcze przez jakieś półgodziny, a potem poszłam się wysuszyć i trochę poopalać na leżaku.


Naturalnie zdjęcie pamiątkowe musi być. Później położyłam się na brzuchu i wsłuchałam się w muzykę lecącą z iPoda Gabbe'a
- Posmarować ci plecy? - spytał troskliwie Harry.
- No, jakbyś mógł... - odparłam, zastanawiając się, kiedy pojawił się obok mnie.
Po chwili poczułam jego gładkie dłonie, delikatnie muskające moje plecy. Pływanie i masaż, wpłynęły zbawiennie na mój napięty i bolący kręgosłup. Hmm... nie ma to jak osobisty masażysta.

*Dwie godziny później*

Kończyłam właśnie rozpakowywać nasze walizki. Myślałam, że nigdy ich nie zdołam rozpakować, aż tyle było w nich rzeczy. Harry zamiast mi pomóc, siedział u Gabriela w pokoju i brał z nim na konsoli. Miło. Wkładałam do szafki ostatnią koszulkę Harry'ego, kiedy usłyszałam "Skinny love" Birdy.
- Halo? - powiedziałam.
- Cześć Kath, masz czas?
- Pewnie. Coś się stało?
- Czy ja wiem? Chyba po prostu potrzebuję z tobą pogadać.
- To jednak coś się stało. - usiadłam na łóżku.
- Nic, po prostu robiłam dzisiaj porządek i wypadła jedna z teczek z pracami. Wszystkie rysunki się rozsypały i... wróciły wspomnienia.
- Och, Darcy. Wszystko w porządku? - spytałam.
-Tak. Nie. Sama nie wiem. - westchnęła ciężko. - Wszystko jest takie zagmatwane. Minęło tyle czasu odkąd ze sobą zerwaliśmy, a jednak to dalej boli. I jeszcze te cholerne rysunki. Dlaczego ja ich nie wyrzuciłam? Zresztą, po co ja się pytam, odpowiedź jest prosta - nie potrafiłam. Do tego on i Zayn się przyjaźnią i jak ja mam się zachować? Nie wiem. Nie chcę niszczyć ich przyjaźni, przez to, co było między mną a Edem. Ta sytuacja jest po prostu chora. Nie ma cię w Londynie, także nie mam komu się wygadać, bo przecież Zaynowi nic nie powiem. Nie chcę, że by moje uprzedzenia kierowały nim. To by było nie w porządku wobec niego i źle bym się z tym czuła. - zaczerpnęła haust powietrza. - Co jest ze mną nie tak, że nie mogę zapomnieć? - czułam, że Dar ledwie hamuje łzy. - Mam w głowie totalny mętlik. Zresztą jakby Zayn się dowiedział, dlaczego z nim zerwałam, to by zapewne go zabił. Jakby i tak nie było już źle, to wszyscy umówiliśmy się na kręgle i Lou zaprosił Eda. Co ja mam teraz zrobić?
- Czy ty czujesz coś jeszcze do Eda?
- Nie, ale po prostu nie umiem przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, nie psując sobie humoru i innym dookoła, a skoro Louis go zaprosił, to na pewno nie będzie, dla mnie, miły wieczór. Zayn zauważy, że coś jest na rzeczy i zacznie męczyć mnie pytaniami, a przecież nie powiem mu, dlaczego siedzę z miną jakbym chciała kogoś zabić albo jakbym zjadła, co najmniej, kilogram cytryn. - słyszałam jak głos jej drżał.
-  Odkąd dowiedziałam się, że Ed wybiera się z nami, odechciało mi się iść na kręgle. Wolałabym już zostać w domu, ale Zayn, jak to on, zaraz też zechce zostać z mną, a skoro on zostanie to jeszcze do tego dojdzie, że Lou zaprosi Eda do nas, a ja tego nerwowo nie wytrzymam. - po chwili dodała. - Ale to nie ważne. Zapomnij o tym. Nie chcę ci przeszkadzać, w końcu masz wymarzone wakacje z Harrym i w ogóle. - zapadła cisza. - Tęsknię za tobą. - szepnęła smutnym głosem.
- Ja za tobą też, kochanie, ale już niedługo się zobaczymy. Na urodziny Liama na 100% będę w Londynie.
- Jak tam w ogóle urlop?
- Całkiem fajnie. Zostałam podtopiona przez Gabbe'a, Harry zaprzyjaźnił się z moim tatą i, jak na razie, nie widać mojej matki na horyzoncie.
- Czyli, jak na razie, jest okej?
- Jak na razie... to tak, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.
- Masz rację. - odparła.
- Już lepiej?
- Znacznie lepiej. Tłumienie w sobie uczuć, nie jest niczym dobrym. No cóż, będę kończyć. Trzymaj się Kath.
- Pa Dar i uszy do góry. Nie taki diabeł zły, jakim go malują. - usłyszałam jeszcze jej delikatny śmiech i dźwięk przerwanego połączenia, po czym odłożyłam telefon na półkę nocną i położyłam się na łóżku.
Martwiłam się o Darcy, mimo jej silnego charakteru, była niezwykle wrażliwa, szczególnie jeśli chodziło o uczucia. Kiedyś nie była taka. Zadziorna, roztrzepana, wesoła, wiecznie uśmiechnięta, otwarta, pewna siebie, owszem, ale nie ostrożna w okazywaniu uczuć. To zerwanie ją zmieniło. Gdzieś jej radość życia się ulotniła. Miała problemy z zaufaniem komukolwiek, że o okazywaniu miłości już nie wspomnę. Sporo wody upłynęło zanim uśmiech rozpogodził jej twarz i nie był to wymuszony grymas. Wtedy też pojawił się, w moim życiu, Harry i reszta wariatów, bez których sobie teraz życia nie wyobrażam. Potem Dar zaczęła się spotykać z Zaynem i powoli, drobnymi kroczkami, zaczęła powracać dawna ona. Czas i Zayn, uleczyli ranę, którą zadał jej Ed, ale blizna pozostała i czasami, tak jak przed chwilą, dawała się we znaki.
Leżałam tak jeszcze, myśląc o wszystkim i o niczym, i nawet się nie zorientowałam, kiedy zasnęłam.

*Ten sam dzień, godzina 20:48*

Obudziłam się jakieś półgodziny temu i poszłam do pokoju Gabriela, który nadal siedział z Harrym, ale teraz zawzięcie o czym dyskutowali. Gdy weszłam, Hazza uśmiechnął się do mnie  i kontynuował rozmowę, a ja wyciągnęłam się na łóżku Gabbe'a.
- Nie przeszkadzajcie sobie, ja sobie tylko tu posiedzę, bo u mnie nie ma już nic do roboty.
- Spoko. - odparł Gibby i dalej coś tłumaczył Loczkowi.
Wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam Harry'emu zdjęcie.


Półgodziny później, Harry zdeklarował się, że idzie wziąć prysznic,a potem spać, bo pada z nóg, także zostałam sama z Gabbem. Gadaliśmy sobie o wszystkim, aż rozmowa zeszła na temat szkoły.
- To gdzie idziesz do liceum? - spytałam.
- Chyba tam gdzie ty. - odparł niemrawo.
- A gdzie chciałeś iść?
- Miałem zamiar pojechać do ciebie, o ile byś się zgodziła. Zastanawiałem też się nad Stanami, z czego ta opcja bardziej mi się podobała. Tyle że matka kategorycznie się nie zgadza, a ojciec, nie mając wyboru, ciągnie za nią stronę. - zamilkł na chwilę i spojrzał mi niepewnie w oczy. - Mogłabyś pogadać z tatą?
- Ale...
- Wiesz, że tata się na pewno z tobą zgodzi. Tylko ty możesz z nim pogadać. Alan już próbował, ale to nic nie dało. Matka zaczęła się drżeć na mnie i Ala, bo go podpuszczam itp. itd.
- Okej, pogadam z nim, ale niczego nie obiecuję. - zmieniłam temat. - A co u Nicka?
- Wszystko okej. Po skończeniu szkoły wybiera się do Stanów.
- Czyli, jednak, nie zmienił planów? - Gabbe skinął głową. - NYU czy Columbia?
- Columbia.
- Wysoko mierzy, to tegoroczne świadectwo musi mieć, praktycznie rzecz ujmując, idealne, a wyniki z matury bardzo wysokie.
- On jest naprawdę dobry. Miałem u niego korki z matmy.
- To akurat wiem. - westchnęłam. - Dobra, idę pogadać z tatą. Gdyby długo mnie nie było i przyszedł Harry, to powiedz mu, że jestem w gabinecie papy.
- Spoko. Powodzenia.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Zeszłam na dół i już miałam wejść do gabinetu, kiedy usłyszałam, dobiegającą zza uchylonych drzwi, rozmowę.
- Na jak długo tym razem przyjechała? - spytała wściekle matka.
- Na cztery dni. Chyba nie zabronisz jej tu przyjeżdżać?!
- Zabronić jej nie mogę, ale to nie znaczy, że mi się to podoba.
- Margaret, co się z tobą dzieje?! Nie poznaję cię!
- Po pierwsze, nie mów do mnie Margaret, nie lubię tego. Po drugie, mam dość patrzenia na nią. Ona jest żywym dowodem błędu, jaki popełniłeś.
- Zawsze chciałaś mieć córkę. - szepnął smutno papa.
Nie miałam pojęcia co tu się dzieje.
- Tak, ale to miała być nasza córka, a nie tylko twoja!
- Obiecałaś jej, że będziesz ją kochać i wychowasz, jakby to było twoje dziecko.
- Jezu, Antek, ale ja nie potrafię! - krzyknęła. - Patrzę na nią i co widzę? Owoc twojej niewierności. I to z kim?! Moją rodzoną siostrą! Ot co i ja mam ją kochać jak swoje dziecko?! - powiedziała z jadem.
Więcej nie byłam w stanie wysłuchać. Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Jak w transie, trzasnęłam drzwiami gabinetu ojca, wbiegłam na schody i jakby goniły mnie psy piekielne, co sił w nogach, biegłam do swojego pokoju. Usłyszałam za sobą wołanie ojca, ale zignorowałam je. Zamknęłam drzwi pokoju na klucz i rzuciłam się na łóżko. Łzy spływały mi po twarzy, a ja wciąż nie mogłam przetrawić tego co usłyszałam. Z jednej strony to było jak cios prosto w serce, ale z drugiej strony, poczułam ulgę. Ta wiedźma, która uprzykrzała mi życia, odkąd sięgam pamięcią, nie jest moją prawdziwą matką, ale ciotka Karolina... tego nie potrafiłam pojąć. Ciotka zawsze traktowała mnie jak własne dziecko, ale nigdy, jakoś specjalnie, nie zwracałam na to uwagi. Ile razy marzyłam, kiedy byłam mała, żeby to ona była moją matką, ale teraz...
Przypomniałam sobie te wszystkie sytuacje, kiedy ciotka, choć w minimalny sposób, nie zachowywała się jak zwykła ciotka.
Usłyszałam pukanie oraz prośbę ojca i Hazzy, żebym otworzyła drzwi, ale zignorowałam ich.
Kiedy wyjeżdżałam od niej, zawsze żegnała się ze mną, jakby to Mel miała opuścić dom. Kiedy wspominałam matkę, zawsze jej twarz wyrażała smutek z domieszką ból. Albo kiedy rozmawiałam z Harrym o wyjeździ do rodziców... jej mina...
Kolejna rzecz jaką sobie uświadomiłam to to, że Gabriel i Alan, nie są w pełni moimi braćmi, a to zabolało najbardziej. Z tego też wynika, że Ania, Marcelina i mały Piotruś, to w jakieś części moje rodzeństwo.
Boże, kiedy moje życie się tak zagmatwało?

____________________
Jak się macie? U mnie całkiem dobrze. Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Kto już z was ma ferie? Moje się zaczynają dopiero 11 lutego, także jeszcze trochę sobie poczekam. Kolejny rozdział postaram się dodać na weekendzie, bo na tygodniu mam 2 sprawdziany, w czwartek dyskotekę choinkową i moje nieszczęsne 17 urodziny (kurde, ale ja stara O.o). Życzę miłego tygodnia i udanego nowego semestru, abyśmy wszyscy dotrwali do wakacji.

________________
2.02.2013r. Szczerze przepraszam, ale mam teraz niezły zapieprz w szkole. Ostatni tydzień przed feriami i nauczyciele po nawalali nam w ciul sprawdzianów. Obiecuję, że na feriach na pewno już dodam.

