sobota, 22 września 2012

Sypialniane "uroki", rozmowy i odwiedziny.

Jutro mieliśmy lecieć do Francji. To miał być nasz pierwszy cel. Aktualnie przebywaliśmy w moim mieszkaniu w Londynie. Leżałam w łóżku razem z Harrym. Głowę opierałam na jego ramieniu, a ręką rysowałam zawiłe wzory na nagim torsie Loczka, który jeszcze spał. Zastanawiałam się jak będzie wyglądała nasza podróż. Jako pierwszy przystanek wybraliśmy Paryż - miasto świateł i zakochanych. Francuski to piękny język. Tam nawet przekleństwa brzmią jak wyznania miłości. Skąd to wiem? Byłam już tam kiedyś z dziadkiem. Szliśmy przez pola elizejskie, kiedy zauważyłam dwóch kłócących się mężczyzn, chociaż dla mnie wyglądali jakby o czymś debatowali. Spytałam o czym o nimi rozmawiają. Dziadek powiedział, że się kłócą, przeklinają i wyzywają nawzajem swoje matki, a brzmiało to jak całkiem co innego. Ciekawe co? Usłyszałam donośne chrapanie.
- Nie no, chyba jaja sobie robisz. - mruknęłam, podniosłam głowę i zauważyłam głupkowaty uśmiech na twarzy Harry'ego.
Rzuciłam w niego poduszką i  zaraz usłyszałam stłumiony chichot.
- Idiota.
Chciałam wstać, ale złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- A pani gdzie się wybiera? - szepnął mi do ucha.
- Tam gdzie nie ma faceta, który chrapie głośniej, niż stado wilków wyje.
- Hmm... - oderwał się na chwilę od mojej szyi i spojrzał na mnie z psotnym błyskiem w oku. - Nie znam nikogo takiego. Mam być zazdrosny?
- Może. - odparłam zalotnie.
- Ja się tak łatwo nie dam. Mmm... co my tu mamy? - spojrzał na mnie tak, jakbym była towarem na targu i zastanawiał się czy warto mnie kupić.
- Weź tak na mnie patrz. Czuję się jak rzadki okaz w cyrku.
- Ooo, nie wiedziałem, że mamy cyrk. Na pewno zrobimy furorę w Paryżu. - Hazza wyszczerzył się do mnie.
- I czym mam niby być? Foczką? Ou, ou. - wydałam dźwięk imitujący fokę i zaklaskałam.
- Nieee, ty nie spełnisz kryteriów. Foczki są słodkie i uwielbiają ryby, a ty ich wręcz nie cierpisz.
Pchnęłam Harry'ego na poduszki i usiadłam na nim okrakiem. Rzuciłam mu spojrzenie spode łba.
- Czy ty właśnie zarzuciłeś mi, że nie jestem słodka? Zginiesz marnie.
- Ja tego nie powiedziałem. - bronił się.
- Czyżby? - uniosłam brwi. - Wiesz, bo tak to zabrzmiało.
- Nie dałaś mi dokończyć. Moim zdaniem, koty są słodsze, a ty mi się kojarzysz z kotem, bo czasami pokazujesz pazurki