Buziaki. :*

~ unromantcgirl

____________________________________________________________
Rysunki, o których mówiła Darcy. :)   (Nie moje, ale strasznie przypadły mi do gustu.)














wtorek, 15 stycznia 2013

Demony przeszłości.

Spojrzałam na zegar na desce rozdzielczej mojego samochodu. Była 10:12. Dwie godziny temu wyjechaliśmy z Warszawy i jechaliśmy w kierunku Hrubieszowa, Harry spał na fotelu pasażera, a ja prowadziłam, co dawało sporo czasu na rozmyślania. Ciekawiło mnie, co robią chłopaki w Londynie. Czy już wstali? Jedzą śniadanie? Stawiałabym na to, że jeszcze śpią. Darcy zapewne zaparzyła sobie kawę z mlekiem, wzięła ją, a także szkicownik z przyborami do malowania i poszła na balkon malować, a Michael pewnie był na spacerze z psem. W końcu była niedziela.
Czas płynął, a droga do domu rodziców niemiłosiernie mi się dłużyła. Zniecierpliwiona bębniłam palcami w kierownicę. Nagle zadzwonił mój telefon. Włączyłam słuchawkę Bluetooth i odebrałam. To co po chwili usłyszałam trochę zbiło mnie z pantałyku, ale zarazem rozbawiło. Tylko jedna osoba mogła robić mi takie głupie kawały - Alan.
- Braciszku, wiem, że lubisz pornosy, ale nie wiedziałam, że gustujesz w tych brazylijskich. - powiedziałam do słuchawki.
Ktoś obok mnie zakaszlał, zerknęłam w bok i zauważyłam, że Hazza już nie śpi, za to gapi się na mnie z mieszaniną konsternacji, rozbawienia i zainteresowania.
- To telenowela brazylijska, wariatko. - powiedział obrażony Al. - Ja ci dam pornosy, ty już nie masz co oglądać.
- Ale zabawne. Normalnie urzekła mnie twoja historia. - odparłam robiąc głupią minę. - Dzwonisz w konkretnej sprawie czy tylko... chciałeś mi prawić morały. Bo jeśli to drugie, to chyba się rozłączę, akurat prowadzę samochód.
- A gdzie jedziesz?
- Tam, gdzie wolę jeździć nadzwyczaj rzadko.
- Do rodziców.
- A jak. Będę na tyle uprzejma, że pokażę moją drugą połowę.
- Już to widzę, tata go raczej polubi, skoro ja go polubiłem, ale mama... to raczej wątpię. Ona lubiła tego twojego ostatniego fircyka, co okazał się takim palantem, że miałem ochotę mu urwać głowę. - mruknął rozgniewany.
- Musisz do tego wracać? - spytałam. - Było minęło, a mama go nie znała od tamtej strony.
- Jak chciałem jej powiedzieć prawdę, to wzbraniałaś się przed tym jak szalona.
- Nie potrzebuję jej współczucia. Zapewne powiedziałaby, że chłopcy też mają swoje potrzeby.
- Ale ten palant próbował cię zgwałcić i to w naszym domu! - przerwałam mu.
- Ale do tego nie doszło, bo w porę wróciłeś do domu i usłyszałeś moje krzyki. Moglibyśmy zmienić temat? Nie mam ochoty o tym rozmawiać.
- Dobra. Przyjedziesz potem do mnie? Stęskniłem trochę się za tobą, siostra.
- Wydaje mi się, że tak. - z ulgą przyjęłam zmianę tematu. - Mamy w planach Stany, zaraz po Polsce, więc zapewne cię odwiedzimy. Muszę koniecznie pójść do cukierni Carlo'a i kupić sobie cannoli.
- To ty przyjeżdżasz tylko do cukierni? Czy może do mnie? Bo sam już nie wiem. Zawsze przed twoim przyjazdem słyszę to samo: "Muszę odwiedzić Buddy'ego i kupić u niego coś słodkiego".
- Nie no straszne. - zaśmiałam się. - Alan zazdrosny o słodycze. Miło się z tobą gada braciszku, ale jestem już na wjeździe do Hrubieszowa, także sam wiesz.
- Okej, ale masz przyjechać na kilka dni, bo i tak rzadko cię widzę.
- Nie ma sprawy. Pa.
- Pa. - odpowiedział i zdjęłam słuchawkę.
- O co mu chodziło? - spytał Harry.
- A o którą część rozmowy się pytasz?
- O te krzyki.
Westchnęłam.
- Opowiem ci o tym, ale, błagam cię, nie teraz. To jest dla mnie trudny temat. Zbyt bolesny.
Wziął moją prawą rękę, ścisnął mocno i pocałował.
- Wszystko będzie dobrze. - stwierdził.
- Mam taką nadzieję.
Pół godziny później byliśmy na osiedlu, zaparkowałam samochód przy krawężniku i wysiadłam z niego.
Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, i po chwili, dodałam je na Twittera.


- To tutaj mieszkałaś? - spytał Harry.
- Przez większość czasu.
- Ładnie tu.
- Owszem, ale nie zagaduj mnie. Idziemy. - wzięłam go za rękę, pocałowałam delikatnie w policzek i poszłam z nim do domu.
Po cichu weszliśmy przez otwarte drzwi. Papa siedział w kuchni, tyłem do mnie, zawzięcie pracując przy laptopie, co chwila przeglądając jakieś papiery. Cały on. Gestem nakazałam Hazzie być cicho, a sama powoli podeszłam do taty i zakryłam mu oczy.
- Margaret nie wygłupiaj się. - mruknął.
- Bo co mi zrobisz? - spytałam przekornie.
- Katherine?! Co ty tu robisz?
Zabrałam ręce z jego twarzy i mocno objęłam go za szyję.
- A tak, stęskniłam się za papą.
- Uważaj, bo uwierzę. - odparł i odwrócił się do mnie. - Niech no ci się przyjrzę. Wyglądasz przepięknie. - spojrzał za mnie. - A kto to?
- Nie udawaj, że nie wiesz, papo. - uśmiechnęłam się do taty i spojrzałam na Loczka. - Chodź, tata chce cię poznać.
Hazza powoli i niepewnie podszedł do mnie.
- Harry, to jest mój tata - Anthony Glass. Papo, to mój chłopak - Harry Styles.
- Miło mi pana poznać. - powiedział i uścisnął jego dłoń.
- Wzajemnie. - odparł papa i odwzajemnił uścisk.
- Dobra, konwenansom stało się zadość. Gdzie jest Gabbe?
- Pewnie leży na materacu w basenie. Strasznie mu gorąco. - głos ojca ociekał ironią.
- Powiedz mi, że on sam rozłożył ten basen. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Ależ owszem. - stwierdził z rozbawieniem.
- Muszę zapisać to w kalendarzu. - zaśmiałam się.
- Na długo przyjechaliście?
- Nie wiem.  Jesteśmy chyba tylko na kilka dni, bo mamy zamiar odwiedzić Alana i może jeszcze pojechać na Florydę, później Irlandia. - zastanowiłam się przez chwilę. - Będziemy tu chyba tak ze trzy, góra cztery dni.
- To dobrze. - uśmiechnął się promiennie. - To dobrze.

______________________
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Jak przeczytaliście, to komentujcie, to dla mnie bardzo ważne. Kolejny rozdział postaram się dodać niedługo, bo póki wena jest, trzeba pisać. :D

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

piątek, 11 stycznia 2013

Gołąbki.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest przyjechać do domu wariatów? Ja nie, jednak przekonałam się o tym na własnej skórze. Po tym jak zeszłam z Loczkiem na dół, otrzymaliśmy powtórkę z rozrywki w wykonaniu Ani. Skakała wokół nas jak mały szczeniaczek i radośnie trajkotała. W pewnym momencie  rzuciła mi się na szyje, przez co solidnie uderzyłam plecami o ścianę. Mimowolnie się skrzywiłam.  Poszliśmy razem do kuchni, gdzie ciocia robiła coś do jedzenia.
- Cześć ciocia. - cmoknęłam ja w policzek.
- Cześć słonko. - spojrzała na mnie. - Anulka?
- Aż tak widać?
Skinęła tylko głową.
- Co to? - spytał Harry wskazując na to, co robiła ciocia.
- Gołąbki.
- Kevin? - Hazza lekko zbladł.
Zaśmiałam się.
- Jasne. My w Polsce nie mamy co jeść tylko gołębie.
- Nie ważne.
- Spoko. - czułam, że dłużej nie wytrzymam. - To ty sobie pogadaj z ciocią, a ja wrócę się do pokoju, bo czegoś zapomniałam. - posłałam mu wymuszony uśmiech i już mnie nie było.
Biegiem wpadłam do pokoju i zaczęłam przetrząsać kosmetyczkę. W końcu znalazłam upragnione tabletki. Nie zwracając na nic uwagi, wysypałam 4 na dłoń i szybko je połknęłam. Od razu lepiej. Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam na moje blade odbicie w lustrze. Nie wiedziałam jak długo tak pociągnę. Byłam tym po prostu wykończona. Żeby doprowadzić się do stanu używalności, poprawiłam makijaż i dla nabrania kolorów, uszczypnęłam się w oba policzki. Miałam już wyjść z łazienki, ale poczułam przeszywający ból w plecach. Ciężko oparłam się o umywalkę i zaczęłam głęboko oddychać. Usłyszałam jak drzwi się uchylają.
- Katherine, wszystko w porządku? - spytał zatroskany Harry.
- Nic mi nie jest. - powoli się wyprostowałam. - Złapał mnie skurcz w łydce, ale już mi lepiej.
Widziałam, że ta odpowiedź go nie zadowoliła, ale nie drążył tematu.
Potem zjedliśmy, względnym spokoju, śniadanie i wyszliśmy na spacer. Przytuleni, spacerowaliśmy po warszawskich Łazienkach, jedliśmy lody w pobliskiej lodziarni i wygłupialiśmy się w parku.



Godzinę później wróciłam z Harrym do domu cioci w sam raz na obiad, na który były pyszne gołąbki. Hazza, przez chwilę, dziwnie na nie patrzył. Zaśmiałam się.
- Hazza, to tylko ryż, mięso mielone i kapusta.
- Jakie mięso?
- Na pewno nie gołębie. Wieprzowe, głuptasie. Takie od świnki. Ojnk, ojnk.
- Dobra, zrozumiałem.
Wszyscy przy stole mieliśmy z niego niezły ubaw. Brał się za jedzenie jak pies do jeża, chociaż wiedziałam, że jest strasznie głodny, ale kiedy już spróbował to jadł aż mu się uszy trzęsły.
Później kiedy wszyscy siedzieliśmy w salonie i słuchaliśmy Mel, która opowiadała co się działo na obozie tanecznym, z którego dzisiaj wróciła, zauważyłam, że Harry dodał coś na Twitterze.


Komentarze pod spodem zabijały śmiechem. Niall z Louisem kłócili się o te gołąbki, które zjadł Harry, o czym nie omieszkałam wspomnieć. Nie wywołało to ich zachwytu, ale przynajmniej się zamknęli. Jednak prośba Nialla, abym mu takie ugotowała, wywołała u mnie szeroki uśmiech.

- A mi to nie chcesz gotować. - mruknął Hazza, opierając głowę na moim ramieniu.
- Sam świetnie gotujesz, także nie umrzesz z głodu. - odparłam.
- Też prawda.
Resztę dnia spędziliśmy w towarzystwie mojej ciotki i jej rodziny. Nie narzekaliśmy na brak atrakcji, bo Ania zachowywała się, jakby zjadła za dużo słodyczy. Raz jest tu, potem tam, gada jak najęta, śpiewa coś, tańczy, zaczepia Harry'ego, ucieka przed nim. Tak patrząc z boku było widać, że przypadli sobie do gustu, chociaż totalnie się nie rozumieli. W końcu koło dwudziestej, Loczek padł na kanapę obok mnie.
- Wysiadam. - wysapał. - Nie mam już siły.
- Biedactwo. - powiedziałam. - Może się napijesz?
- Chętnie.
Nalałam mu trochę soku do szklanki. Wypił wszystko, oparł się o zagłowię i zamknął oczy.
- Odpocznij sobie, bo rano jedziemy do moich rodziców.
- Już? - zdziwił się.
- Już. - przeciągnęłam się. - Najwyższa pora abyś poznał moich rodziców. - mówiąc to przyglądałam się cioci Karolinie przytulonej do wujka Konrada, gdy wspomniałam o rodzicach, nieznacznie się skrzywiła.
Było to trochę dziwne, ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi, bo Ania wskoczyła mi na kolana, nachyliła się i szepnęła mi do ucha:
- Lubię go. - powiedziała z powagą. - Możesz z nim chodzić, ale mi ciebie nie zabierze?
- No co ty, słoneczko. Nikt nikomu nikogo nie zabiera.
- A kochasz mnie jeszcze trochę?
- Oczywiście. - przytuliłam ją mocno.
- To dobrze. - pogłaskała mnie po plecach. - To dobrze.

__________________
Zacznę od tego, że bardzo was przepraszam za tak długą przerwę między rozdziałami, ale jakoś tak wyszło. Kolejny rozdział postaram się dodać szybciej. Mam nadzieję, że rozdział się podoba i zostawicie po sobie komentarz.

Buziaki. :*
~ unromanticgirl

________________________________________________________________________

Tak dla zobrazowania. :D
Ania Skierska (Anulka) - Sześcioletnia siostra cioteczna  Katherine.

Marcelina Skierska (Mel) - Czternastoletnia siostra cioteczna Katherine.

wtorek, 11 grudnia 2012

Słodziutki potworek zwany Anulką.

- To gdzie  teraz się wybieramy?
- Skoro ja poznałam twoją mamę i Gemmę, to teraz ty powinieneś poznać moich rodziców i Gabriela.
- Czyli wybieramy się do Polski? - spytał z niewyraźną miną.
- Chyba nie powiesz mi, że się ich boisz?
- Nie, skąd. Po prostu chodźmy już na to lotnisko.

~*~

- Witaj w Warszawie. - powiedziałam.
Harry rozejrzał się dookoła i uśmiechnął się.
- Ładnie tu nocą.
- Też tak myślę. Jesteś w stanie iść czy może zamawiamy taksówkę?
- A daleko to, gdzie chcesz iść?
- No tak ze 2 do 3 kilometrów.
- Spać mi się chce. Zamówmy taksówkę. A tak w ogóle to gdzie ty chcesz iść?
- Do mojej cioci Karoliny. Zmęczona też jestem, także wolę teraz nie prowadzić.
Zamówiliśmy taksówkę, podałam adres i skierowaliśmy się na jedno z warszawskich osiedli. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciliśmy za taksówkę i poszliśmy z walizkami w stronę domu.
- I tak po prostu, w środku nocy, zadzwonisz do drzwi i powiesz "cześć ciociu"? - spojrzał na zegarek. - Mamy 02:48.
- No tak. - odparłam. - Ciotka Karolina lubi kiedy przyjeżdżam, nawet jeśli budzę ją w środku nocy. - nacisnęłam dzwonek. - Zaraz się przekonasz, a i mamy 03:49, nie ta strefa czasowa.
Chwilę później drzwi się otworzyły i stała w nich zaspana, ale uśmiechnięta ciocia.
- Katherine! - uściskała mnie. - Jak miło cię widzieć. - spojrzała na Harry'ego. - Wchodźcie, wchodźcie. - Zaprosiła nas gestem dłoni. - Na pewno jesteście zmęczeni po podróży.
Weszliśmy do domu i zostawiliśmy walizki na korytarzu. Skierowałam się za ciocią do kuchni, a Hazza podążał za nami, rozglądając się z ciekawości.
- Pokój gościnny wolny czy mam spać na kanapie?
- Nie wygłupiaj się, kochanie, pokój  jest wolny i czeka na ciebie... was. - spojrzała na mnie matczynym wzrokiem. - Tak dawno cię nie widziałam. - powiedziała z przyganą.
- Ciociu, to tylko 4 miesiące.
- Dla mnie to i tak za długo.
- Wiem, wiem. Może wpadnę na święta, ale nie obiecuję.
- Rozumiem. - powiedziała i oparła się o blat kuchenny.
- Może zjecie coś albo napijecie?
- Nie, nie fatyguj się. Nie jestem głodna. Pić też mi się nie chce. - odpowiedziałam. - Ups.  Zapomniałam, że Harry nic nie rozumie. - Spojrzałam na Loczka. - Kochanie, chcesz coś do picia lub do jedzenia?
Ten tylko pokręcił głową, ale było widać, że już zasypia na stojąco.
- Ciociu, wracaj do łóżka. My też się położymy. Jutro pogadamy. Obiecuję.
Podeszłam do niej i pocałowałam ją w policzek, potem wzięłam Harry'ego za rękę i wróciliśmy na korytarz po walizki. Następnie zaprowadziłam go do pokoju gościnnego. Harry był tak zmęczony, że zostawił w progu walizkę i od razu padł na łóżko i zasnął. Spojrzałam na jego walizkę i pokręciłam głową. Cały Hazza, pomyślałam, kiedy jest zmęczony rzuca wszystko gdzie popadnie, a potem się zastanawia. dlaczego jego rzeczy są porozrzucane. Odstawiłam nasze walizki na bok i wyjęłam z mojej piżamę. Jako, że nie raz i nie dwa tu nocowałam, byłam pewna, że gdy tylko Ania się dowie, że tu jestem, od razu wpadnie  mi do pokoju. Chociaż, kiedy ciocia jej powie, że nie jestem sama, to może tego nie zrobi. Przebrana, miałam się już położyć, ale widząc jak Harry śpi w ubraniu, wiedziałam, że będzie mu niewygodnie. Powoli, żeby go nie obudzić, zdjęłam mu bluzę, skarpetki i spodnie. W razie porannej "inwazji", stwierdziłam, że będzie spał w koszulce. Zdjęłam mu jeszcze zegarek i mogłam już iść spać. Spojrzałam na jego spokojną twarz i nie mogąc się oprzeć, odgarnęłam mu gęste loki z czoła. Musiałam tę chwilę uwiecznić, więc zrobiłam mu zdjęcie. Wyglądał słodko. A co mi tam, pomyślałam i dodałam je na Twitterze.

TT:  I love days, when my darling can be with me. @Harry_Styles xx

Położyłam się i przytuliłam do Harolda, a po chwili zasnęłam.

~*~

Obudziło mnie śpiewanie, które bardziej przypominało kota, któremu ktoś nadepnął na ogon. Poza tym ktoś skakał po materacu. Przez chwilę miałam wrażenie, że to Louis z Niallem postanowili się powygłupiać, ale zaraz przypomniałam sobie gdzie jestem. Po chwili zrozumiałam co ten ktoś śpiewa.
- Katlin, Katlin, Katlin i ty Hally tes, wstawac, bo juś lanek, a się bawić cę.
Jęknęłam. Czemu ja nie zamknęłam drzwi na klucz, pomyślałam, przynajmniej bym się wyspała. Wiedziałam, że ona sobie nie daruje, jak mi nie zafunduje specjalnej pobudki.
- No konieć śpania leniuchy. - Ania nadal po nas skakała. - Musicie wstać i się ze mną pobawić.
Lekko uniosłam powieki i spojrzałam na Anię, która wesoło brykała. Jeszcze nie zauważyła, że nie śpię. Harry starał się jeszcze zasnąć i zasłonił sobie głowę poduszką, ale Anulka mu ją wyrwała, rzuciła nią we mnie, a Harry'emu zaczęła krzyczeć do ucha. Nie ma co, miłe powitanie. Była tak zajęta Harrym, że nie zauważyła kiedy się poruszyłam. W następnej chwili zaczęła piszczeć i śmiać się na przemian, gdyż została wciągnięta pod kołdrę i zaatakowana łaskotkami.
- A mama ci nie mówiła, żebyś nas nie budziła? - spytałam Anulę, tuląc ją do siebie.
- Njeeee. - odparła niewinnie. - Kaziała waś budzić ile się tilko da.
- Naprawdę?
- Tjaak, a tjelas nje pać na mnie takim wźlokiem.
- Jakim?
- Jakbyś chciała mnie źjeść.
- Mmmm... a ty taka smakowita, może tak trochę tu dziabne, trochę tam.
- Nje. - próbowała się wyrwać. - On ljepiej śmakuje. - pokazała na Loczka.
- Czy ja wiem... - mina kotka ze Shreka zrobiła swoje. - No dobra, nie będę cię jeść, ale już zmykaj, bo mogę zmienić zdanie, zwłaszcza, że pachniesz mufinkami.
- Okejej, tjo paa. - i już jej nie było.
Oparłam się o poduszkę i zaczęłam się śmiać. Takiej pobudki to jeszcze nie miałam. Spojrzałam na Harry'ego, który siedział z nietęgą miną.
- Mój ty biedaku. - powiedziałam, przytulając go. - Zostałeś pokonany przez sześciolatkę.
- Tak? A ja myślałem, że to jakieś pół diable. Może i słodko wygląda, ale jak coś chce... - patrzył lekko przerażony na drzwi.
- Wieeeem. Mam podobnie za każdym razem jak tu przyjeżdżam. - pocałowałam go w policzek. - Ale i tak ją kocham. To co, panie Styles, wstajemy i idziemy coś jeść?
- Może. - spojrzał na mnie i zaśmiał się lekko. - Fajną masz fryzurę.
- Wiem, istne ptasie gniazdo albo i gorzej.
- Nie jest tak źle, a jak moje loki?
- Bosko jak zawsze. - zrobiłam obrażoną minę. - Jak ty to robisz?
- W końcu jestem Harry Styles, co nie? - uśmiechnął się z wyższością. - Auł, za co to? Przecież ci nic nie zrobiłem. - uniosłam lekko brwi. - Okej, okej, przepraszam.
- Od razu lepiej. - uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w usta.
Zeskoczyłam z łóżka, złapałam moją kosmetyczkę i poszłam w stronę łazienki.
- To ty sobie siedź, a ja wezmę prysznic.
- Mogę też? - poruszył zabawnie brwiami.
- Niee? - zaśmiałam się. - Dzieci są w domu.
Weszłam do łazienki i już miałam zamknąć drzwi, ale musiałam mu jeszcze powiedzieć.
- Przyzwyczajaj się Styles. Ciebie też kiedyś to czeka. - uśmiechnęłam się szeroko i zamknęłam drzwi.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Od dobrych pięciu minut woda spływała mi po plecach, kiedy drzwi się otworzyły.
- Ale mówiłaś mi w Nicei, że robiłaś test ciążowy i był negatywny. Przecież sam go widziałem. - przekrzykiwał szum wody.
- Bo nie jestem w ciąży! Poza tym to była twoja wina, że rzygałam jak kot. To ty zamówiłeś owoce morza, chociaż mówiłam ci, że nie będę ich jadła.
- Przecież cię przepraszałem.
- Wiem.
- Dodałaś na Twittera fotkę jak śpię?
- Coś nie na rączkę?
- Nie, bo podpis mi się podoba.
- To dobrze.
- Tylko tyle? A gdzie pikantne wyznanie miłości?
- Wiesz, ciężko wyznawać komuś miłość kiedy piecze cię oko od szamponu.
- To może ja lepiej sobie pójdę?
- Dopiero jak dasz mi ręcznik.
- Spoko. - podaje mi ręcznik. - Proszę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
- I tak ma być. - uśmiechnęłam się do niego.

_______________________

6 komentarzy = nowy rozdział

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

niedziela, 25 listopada 2012

Nicea.


"Nicea,  5 sierpnia 2012r.
Podziwiamy sobie widoki. :D Fotka jeszcze z Paryża. Obecnie jesteśmy w Nicei. Widoki są po prostu nieziemskie. Nowa opalenizna się produkuje, także jest okej. Wracając do Paryża. Zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni z Harrym przez tamtejsze fanki. Obyło się pisków i innych dziwacznych szaleństw. W ogóle pełna kultura. Także mają duży plus u mnie. Jakie mamy plany na dziś? Ja będę się prawdopodobnie opalać, ale znając Hazzę nic z tego nie będzie. Kolejna notka jak zmienimy miejsce pobytu. Buziaki. :*"

- Ty przyjechałaś na wakacje, czy romansować z laptopem?
- No pewnie, że to drugie.
- Jesteś niemożliwa.
- I?
- Kocham cię. 
- Aha.
- Nie zapomniałaś o czymś? 
- Je t'aime. - uśmiechnęłam się do laptopa.
- To było do mnie czy do laptopa? - spytał Harry.
- Sam wybierz. - mruknęłam.
- Okeeej. To gdzie idziemy?
- Na plażę. 
- To się zbieraj.
- Tak jest agencie Loczek. - zaśmiałam się i zamknęłam laptopa.
- Widziałeś moją kosmetyczkę?
- Po co ci makijaż na plaży?
- Żebyś się pytał. - przerwałam na chwilę poszukiwania. - Ty masz go zamiar zmyć? 
- Może. - odparł niewinnie.
W końcu znalazłam to co szukałam i poszłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się na umywalce. Spojrzałam przelotnie w lustro i zaczęłam grzebać w kosmetyczce. Przecież musi tu być, pomyślałam. Jest. Wyjęłam małą fiolkę, wysypałam z niej dwie tabletki, wzięłam je do ust i popiłam wodą. Od razu lepiej.Szybko schowałam fiolkę na samo dno kosmetyczki i dla niepoznaki pociągnęłam rzęsy tuszem wodoodpornym, a usta błyszczykiem. 
- Już?!
- Tak. -powiedziałam wychodząc z łazienki. 
Jakieś 20 minut później byliśmy na plaży. Zdjęłam spodenki i bokserkę, a potem położyłam się na leżaku i zaczęłam się opalać, a Harry poszedł popływać. Jednak, tak jak przewidywałam, nie było mi dane się poopalać. Po zaledwie 15 minutach pojawił się Hazza i  ochlapał mnie wodą. Zaraz potem złapał w pasie i zaciągnął mnie do wody. Moje wyrywanie się i protesty nic nie dały. Kiedy byłam już cała mokra, dopiero był usatysfakcjonowany. Milusio. Żeby nie być mu dłużna, też zaczęłam go ochlapywać. Chwilę później leżeliśmy na mokrym piasku i śmialiśmy się wniebogłosy. Z boku musiało to wyglądać przekomicznie. Ludzie przystawali i przyglądali się nam, śmiejąc się z naszych wygłupów, a ci co nas rozpoznali robili nam zdjęcia lub nagrywali, ale nie byli nachalni.
- Może wystarczy już tego widowiska? - spytałam.
- Czy ja wiem? Świetnie się bawię. - odparł Harry.
- Ja też, ale  robi się trochę niezręcznie, kiedy się tak gapią.
Loczek rozejrzał się dookoła.
- Faktycznie. - wyciągnął w moją stronę rękę. - Pani pozwoli.
Zaśmiałam się. 
- Cóż za kurtuazja. - chwyciłam jego dłoń. - Ależ oczywiście, panie Styles.
Trzymając się za ręce poszliśmy zabrać nasze rzeczy z leżaków i skierowaliśmy się do baru. 
Harry zamówił piwo, a ja szklankę soku pomarańczowego. Ledwo upiłam łyk soku, kiedy zadzwonił mój telefon. Patrząc na wyświetlacz, mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Witaj przystojny Irlandczyku. Jak sobie radzicie beze mnie? - spojrzałam na Harry'ego, który udawał, że się obraził.
- Jak na razie, dobrze. Tylko pół domu zdemolowaliśmy, ale jeszcze nie skończyliśmy, także do końca sierpnia na pewno się wyrobimy.
- Hmm... świetnie. Tylko zostawcie w spokoju moje łóżko, żebym miała na czym spać.
- Czy ja wiem... Liam stwierdził, że z niego niezła trampolina.
- Też to zauważyłam. - odparłam. - Czekaj, powiedziałeś Liam?
- No tak.
- A ja myślałam, że to taki porządny i odpowiedzialny facet. - westchnęłam. - Nic wam nie można zostawić, bo zaraz rozwalicie. Jak wrócę, wszystko ma być w całości, bo jak nie, to będziecie tego żałować do końca życia.
- Co nam zrobisz? - powiedział przerażonym głosem.
- Nie powiem, bo to tajemnica państwowa. - zaśmiałam się co popsuło mój efekt grozy. - Dzwonisz w jakimś konkretnym celu?- spytałam go i napiłam się trochę soku.
- No stęskniłem się trochę za wami. Poza tym w Londynie jest strasznie nudno. Louis z Eleanor pojechali do Doncaster. Jutro wraca Zayn z Darcy, ale tylko na dzień lub dwa, bo zaraz jadą do Bradford. 
- Słyszałam. - odparłam.
- A Liam z Danielle gruchają sobie jak dwa gołąbki, także siedzę sobie sam w mieszkaniu i nawet nie mam z kim pogadać. - zakończył smutno.
- Mój ty biedaku, a Josh gdzie jest? 
- U rodziców.
- To jedź do Mullingar. Pod koniec sierpnia na pewno tam przyjedziemy. 
- Możliwe, że  tak zrobię. To gdzie teraz jesteście?
- W Nicei. 
- Ale wam fajnie. Dobra będę kończył. Pozdrów Harry'ego.
- Trzymaj się. Pa, Nialler. - rozłączyłam się.
Schowałam telefon do torebki i spojrzałam na Harry'ego, który zdążył już zamówić drugie piwo.
- Masz pozdrowienia od Horanka. Biedak, siedzi sam i się nudzi. - westchnęłam. - Sam jeden w otoczeniu tylu szczęśliwych par. - pokręciłam głową. - Muszę mu koniecznie znaleźć dziewczynę. - mruknęłam sama do siebie.
- Nie martw się tak o niego. Poradzi sobie. Jest dorosłym facetem i na pewno na sobie redę.
- Za to ty nie jesteś dorosły i potrzebujesz mojej stałej opieki. - pokazałam mu język.
- Tego nie powiedziałem. - odparł urażony.
- Koniec tematu. Jestem głodna. Chodźmy coś zjeść.
Wstałam z krzesła i pociągnęłam Loczka za sobą.
- A na co masz ochotę? - spytał Hazza.
- Jeszcze nie wiem. Może kebab?
- Niech będzie kebab.
Dwadzieścia minut później jedliśmy kebab w jednej z plażowych restauracji.
- Długo tu jeszcze zostajemy, Katherine?
- Nie wiem, możliwe, że jeszcze tak z dwa góra trzy dni.
- Za blada jesteś? - zaśmiał się.
- Owszem. W Londynie nie ma tyle słońca co tutaj, ale i on ma swoje uroki.
- Na przykład?
- Mam wymieniać po kolei? Od A do Z?
- Może lepiej nie, bo zajmie ci to z godzinę jak nie dwie.
- Ma się do tego smykałkę.
- To zostań negocjatorem handlowym.
- Negocjacje to bardzo nudne zajęcie.
- Próbowałaś?
- Tak. Kiedy miałam 16 lat, przyjechałam do dziadka na wakacje. Któregoś wieczoru, wziął mnie do swojego gabinetu. Siedzieliśmy przed kominkiem i rozmawialiśmy o wszystkim, Dziadek chciał wiedzieć co bym chciała robić w przyszłości. Odpowiedziałam, że nie wiem. Też zaproponował negocjacje handlowe. Powiedział, że jeśli jego przekonam, to przekonam każdego. Podał mi scenariusz. Jest właścicielem sieci hoteli i mam go przekonać do zakupu kolejnego hotelu.
- I?
- Dziadek był trudnym przeciwnikiem. Na każdy twój argument znajdował kontrargument. To było jak partyjka szachów, wykonasz ruch, a on za każdym razem stawia cię w szachu. - przełknęłam trochę kebabu. - Rozmowa trwała godzinę. Wyczerpały mi się wszystkie pomysły. W końcu porównałam hotelarstwo do hodowania kwiatów. Tylko dobry ogrodnik wyhoduje piękne kwiaty. Nowy hotel jest jak nasionka nieznanej rośliny. Jest pewnie ryzyko, że roślinka nie urośnie, ale tylko żmudna praca daje efekty.
- Co ci odpowiedział?
- Że się zastanowi.
- Tylko tyle?
- Yhy. - uśmiechnęłam się. - Koniec historii. Zresztą co innego mnie pasjonuje.
- Muzyka. - odparł z prostotą.
- Owszem, ale koniec gadania o mnie. Co powiesz na to, żebyśmy wrócili do hotelu, przebrali się i poszli zwiedzać miasto.
- Skoro chcesz. Chociaż ja bym chętnie poprzestał na hotelu.
- Świntuch, Myślisz tylko o jednym.
- Jestem facetem, więc nie dziw mi się. Poza tym wyglądasz kusząco w tym kusym bikini.
- Nimfoman. - powiedziałam, kiedy szliśmy w stronę hotelu.
- Z ciebie jest. - odparł, obejmując mnie w talii.
- Wypraszam sobie. Z tobą nie da się rozmawiać.
- Ze mną?
- No chyba, że chodzę z jakimś innym Harrym.
- Pewnie tak. - zaśmiał się, ale zaraz skrzywił się, kiedy dostał kuksańca w żebra.
- To bolało. - poskarżył się.
- Też cię kocham. - odparłam i otworzyłam drzwi do naszego pokoju.
Harry, gdy tylko przekroczył próg pokoju, od razu padł na łóżko, a ja poszłam się przebrać. Przetrząsałam całą walizkę, w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, ale niczego takiego nie znalazłam. Jęknęłam.
- Nie mam się w co ubrać. - powiedziałam.
- Walizka pęka w szwach, a ty nie masz się w co ubrać. Zrób mi przysługę i najlepiej chudź nago. 
Padłam na fotel.
- A ty zrób mi przysługę i się nie nie odzywaj.
- Okej, ale nie miej do mnie pretensji, że ci nie odpowiadam.
- Spoko, nie ma problemu.
Przez 15 minut siedzieliśmy w ciszy. Potem zaczęłam gadać coś bez ładu i składu po polsku.
- O czym ty nawijasz, Katherine?
- ... krzesło się przewrócił, matka wpadła w szał, - zaczerpnęłam tchu. - a ja stałam i śmiała się jak durna. - spojrzałam na Loczka. - Ty się ponoć miałeś się nie odzywać.
- Trudno siedzieć cicho, Kath, kiedy ty trajkoczesz jak katarynka i to jeszcze nie wiadomo o czym.
- Czy ty właśnie mnie nazwałeś katarynką?
- Tak.
- Hmm... gdzie jet moja prostownica? - stukałam palcem wskazującym w brodę.
- Nie zrobisz tego. - powiedział wstając z łóżka.
Zaśmiałam się i rzuciłam w kierunku walizki. Ledwo ją dotknęłam, Harry złapał mnie w pasie i zaciągnął do łazienki. Tam wylądowałam pod prysznicem, gdzie zostałam oblana ciepłą wodą. Piszczałam, śmiałam się i wyrywałam, ale nie miałam szans na ucieczkę, no chyba, że kopnę go w kroczę, ale wolałam tego nie próbować. Poza tym to nie honorowe.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Zmywam głupie pomysły jakie masz w głowie.
Pokręciłam tylko głową na jego pokrętną logikę i wciągnęłam go pod prysznic. Opierając się o ścianę przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam go, raz skubiąc delikatnie dolną wargę, żeby zaraz pogłębić pocałunek.
- To też jest głupi pomysł. - uśmiechnęłam się do niego w strugach wody spływających po nas.
Hazza zaprzeczył i mocniej wpił się w moje usta, jedną rękę oparł na karku, a drugą gładził delikatnie, acz z niewielką zaborczości, biodro. Mmm... uwielbiam takie sytuacje.

______________________
Cześć. Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny nie wiem kiedy. Postaram się ja najszybciej. Niedługo pojawi się nowa postać, także kto ciekawy to cierpliwie czeka, bo naprawdę warto. 
Naprawdę zależy mi na waszej opinii i na tym, żebyście czytali moje opowiadanie. Gdybym nie miała tyle nauki, z pewnością dodawałabym rozdziały częściej.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

wtorek, 6 listopada 2012

Uroki Paryża.

#1235
"03.08.2012 , Paryż.
Co tam u was? U mnie jak najbardziej spoko. Paryż to piękne miasto. Jestem tu już drugi dzień. Wczorajszy spędziłam na spaniu, spaniu i jeszcze raz spaniu. Dopiero wieczorem wyszłam z hotelu. Najfajniej podziwia się Paryż nocą. Mniejszy wtedy ruch itp. Pola elizejskie - obłędne. Harry? Jest taki jak zwykle, czyli zagląda mi przez ramię i pyta co piszę. Taa, będę musiała go nauczyć polskiego. Koniecznie.
A i macie od niego pozdrowienia. Mówi, że was kocha. Robię się trochę zazdrosna. :P Co by tu jeszcze powiedzieć. Hmm... To jest dopiero początek naszych wakacji. Odwiedzimy jeszcze kilka miejsc. Fotka z wczoraj. :) Jak widać, w tle walają się walizki. :D Cóż będę kończyć, bo Hazza się niecierpliwi. Zaraz idziemy na miasto.  Buziaki. :*"

- Długo jeszcze? - spytał Harry.
- Oczywiście, że tak. - uśmiechnęłam się złośliwie. - Jeszcze nie skończyłam.
- To pójdę bez ciebie. - odparł.
- Gdzie, jeśli można wiedzieć?
Podszedł do mnie i szepnął mi na ucho, gdzie chce iść.
- Ty chyba sobie żartujesz ze mnie? - powiedziałam, patrząc na niego jakby wyrosła mu druga głowa.
- Nie. - uśmiechnął się łobuzersko. - Za każdym razem jak tu byłem, chciałem zobaczyć to miejsce, ale jakoś nie miałem okazji. Pomyślałem, ze może poszlibyśmy tam razem.
Położyłam się na wznak w poprzek łóżka i przykryłam twarz poduszką.
- Mnie w to nie wciągniesz. Jak nas przyłapią, to Scott mi żyć nie da.
- A od kiedy ty słuchasz kogokolwiek? - spytał zdejmując mi poduszkę z twarzy. - Odkąd jesteśmy razem zauważyłem, że kierujesz się własnymi zasadami i nic ani nikt nie jest w stanie tego zmienić. No chyba, że siłą.
- Bardzo  zabawne. - mruknęłam.
- Rozchmurz się. - pochylił się nad moją głową. - Będzie zabawnie, zobaczysz. - powiedział całując moje usta.

~*~

Boże, jak ja się dałam na to namówić, przecież to czyste szaleństwo. No, ale cóż, jego pocałunki bywają bardzo przekonujące. Jak na razie mieliśmy szczęście, bo nikt nas nie rozpoznał. O co się tak pieklę? Bo idziemy do muzeum. Taa, straszne. Twój facet ciągnie cię do muzeum. 
Tak dla jasności to nie jest zwykłe muzeum. Byliśmy na placu Pigalle, a dokładniej w Musée de l'érotisme czyli w Muzeum Erotyzmu. 
- Powiedz mi dlaczego ja się na to zgodziłam? - mruknęłam.
- Bo mnie kochasz. - odparł ze śmiechem.
- A wiesz, że zawsze mogę zawrócić?
- Wiem, ale wtedy byś się zastanawiała czy flirtuję z jakąś dziewczyną.
- Jesteś zbyt pewny siebie. Zobaczysz, że to się kiedyś obróci przeciwko tobie.
- Chcesz się założyć? - spytał.
- Dobra. - odparłam.
Chanelle Parks (19 l.)
Rozejrzałam się po placu i zauważyłam idealną kandydatkę.
- Widzisz tą brunetkę w szarym kapeluszu? - spytałam Harry'ego. - Siedzi na ławce i pije kawę.
- Widzę i co? - widziałam zainteresowanie w jego oczach.
- Podejdź do niej i zdobądź jej numer telefonu. 
- A co będę z tego miał?
- 100 funtów i jedno życzenie.
- Okej. To szykuj dla mnie kasę. - uśmiechnął się łobuzersko i poszedł sobie.
- Doigra się w końcu. - mruknęłam pod nosem.
Usiadł obok niej na ławce, uśmiechnął się, zagadał. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. 
Gadał już z nią bite 15 minut. Ładnie panie zdobywco, zaśmiałam się w duchu. Wyciągnęłam telefon.

"A może tak zakład w obie strony? Ja też trochę się zabawię. :] Powodzenia kochanie. :P"

Ksawery Reński (18 l.)
Harry jak tylko odczytał smsa wyglądał jakby się dławił. Spojrzał w kierunku, gdzie myślał, że stoję, ale mnie już tam nie było. Stałam obok przystojnego bruneta i bezwiednie rozglądałam się po placu.
Zauważyłam, że chłopak na mnie zerknął.
- Hmm... wiesz może, która godzina? - spytałam płynnym francuskim.
- Do you speak English or Polish? - spytał niepewnie.
Nie no ja to mam szczęście. 
- Polak? - spytałam po polsku, delikatnie się uśmiechając. 
Skinął głową.
- To wiesz może, która godzina? 
- Oto się pytałaś. - uśmiechnął się i wyciągnął telefon. - Mamy 12:26.
- Dzięki. Jestem Katherine. - wyciągnęłam do niego rękę.
- Ksawery. Miło cię poznać. Dobrze mówisz po polsku jak na Angielkę.
Zaśmiałam się i obejrzałam na Harry'ego. Jego mina jest bezcenna.
- Co prawda jestem Angielką, ale tylko w połowie. Skąd jesteś?
-  Z Sopotu. A ty?
- Prosto z nad pięknego Bałtyku. Ja całkowicie nie ta część Polski. Jestem z Hrubieszowa. Pewnie nic ci to nie mówi. Województwo lubelskie, niedaleko Zamościa.
- Teraz coś mi świta. - uśmiechnął się. 
- Pierwszy raz w Paryżu? - spytałam.
- Owszem, a ty?
- Nie, byłam już tu raz. Wakacje czy może praca?
- Wakacje. Przyjechałem ze znajomymi na 2 tygodnie, a ty?
- W Paryżu będę przez jeszcze dzień lub dwa, potem jadę zwiedzać inne miejsca w Francji.
- Może się jeszcze spotkamy. - uśmiechnął delikatnie.
Otworzył torbę, którą miał przerzuconą przez ramię, wyjął z niej kartkę, długopis i napisał coś na kartce. Po chwili podał mi ją.
- Jakbyś chciała pogadać albo będziesz w Sopocie to dzwoń.
- Okej. To ja już będę zbierać. Do zobaczenia. - powiedziałam z uśmiechem i odeszłam w kierunku skąd przyszłam. 
Jak zauważyłam, Harry nadal bajerował tą dziewczynę. Westchnęłam. Koniec tego dobrego, pomyślałam. Pewnym siebie krokiem zmierzałam w stronę Harry'ego.
- Cześć, kochanie. Gdzie się podziewałeś? Wszędzie cię szukałam. - powiedziałam mierzwiąc jego loki. - Co to za dziewczyna? Nie przedstawisz nas sobie? - uśmiechnęłam się zadziornie i wyciągnęłam rękę w stronę brunetki. - Katherine.
- Chanelle. - uścisnęła moją dłoń. - Miło cię poznać.
- Mnie również. - odwróciłam się do Harry'ego, który praktycznie zabijał mnie wzrokiem.
Ooo, jak słodko. Wyjęłam telefon z torebki i przyłożyłam do ucha.
- Halo? - powiedziałam. - Tak, zaraz będziemy z powrotem. Bliźniaki się niecierpliwią? Postaraj się jeszcze chwilę z nimi wytrzymać. Zaraz będziemy z Harrym w domu. - niby rozłączyłam się, a w duchu skręcałam się ze śmiechu na widok miny Hazzy. - Kochanie, będziemy musieli się pospieszyć. Chłopcy strasznie się niecierpliwią. - spojrzałam na Chanelle i z konspiracyjnym uśmieszkiem powiedziałam. - Zupełnie się wdali w ojca. 
Ta nie wiedząc jak się zachować też się uśmiechnęła zakłopotana.
- To ja już się będę zbierać. - powiedziała dziewczyna. - Cześć. - i już jej nie było.
Harry spojrzał na mnie rozbawiony.
- Bliźniaki? - spytał ledwo hamując śmiech. - Czy ja o czymś nie wiem?
Usiadłam obok niego.
- No co? Pierwsze co mi do głowy przyszło. Zresztą było widać, że na żonatych nie leci.
- A ja wyglądam na żonatego faceta? - zmarszczył czoło.
- Wystarczyło, że zauważyła u mnie obrączkę. Faceci mają tendencję do nienoszenia obrączek.
- I ty niby masz obrączkę? - spytał z powątpiewaniem.
- A nie widać? - wyciągnęłam w jego stronę lewą dłoń.
Kiedy zauważył obrócony pierścionek, Harry wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
- Kath, ty to masz pomysły. - pokręcił głową. - A jaka ty zazdrosna? Chociaż... zrobiłaś to celowo. Chciałaś żebym przegrał. 
- Może. - uśmiechnęłam się psotnie. - Ale sama zdobyłam numer. 
- Bo miałaś szczęście. - powiedział całując moje usta.
- Ta jasne. - wstałam z ławki ciągnąc go za sobą. -  Po prostu przyznaj, że faceci bardziej mnie pragnął niż ciebie kobiety. 
Boże, ta rozmowa jest tak absurdalna, że gdybym nie była teraz w miejscu publicznym, to już leżałabym i płakała ze śmiechu.
- Dobrze wiesz, że tego nie zrobię.
- Mhm, duma ci nie pozwala. Jak sobie chcesz, ja i tak wiem swoje. - westchnęłam. - To idziemy do tego muzeum?
- Tak, tak. - uśmiechnął się uroczo.
- Czyżbyś był zakłopotany? - uniosłam jedną brew, gdy Harry się lekko zaczerwienił. - Nie wierzę, że tego dożyłam. Dobra, chodź przystojniaku, bo jak jeszcze jakaś dziewczyna znowu się za tobą obejrzy to nie ręczę za siebie.
- Zazdrośnica. - mruknął mi do ucha, obejmując mnie ramieniem.
- I dobrze mi z tym.

~*~

Leżałam sobie na łóżku, z głową zwisającą do dołu. Harry aktualnie brał prysznic. 
Jak było w muzeum? Całkiem fajnie.  
Wypad na miasto udałby się lepiej, gdyby nie w połowie drogi powrotnej do hotelu dorwali nas paparazzi. Chociaż uciekanie przed nimi było całkiem zabawne. Taka tam zabawa w chowanego w większym formacie.  
Mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz. Zayn? Lepiej odbiorę.
- Co tam, Zayn? Jeszcze coś popsuliście, niby przez przypadek?
- Taa, wywaliliśmy pół ściany, bo było za mało miejsca w salonie do gry w klasy.
- Cześć Dar. Swojego telefonu nie masz?
- Bateria padła, a ten był pod ręką.
- Cała ty. - mruknęłam.
- Jak Francja?
- Całkiem, całkiem. Jutro wieczorem zmieniamy miejsce.
- Gdzie teraz?
- Nie wiem, zobaczy się później, bo jak na razie nie mamy nic konkretnego.
- A co dzisiaj robiliście? - spytała jak zawsze ciekawa Darcy.
- Byliśmy w muzeum, znów spacerowaliśmy po polach elizejskich, oglądaliśmy panoramę miasta ze szczytu wieży Eiffla, jedliśmy obiad w przyjemnej restauracji i wialiśmy przed paparazzi, kiedy wracaliśmy do hotelu. 
- Byłaś w Luwrze i mnie nie zabrałaś? - obruszyła się Dar. - Chamstwo. Foch.
- Nie fochaj się. Ostatnio w Luwrze byłam z dziadkiem, a z Harrym byłam w muzeum przy placu Pigalle.
- To już bardziej w jego stylu. - skomentowała. - I jak było?
- Całkiem fajnie, jak na takie miejsce. Musisz się tam kiedyś wybrać.
- Bardzo chętnie, ale tylko w wyborowym towarzystwie. 
- No ba. - mruknęłam.
Harry właśnie wyszedł z łazienki w samym ręczniku, który niewiele zostawiał dla wyobraźni. Właśnie się schylił do walizki, żeby coś wyjąć, przy czym ostentacyjnie wypiął swoje zacne cztery litery, abym je podziwiała.
- Jesteś nie fair. - powiedziałam zapominając o telefonie. - Robisz to specjalnie.
Ten się tylko uśmiechnął zawadiacko i wrócił się do łazienki. Dopiero wtedy zauważyłam, że Spencerek trajkocze jak najęta.
- ... że co ja niby robię specjalnie?! O co ci chodzi Kath?!...
- Hola, hola. Spokojnie. To nie było do ciebie. - zaśmiałam się układając wygodniej na łóżku. - Uważaj, bo zaraz palpitacji dostaniesz. Wdech, wydech, pamiętasz?
- A ty co? Psychoterapeuta? - spytała już spokojniej.
- Twój? Można tak powiedzieć. Kiedy wracacie do Londynu?
- Jakoś na dniach, ale i tak nie na długo, bo mamy zamiar jechać do Bradford. 
- To fajnie. - Harry znów wyszedł z łazienki. 
Uśmiechał się łobuzersko i prowokacyjnie kręcił tyłkiem. Z wrażenia zaschło mi w gardle.
- Wiesz, ja będę kończyć. Pa, kocham cię. - rozłączyłam się.
- Masz ochotę się zabawić? - spytał niewinnie Hazza.
- Czemu nie. - odparłam siadając na łóżku.
Podszedł do mnie i zaczęliśmy się całować. Jego wilgotne po prysznicu loki, ocierały się o moją twarz, przyjemnie chłodząc rozgrzaną skórę. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne i zaborcze, a atmosfera była przesycona elektryzującym pożądaniem.
Mmmmm... i jak tu się nie poddać urokom Paryża?

__________________________
Cześć skarby. Tyle osób czytało moje opowiadanie, a teraz tak marnie z komentarzami. Przykro mi się robi. Do tego, jak widzę, nie wiele osób zainteresowało się moim drugim opowiadaniem. Przeczytajcie je i piszcie co o nim sądzicie. Niektórzy twierdzą, że jest nawet lepsze od tego, chociaż ja sama nie wiem.
Naprawdę  mi przykro, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale to jest raczej kwestia tego, że nie wyrobiłam sobie jeszcze odpowiedniego tępa z odrabianiem lekcji i uczeniem się do sprawdzianów itp.
Także zrozumcie mnie i czekajcie cierpliwie, a na pewno wam to wynagrodzę.
Jeśli macie jakieś pytania odnoście opowiadania lub jakieś propozycje, zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/unromanticgirl lub do pisania na gg 12531955.

10 komentarzy = rozdział

Buziaki.:*

~ unromanticgirl

sobota, 27 października 2012

Pożegnania.

- I don’t wanna lie. I’m gonna take what you’re giving, cause I know you’re willing to take me all the way. You got me right here. Combustible. And I can’t wait to finally explode. - śpiewałam razem z Harrym. - The Big Big Bang. The reason I’m alive. When all the Stars collide in this Universe inside. The Big Big Bang.
Wracaliśmy właśnie z Holmes Chapel. Teraz, po fakcie, mogę powiedzieć, że nie było tak źle. Co prawda, byłam strasznie zestresowana i miałam wrażenie, że idę na własną egzekucję, ale wystarczyło półgodziny rozmowy z Anne, żebym się uspokoiła.
- Za półgodziny będziemy w mieście. - stwierdził Harry. - Jedziemy najpierw do ciebie, czy może do chłopaków?
- Jedźmy do was. Chcę się z nimi pożegnać, a ty się spakujesz i weźmiesz walizkę do mnie. 
- Mnie pasuje. - odparł.
Chwilę później poczułam jak telefon wibruje mi w kieszeni. Sprawdziłam wyświetlacz. Szybko odebrałam.
- Jeśli rozwaliliście mi domek, to ukatrupię. - powiedziałam z udawaną powagą.
- No bo... - jąkała się Darcy. - Jakby ci to powiedzieć...
- Co już naknociliście?  - zaśmiałam się.
- No bo rama twojego łóżka się połamała. Tak troszeczkę. Ale to nie nasza wina. I tak już była stara.
Oparłam głowę o szybę i chichotałam jak głupia. Harry zerknął na mnie z konsternacją na twarzy.
- Jak mogliście rozwalić mi łóżko?! - mój śmiech był zaraźliwy, bo Hazza też ryczał ze śmiechu. - Owszem było stare i niejednokrotnie po nim skakałam, ale... co wyście u diabła robili?! Albo wiesz... wole nie wiedzieć.
- Ale... to nie to co myślisz!
- Dar, niewinni się nie tłumaczą. Moje biedne łóżko. Będę za nim tęsknić. Ale cóż, trudno się mówi. Najwyżej odkupicie mi łóżko.
- Na pewno tak zrobimy. Będę już kończyć. Pa.
- Pa niszczycielko łóżek. - zaśmiałam się i rozłączyłam się.
Schowałam telefon i oparłam podbródek na dłoni.
- Boże, w jakim ja świecie żyje? - powiedziałam.
- W takim, co przyjaciele rozwalają ci meble. - zaśmiał się Harry.
- Hmm... miło. Niall przy każdej okazji wyżera mi spiżarnię, Zayn i Darcy rozwalają mi łóżko, Louis wymyśla mi coraz to nowsze przezwiska, Liam zabrał mi wszystkie płyty z filmami i bajkami Disneya, a Harry...
- No powiedz, co ci robi Harry? - spytał mnie z łobuzerskim uśmiechem.
- A Harry przywłaszcza sobie moją kuchnię i wygania mnie z niej i... pożytkuje blat kuchenny do niecnych celów.
- Nie no, to ten Harry musi być naprawdę wredny.
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- A tobie co zrobiła Katherine? - spytałam.
- Mam wymieniać?
- Tak.
- Zabrała ulubione bokserki, zjadła moje płatki...
- No przepraszam bardzo, ale one stały w mojej kuchni i nie pisało na nich własność Harry'ego.
- ...zorganizowała wielką bitwę wodną, zjadła moją kanapkę, oberwała guziki koszuli... - i tak jeszcze wymieniał przynajmniej z 5 minut.
Co za pamiętliwy człowiek. Pokręciłam głową i zapatrzyłam się na widoki za oknem. Byliśmy już niedaleko Londynu. Odwróciłam się do Harry'ego, który teraz nucił jakąś nieznaną mi piosenkę.
- Och, aż taka straszna jest? - spytałam z sarkazmem.
On tylko skinął głową.
- To będzie straszniejsza. - mówiąc to zabrałam jego nerdy i Twixa.
- Tylko nie Twixy. Proszę zostaw chociaż jednego.
- Może. - odparłam zadziornie i delektowałam się batonikiem.
Jego mina była bezcenna.
Żeby nie być aż tak wredną, zostawiłam mu drugiego Twixa.
Reszta drogi minęła  nam w ciszy, gdyż Harry postanowił udawać naburmuszone dziecko. Chociaż...
Gdy tylko zaparkował samochód na podjeździe, wysiadłam z niego i jak wystrzelona z procy, pomknęłam do drzwi wejściowych.
Chłopców zastałam w salonie.
- Czołem załogo. - powiedziałam i wcisnęłam się na kanapę, między Nialla a Liama.
- Cześć, a co ty tu robisz? - spytał zdziwiony Lou.
- Siedzę. - odparłam bardzo inteligentnie. - Przyjechaliśmy z Harrym, że by mógł się spakować. Także posiedzę sobie z wami, bo Hazza najwyraźniej się na mnie obraził i wolę nie wiedzieć co on pakuje do walizki.
-  A co mu zrobiłaś? - spytał zaciekawiony Liam.
Westchnęłam i wygodnie oparłam głowę o kanapę.
- Zjadłam jego świętego grala, zwanego Twixem.
- Nie no katastrofa normalnie. - stwierdził Lou. - Może jak się ładnie uśmiechniesz, to ci wybaczy.
- Czy ty sam wierzysz w to co mówisz? - spytałam zirytowana jak i rozbawiona jego dziwnym poczuciem humoru.
Lou nic nie odpowiedział tylko się zaśmiał.
- Będziecie grzeczni ja mnie nie będzie?
- Tak mamo. - odparł Lou. - Będziemy ostro imprezować, zalewać alkoholem i sypiać na cudzych trawnikach. Dla ciebie wszystko.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. Chcesz, żebym została i was niańczyła? - uniosłam brwi. - Bo w tej chwili jest to bardzo możliwe.
- Nie potrzebujemy całodobowej niańki. - burknął Niall. - Ale jeśli mowa o całodobowej kucharce, to bardzo chętnie.
- Boże, w jakim ja świecie żyje?! - mruknęłam po raz kolejny tego dnia.
- W takim co twój facet obraża się na ciebie za zjedzenie mu batona. - odparł Lou i zaczął rżeć jak koń.
Nie miałam ochoty słuchać kolejnych, jakże "zacnych" sucharów Louisa, dlatego poszłam do kuchni. Usiadłam przy stole, wyjęłam telefon i zauważyłam nieodebrane połączenie. A temu co znowu? Wybrałam numer i po dwóch sygnałach usłyszałam dobrze znany mi głos.
- W końcu odebrałaś. - powiedział Scott.
- Co jest tak ważnego, że tak się pieklisz? - odparłam spokojnie.
- Twoja reputacja.
- A co znowu jest z nią nie tak?
- Prasa niezbyt przychylnym okiem patrzy na twoje ostatnie ekscesy.
- Ludu, Scott, ty naprawdę nie masz już co robić? Zajmij się rodziną, a nie będziesz się wściekał o każde małe przewinienie. Poza tym nie mam zamiaru udawać kogoś kim nie jestem.
- Obiecałem twojemu dziadkowi, że będę o ciebie troszczyć, gdy go zabraknie, to to właśnie robię! A kompanie się w Tamizie w Hyde Parku to nie jest niewinne przewinienie. Ja tu staje na głowie, żeby uciszyć prasę.
- Spokojnie Scott, bo ci zaraz żyłka pęknie. Jakoś się z tego wykaraskam.
- Katherine! Bądź poważna.
- Wiesz, przez całe życie byłam poważna, a teraz gdy chcę się trochę wyluzować, odprężyć, ty rozstawiasz mnie po kątach. Mam dość. Jutro jadę z Harrym do Francji i do jeszcze kilku miejsc żeby odpocząć i nie chcę nic słyszeć o tym, co o mnie myślisz. Nie pozwolę sobie włazić na głowę. Zachowałam się jak się zachowałam, ale ty nie masz prawa suszyć mi o to głowę, bo jestem pełnoletnia i nie zapominaj kto tu jest pracodawcą a kto pracownikiem. - taa, Glassowa duma wkracza do akcji.
- Jeśli tak dalej ma wyglądać twoje zachowanie to na pewno nigdzie nie pojedziesz.
- Do cholery, Scott. Nie rozkazuj mi! - wrzasnęłam. - Tu już nie chodzi o to co obiecałeś dziadkowi, ale o to jak mnie traktujesz, a traktujesz jak nieopierzonego dzieciaka, który nie wie co robi.
- Bo tak się zachowujesz! W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy, robisz same głupie rzeczy. Zaczęłaś się spotykać z chłopakiem z boysbandu, który jest strasznym kobieciarzem i nie ma  za dobrej opinii po romansach z o wiele starszymi od siebie kobietami. Rzucasz studia, zaniedbujesz swoje obowiązki w fundacji. Niczym się nie przejmujesz tylko sobą. Przestań być egoistką i zastanów się co robisz, bo od twojego widzi mi się zależy to czy wiele osób będzie miało co do garnka włożyć.
- Wiesz co? Mam w tej chwili ogromną ochotę z miejsca cię zwolnić, ale nie zrobię tego ze względu na pamięć o dziadku, ale jak jeszcze raz choćby spróbujesz pisnąć słowem, że nie podoba ci się to co robię, zwolnię cię. I nie zawaham się, bo w tej chwili zachowałeś się bardzo nieprofesjonalnie. Zwolnię cię bez rekomendacji. To nie groźba tylko ostrzeżenie. Tak na przyszłość. Bo widzisz, zadarłeś nie z tą osobą co trzeba. A i jeśli by ci to umknęło, to w ciągu ostatnich czterech miesięcy walczyłam o normalne funkcjonowanie. Jak ci coś nie pasuje, to droga wolna. A teraz żegnam.- powiedziałam i rozłączyłam się.
Westchnęłam i oparłam się ciężko o ścianę. Cóż... nie lubię krytyki, ale jeszcze nigdy nie zrobiłam takiej awantury. Był to dla mnie niejaki sygnał, że coś jest nie tak, ale nie miałam szansy się nad tym zastanowić, gdyż zauważyłam Harry'ego stojącego w drzwiach.
- Tamiza? - spytał.
Skinęłam głową. Boże, fakt faktem, kąpiel w rzece po północy to nie jest nic normalnego, zwłaszcza, że byłam zalana w trupa i to było w ramach mojego zakładu z Lou. Taa, niezbyt mądrze. Wiem to odkąd wytrzeźwiałam następnego ranka. Leżałam w łóżku z Loczkiem śpiącym na moim ramieniu, a po podłodze walały się mokre ciuchy.
- No to kiepsko. - stwierdził.
- Gdybym wtedy tyle w klubie nie wypiła i nie było tam Louisa, na pewno bym tego nie zrobiła.
On tylko uniósł brwi.
- No dobra, może bym zrobiła, ale coś mniej głupiego. Wiesz co, może zmieńmy temat. Co już nawrzucałeś do tej walizki?
Harry momentalnie się zarumienił.
- No wiesz co? - udałam zbulwersowanie i szturchnęłam go w ramię. - Wstydził byś się. Chociaż... ty już się wstydzisz.
On tylko pokazał mi język. Zaśmiałam się i chciałam wyjść z kuchni, ale zatrzymał mnie.
- A ty się gdzie wybierasz? - spytał, przyciągając mnie do siebie.
- Zrewidować twoją walizkę, żebyś jakiś głupot nie zabrał.
- Mnie też zrewidujesz? - pocałował moją szyję.
Oparłam się o niego i zaśmiałam delikatnie.
- Gdzie się podział ten słodki chłopak ze spożywczego? - mruknęłam.
- Czy ktoś coś mówił o jedzeniu? - spytał Niall, który nagle zjawił się w kuchni. - O przepraszam. - powiedział, gdy tylko nas zobaczył. - Nie przeszkadzajcie sobie, przyszedłem tylko po przekąskę i już mnie tu nie ma.
Hmm... jeśli za przekąskę można uznać wyniesienie połowy zawartości lodówki, to ja z pewnością jestem Krystyna z gazowni.
- Gotowy? - spytałam Harry'ego.
- Jeśli ty jesteś gotowa. - odparł delikatnie się uśmiechając.
Ręka w rękę, wyszliśmy z kuchni i poszliśmy się pożegnać z chłopcami. Przytuliłam każdego z osobna i każdemu o czymś przypomniałam.
- Będę za tobą tęsknić, Niall. - przytuliłam chłopaka. - Dbaj o siebie, nie jedz tyle fast foodów i chodź dwa razy w tygodniu na siłownię. Jakby się coś działo, gdybyś miał jakiś poważny problem, to dzwoń. - pod powiekami zapiekły mnie łzy. - Obiecujesz? - szepnęłam.
- Oczywiście. - odparł. - Tylko się nie rozklejaj. W końcu to tylko miesiąc i to z facetem, którego szalenie kochasz. - pocałowałam go w policzek i podeszłam do Liama.
- Opiekuj się nimi, bo z nimi to jak z dziećmi w przedszkolu. - szepnęłam mu na ucho.
- Ludu, Kath. Żegnasz się tak jakby miało cię nie być co najmniej z rok. - zaśmiał się.
- Bo mam takie wrażenie. - odparłam smutno. - Masz o nich dbać i o Danielle też. Zrozumiano?
- Tak.
- Tobie zostawiam klucze do mojego mieszkania i masz ich strzec jak oka w głowie.
- Okej.
- A i dopilnuj, żeby Zayn ich nie znalazł.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony.
- Nie chcesz wiedzieć. - skrzywiłam się lekko. - Wszystko jasne?
- Jak słoneczko.
Podeszłam do Louisa.
- A ty Tommo masz się ogarnąć przez ten miesiąc. Żadnych spisków przeciwko mnie i wymyślania przezwisk. Naprawdę, bo powieszę cię za gumkę od majtek.
- Uuu... to będzie to dość dramatyczne. - wyszczerzył się jak  głupi do sera.
- A żebyś wiedział.
- A ty dbaj o Larry'ego i Kaleba.
- Mam ochotę ci przyfasolić. - mruknęłam. - Na pewno będę o niego dbać.
- Do zobaczenia za miesiąc. Macie wrócić, wypoczęci, cudownie opaleni i oczywiście zadowoleni.
- Zobaczę co da się zrobić. - ucałowałam go w policzek i rozczochrałam mu gęstą grzywę. - Trzymaj się urwisie.
Miałam ochotę się rozpłakać. Jakby nie było przywiązałam się do nich, ale muszę myśleć pozytywnie. To miesiąc wakacji sam na sam z Harrym. Bez Nialla jęczącego, że jest głodny. Bez Louisa atakującego marchewkami fortepian. Bez Liama i Danielle, z którymi można pogadać o wszystkim. Bez Darcy i Zayna, którzy odkąd są parą, żyją w swoim małym idealnym świecie. Bez Eleanor, która jest niezastąpiona podczas zakupów. Bez Michaela gotowego o każdej porze cię pocieszyć. Wakacje z Harrym, który teraz najchętniej byłby gdzie indziej. Ja zresztą też, dlatego też, wymieniliśmy ostatnie uściski i słowa pożegnania, i już pędziliśmy do mojego mieszkania.

* Nazajutrz. *

Przebudziłam się z błogiego kojącego snu. Przelotnie spojrzałam na budzik i przeciągnęłam się. Jeszcze raz spojrzałam na budzik i zamarłam z przerażenia. Za półgodziny mamy odprawę.
- Harry, cholera jasna wstawaj! - wrzasnęłam zrywając się z łóżka. - Zaraz spóźnimy się na samolot i nici z naszych wakacji. - w pośpiechu wkładałam bieliznę. - Jak budzik mógł nie zadzwonić, przecież nastawiałam go na szóstą trzydzieści, a teraz jest w pół do ósmej.
Harry powoli przeciągnął się na łóżku.
- O co ty się tak pieklisz? - mruknął sennie.
- Jeśli zaraz nie wyjdziemy z domu i nie pojawimy się na lotnisku, to... - nie wiedziałam co powiedzieć.
Hazza wstał w końcu i też zaczął się ubierać. Na chwilę przerwał i spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
- Znowu mi grozisz kastracją? - zaśmiał się. - Nie ładnie.
- Tu nie ma nic zabawnego. Czas nas goni, także ruchy Harry, bo jak nie to sama pojadę do Francji. Może poznam jakiegoś miłego Francuza, który nie ma w zwyczaju spóźniać się gdzie się tylko da.
- No daj już spokój. Jestem zwarty i gotowy do naszej podróży. A teraz uśmiechnij się pięknie, tak jak tylko ty potrafisz, powiedz, że bardzo mnie kochasz, daj buziaka i zmywamy się na lotnisko.
I jak tu go nie kochać? Ubrana w to <kilk>, zgarnęłam moją torebkę, sprawdziłam czy wszystko mam i podeszłam do Harry'ego, który spojrzał na mnie wyczekująco. Uśmiechnęłam się i przytuliłam się do niego.
- Kocham cię, Harry. - powiedziałam całując go w usta. - Ale teraz na serio musimy już wyjść.
- Nie ma sprawy. - odparł.
Dziesięć minut później, byliśmy na lotnisku. Złamaliśmy chyba, wszystkie możliwe przepisy.
Pędem wpadliśmy na odprawę. Dosłownie w ostatniej chwili. Jakiś czas później siedzieliśmy w samolocie, który właśnie startował. Czekało nas około 4 godzin lotu.
Cały lot praktycznie rzecz ujmując przespałam na ramieniu Harry'ego. Musiałam być naprawdę zmęczona.
Chwilę przed lądowaniem Hazza mnie obudził.
- Wstawaj słońce. Za chwilę zaczynam nasze wspólne wakacje. - powiedział całując mnie w czoło. Półgodziny później jechaliśmy taksówką do centrum Paryża. Wyjęłam telefon i zajrzałam na Twittera.

TT: Bonjour de Paris. :D

______________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale miałam mnóstwo nauki. Co mi już bokiem wychodzi. Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Także cierpliwości. Czytajcie też moje drugie opowiadanie Song About You. Bardzo zależy mi na komentarzach. Miłego weekendu.


Buziaki. :*

~ unromanticgirl

sobota, 22 września 2012

Sypialniane "uroki", rozmowy i odwiedziny.

Jutro mieliśmy lecieć do Francji. To miał być nasz pierwszy cel. Aktualnie przebywaliśmy w moim mieszkaniu w Londynie. Leżałam w łóżku razem z Harrym. Głowę opierałam na jego ramieniu, a ręką rysowałam zawiłe wzory na nagim torsie Loczka, który jeszcze spał. Zastanawiałam się jak będzie wyglądała nasza podróż. Jako pierwszy przystanek wybraliśmy Paryż - miasto świateł i zakochanych. Francuski to piękny język. Tam nawet przekleństwa brzmią jak wyznania miłości. Skąd to wiem? Byłam już tam kiedyś z dziadkiem. Szliśmy przez pola elizejskie, kiedy zauważyłam dwóch kłócących się mężczyzn, chociaż dla mnie wyglądali jakby o czymś debatowali. Spytałam o czym o nimi rozmawiają. Dziadek powiedział, że się kłócą, przeklinają i wyzywają nawzajem swoje matki, a brzmiało to jak całkiem co innego. Ciekawe co? Usłyszałam donośne chrapanie.
- Nie no, chyba jaja sobie robisz. - mruknęłam, podniosłam głowę i zauważyłam głupkowaty uśmiech na twarzy Harry'ego.
Rzuciłam w niego poduszką i  zaraz usłyszałam stłumiony chichot.
- Idiota.
Chciałam wstać, ale złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- A pani gdzie się wybiera? - szepnął mi do ucha.
- Tam gdzie nie ma faceta, który chrapie głośniej, niż stado wilków wyje.
- Hmm... - oderwał się na chwilę od mojej szyi i spojrzał na mnie z psotnym błyskiem w oku. - Nie znam nikogo takiego. Mam być zazdrosny?
- Może. - odparłam zalotnie.
- Ja się tak łatwo nie dam. Mmm... co my tu mamy? - spojrzał na mnie tak, jakbym była towarem na targu i zastanawiał się czy warto mnie kupić.
- Weź tak na mnie patrz. Czuję się jak rzadki okaz w cyrku.
- Ooo, nie wiedziałem, że mamy cyrk. Na pewno zrobimy furorę w Paryżu. - Hazza wyszczerzył się do mnie.
- I czym mam niby być? Foczką? Ou, ou. - wydałam dźwięk imitujący fokę i zaklaskałam.
- Nieee, ty nie spełnisz kryteriów. Foczki są słodkie i uwielbiają ryby, a ty ich wręcz nie cierpisz.
Pchnęłam Harry'ego na poduszki i usiadłam na nim okrakiem. Rzuciłam mu spojrzenie spode łba.
- Czy ty właśnie zarzuciłeś mi, że nie jestem słodka? Zginiesz marnie.
- Ja tego nie powiedziałem. - bronił się.
- Czyżby? - uniosłam brwi. - Wiesz, bo tak to zabrzmiało.
- Nie dałaś mi dokończyć. Moim zdaniem, koty są słodsze, a ty mi się kojarzysz z kotem, bo czasami pokazujesz pazurki. Zaśmiałam się.
- I to ma być podryw na słynnego Harry'ego Stylesa? - opadłam na łóżko obok niego, wijąc się ze śmiechu. - To już mój pies lepiej zarywa do suczek w parku.
- To było wredne. - zrobił smutną minkę. - To był podryw na Harry'ego z Holmes Chapel.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Ooooch, to taki słodziak. - zachwycałam się. - A do tego niebotycznie seksowny. - skierowałam rozmarzony wzrok na Loczka.
- Znasz go może? Poznasz mnie z nim? Proszę, proszę, proooszę.
- To ja już ci nie wystarczam? - pokręcił głową. - Co za niewyżyta kobieta. - mruknął pod nosem. Zaśmiałam się tylko i pochyliłam się, żeby go pocałować. Harry przewrócił mnie na plecy i pogłębił pocałunek. Nasze języki walczyły o dominację. On gładził moją szyję, talię i biodra, a ja wplatałam mu palce we włosy. Uwielbiałam to robić. Oderwaliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć trochę powietrza. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
 - Kocham cię. - szepnął.
- Ja ciebie też. - odparłam z uśmiechem.
Jeszcze przez chwilę patrzyliśmy na siebie. Hazza zaczął całować moją szyję, piersi, gryzł je lekko. Czułam niewysłowioną rozkosz. Moje pożądanie sięgało zenitu. Chciałam nie tylko brać, ale też dawać rozkosz. Pchnęłam go lekko na poduszki i namiętnie pocałowałam. Łóżko zawsze było dla nas wyzwaniem. Częsta walka o dominację, staranie się zaspokoić najskrytsze seksualne pragnienia partnera, czułość, czerpanie przyjemności... Chociaż pod niektórymi względami mieliśmy całkowicie odmienne zdanie i nie baliśmy go okazywać, to jednak w tej kwestii zgadzaliśmy się ze sobą. Dalej wiecie co się działo. Czemu nie opiszę tego? Hmm... hahaha. Musicie się obejść smakiem.
  * Dwie godziny później. *
 Leżałam samotnie w łóżku, po bardzo udanym seksie. Gdzie się podział Harry, spytacie. Poszedł sobie przywłaszczyć moją kuchnię. Patrzyłam się na sufit nie myśląc o niczym konkretnym. Nagle zadzwonił mój telefon. Nie sprawdzając kto to, odebrałam.
- Czego? - spytałam.
- Na ciebie też napadli kosmici? Nie no, wy to macie u nich powodzenie. - odparł "ktoś".
- Że co? Yyy... - zastanawiałam się kto to.
- Michael? - strzeliłam.
- Nie, Otton III. - powiedział z sarkazmem.
- Aha, jak miło. Kogo napadli kosmici, cesarzu?
- Darcy. Dokładnie ta sama postawa co ty. Głos lekko schrypnięty, ledwo kontaktuje i cały czas chichoce.
- Ja nie chichoce? - odparłam. - Nie chcę uwłaczać twojej inteligencji, ale możesz wyrazić się jaśniej?
- Hahaha. - zaczął rżeć jak koń. - Nie no, ty to masz gorszego zamuła niż Dar.
Wywróciłam oczami i westchnęłam.
- Ty to chcesz, żebym koniecznie wyłączyła telefon? - zagroziłam.
- Nie no, ależ skąd. Po prostu ty i Darcy jesteście baaaardzo rozmowne po akcie miłosnym, który po nagraniu byłby pornosem roku.
- Wiesz Mike, mnie to nie bawi.
- Ale mnie owszem.
- Chciałeś coś konkretnego? - spytałam ozięble.
- Uuu... powiało chłodem. Cóż chciałem się z wami spotkać i zorganizować jakiś wspólny wypad, ale Darcy nie ma w mieście, bo jest w tym waszym domku w zatoczce w Dorset... z Zaynem.
- Ooo... biedactwo. Stęskniłeś się za nami.
- Noo. - powiedział smutno.
- Kurde, muszę ci znaleźć dziewczynę.
- A co jeśli jestem gejem? - przekomarzał się ze mną.
- Geje tak nie całują.
- A co całowałaś się z gejem?
- A ty całowałeś się z lesbijką? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Ludu, ta rozmowa była taka dziwna. Przeciągnęłam się i ułożyłam wygodnie na boku.
- Hmm... całowałem się z taką jedną co była bi, więc można powiedzieć, że tak.
Skrzywiłam się, ale w duchu się śmiałam.
- To było pytanie retoryczne. Zaraz nie muszę znać takich szczegółów.
- No i z nią spałem ze dwa razy.
- Michael! - krzyknęłam zgorszona. - To było chamskie. - nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- Ale za to jakie zabawne. To byłaby szansa, żebyśmy się spotkali ot tak?
- Nie mam pojęcia, czy Harry czegoś nie zaplanował na dziś, a jutro lecę z nim do Francji i nie będzie nas do  końca sierpnia.
- I dopiero teraz mi to mówisz? Wredota.
- Też cię kocham.
- Od razu lepiej.
- Nic, no to spotkamy się jak wrócisz z wakacji. Wtedy wszystko mi opowiesz.
- Okej. Pa.
- Pa cudaku. Trzymaj się. - powiedział i rozłączył się.
Westchnęłam. Na serio muszę mu znaleźć dziewczynę. Taki jeden nie do pary. Och, bym zapomniała o Niallu... i Nathanie, który nie odzywa się do mnie już z pół roku, czyli tyle, ile jestem już z Harrym. Przyczyna? On mnie kocha, tzn. kochał mnie kiedy się widzieliśmy w marcu, a teraz to nie wiem. Zakryłam sobie twarz poduszką. Lepiej by było dla niego, gdyby się wcale we mnie nie zakochał, albo przynajmniej mi tego nie mówił. Chcąc się wyrwać z ponurych myśli, wstałam z łóżka, nałożyłam koszulkę Harry'ego i zeszłam do kuchni. Mój luby zawzięcie coś kroił, podśpiewując coś sobie. Oparłam się o futrynę i przyglądałam mu się. Po chwili się zorientowałam, że śpiewa naszą piosenkę.
- Może ci pomóc? Będzie szybciej, bo głodna jestem. - marudziłam.
- Wyjdź z mojej kuchni! - zrobił minę wielkiego kucharza. - Nie widzisz, że tworzę arcydzieło, kobieto?
- Kucharz od siedmiu boleści. - mruknęłam po polsku.
- Coś mówiłaś?
- Nie. - odparłam ze śmiechem i wróciłam na górę.
Wzięłam prysznic i ubrałam się w to [LINK]. Z laptopem na kolanach oparłam się o zagłowię łóżka. Zajrzałam na Twittera. Zayn dodał zdjęcia. Kiedy zobaczyłam pierwsze myślałam, że padnę. Na nim Malik siedział na moim nieszczęsnym drzewie, z którego kiedyś spadłam i to na tej samej gałęzi. - "Zdobywam "szczyty" w Dorset". - przeczytałam. 
Dodałam komentarz. => TT: This is my tree. ;> 
Na kolejnym leżał na trawie, potem Darcy wyglądająca przez okno, Darcy śpi, Zayn ją przytula, a na ostatnim całuje w policzek. Teraz to mnie zatkało. Czyżby postanowili się w końcu ujawnić? 
Dopisek przy ostatnim zdjęciu - "Mój skarb. xx" - mówił sam za siebie. 
=> TT: My sweethearts. :) 
Otworzyłam Photobloga i zaczęłam pisać notkę. Wybrałam zdjęcie z Pemberley. Było to jedno z normalniejszych zdjęć, bo tak na ogół większość nie nadawała się do wstawienia gdziekolwiek. Na tym zdjęciu, Harry wziął mnie na "barana", a chłopcy wykorzystywali moje kule jako broń. Taa, oryginalnie. 
"W ostatnich komentarzach pojawiła się masa pytań. Odpowiadanie na każdy z osobna, zajęłoby masę czasu. Tak więc, mam się już dobrze. Nie dawno wróciłam do Londynu. To miasto zawsze tętni życiem. :D Co planują chłopaki w swój czas wolny? Szczerze, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że chcą maksymalnie wypocząć, żeby wrócić w pełni sił na  koncerty. :) Moje plany? Są wakacje, więc przede wszystkim wypoczynek i dobra zabawa. Czy 1D zamierzają przyjechać do Polski? Hmm... nie pytałam się ich o to, ale zawsze mogę spytać. :D Także cierpliwości dziewczyny, wszystko w swoim czasie. :) Dobra będę kończyć, bo mój osobisty kucharz niesie mi śniadanko. Buziaki.:*" 
 Dodałam notę, w sam raz jak Harry przyniósł tacę z jedzeniem. Pachniało pysznie. Przesunęłam się na łóżku, żeby mu zrobić miejsce. 
- Co tam oglądasz? - spytał Loczek, kładąc tacę między nami. 
- Sam popatrz. - odparłam i z zadowoleniem podałam mu laptopa, a ten aż gwizdnął z wrażenia. 
- Trzeba przyznać, że macie niekonwencjonalne sposoby wyznawania miłości. - powiedziałam i wgryzłam się w kanapkę. 
- Co masz na myśli? 
- A jak się wszyscy dowiedzieli o tym, że się kochamy? - uniosłam lekko brwi. 
- Na koncercie. Trochę za sprawą Twittera i piosenki, a oni dodali fotki na Twitterze. 
- Cóż, stawiamy na oryginalność. - uśmiechnął się do mnie i zamknął laptopa. Jego spojrzenie padło na mój przegub.
- Jaki piękne masz bransoletki, ale wystarczyłaby ci tylko ta niebieska, no i może jeszcze te dwie wściekle różowe i czarna. 
- Yhy. - mruknęłam żując kanapkę. Spojrzałam na Harry'ego, który się delikatnie uśmiechał. Wyciągnęłam do niego rękę z kanapką i pomachałam mu nią przed nosem, a ten skinął głową i odgryzł kawałek. Przed chwilę jedliśmy  w milczeniu. 
- Co powiedziałabyś, gdybyśmy dziś pojechali do Holmes Chapel? To nie jest tak daleko, tylko 3 godziny jazdy, także wieczorem byśmy wrócili i zdążyli się spakować. Z resztą moja mama chciałaby cię w końcu poznać, a jesteśmy już parą od 6 miesięcy... 
- Dobrze, już dobrze. - zaśmiałam się, żeby ukryć lekkie zdenerwowanie. - Nie tłumacz się. Skoro chcesz, to możemy do niej pojechać. 
- Może akurat zastaniemy Gemmę, to poznasz i ją. 
- Świetnie. - powiedziałam bez przekonania i wzięłam kolejną kanapkę. 
- Katherine? Coś cię gryzie? - spytał jak zawsze troskliwy Harry. 
- Owszem, metka mi trochę przeszkadza. 
- Nie to miałem na myśli. 
- Wiem. - odparłam wzdychając. 
- Chyba nie powiesz mi, że się boisz mojej mamy? - widziałam, że ledwie hamuje śmiech. 
Cudownie. Oparłam się wygodnie o poduszki i zaczęłam patrzeć na grę świateł na suficie. Nie to żebym się bała mamy Harry'ego. Po prostu, w mocno stresujących sytuacjach, zapominam języka w gębie. Taa, a niby taka wygadana jestem. Rozmowa z dziennikarzami, albo wygłaszanie mowy w fundacji mnie nie stresuje, ale spotkania z rodziną przytłaczają mnie. Nade mną pojawiła się głowa Harry'ego. 
- Przecież moja mama cię nie zje. - uśmiechnął się zawadiacko. - Co najwyżej, skubnie raz czy dwa.
Pokręciłam głową. 
- To nie jest zabawne. 
- Przepraszam, że to powiem, ale nie wszystkie matki są takie jak twoja. 
- To też wiem. 
- Poza tym będę przy tobie i w każdej chwili będziemy mogli wyjść. 
- No dobrze, ale jak coś to mnie ratuj, o ile wcześniej nie padnę na zawał. 
- Dopilnujemy, żeby tak nie było, bo z kim pojadę zwiedzać Francję? 
- Zawsze możesz zabrać Larry'ego Stylinsona. 
- Zazdrosna? - spytał całując lekko moje usta. 
- I to jeszcze jak. - mruknęłam. - Ale koniec tego dobrego. Jeśli chcesz jechać do Holmes Chapel, to musimy się zacząć zbierać. - odsunęłam się od niego. - Jeśli wyjedziemy teraz na miejscu będziemy po trzynastej. Wypadałoby wrócić do domu po dwudziestej, żebym zdążyła się spakować. Także bylibyśmy tam tak ze cztery godzinki.
 - Tak jest, pani organizatorko. - wyszczerzył się jak głupi do sera i zasalutował. 
Poszłam znaleźć coś odpowiedniego na tą okazję. Spojrzałam na półkę z butami. Z tęsknotą patrzyłam na moje wszystkie buty na wysokich obcasach, ale i tak wiedziałam, że na razie mogę sobie o nich pomarzyć. Aż tak dobrze nie chodziłam. Ale jednego byłam pewna - zabiorę ze sobą na wyjazd tak ze trzy, cztery pary. W końcu od czegoś trzeba umrzeć, więc równie dobrze mogą mnie zabić buty. Taa, iście wisielcze poczucie humoru. Pięć minut później upatrzyłam odpowiedni strój. Zabrałam go do pokoju i położyłam na łóżku. Zastanawiałam się co robi Harry, ale skoro go tu nie było, to równie dobrze mogę sobie pomalować paznokcie. Pomalowałam je na delikatną żółć z czarnym wzorkiem na środku. Poczekałam aż wyschły i poszłam się przebrać [LINK], zrobiłam delikatny makijaż, zaczesałam włosy na prawe ramię i zrobiłam z nich luźnego warkocza. Zeszłam na dół. Harry siedział w salonie, przebrany w to [LINK] i oglądał telewizję. 
- Gotowa? 
- Owszem. 
- No to jedziemy. 
Wyłączył telewizor, wstał z kanapy i razem wyszliśmy z domu. Winda, garaż i już jechaliśmy ulicami Londynu. Trzy godziny jazdy minęły nam jak z bicza strzelił w przyjemnej atmosferze. W gruncie rzeczy, Holmes Chapel było trochę podobne do Winchester. Jeszcze kawałek drogi i byliśmy na miejscu. Harry zaparkował na podjeździe i wysiedliśmy z samochodu. 
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - złapał mnie za rękę i pocałował w czoło. 
- Mam taką nadzieję. - szepnęłam. 
Podeszliśmy do drzwi frontowych i Hazza nacisnął dzwonek. Po chwili otworzyła nam jego mama. Anna Cox we własnej osobie. Przełknęłam ślinę. Cholera, czego ja się tak boję. Anna uśmiechnęła się serdecznie do nas i zaprosiła do środka. Jeszcze raz przełknęłam ślinę i pomyślałam: "Obym przetrwała tą wizytę.", a zaraz potem uśmiechnęłam się najlepiej jak potrafiłam. Cóż, zobaczymy co z tego wyniknie. 

_________________ 
Przepraszam, że po tak długiej przerwie, ale wiadomo szkoła i te sprawy, a liceum to już nie przelewki. Rozdział dłuższy, także jest co czytać. Podoba się? Miłego weekendu. Buziaki. :* ~ unromanticigirl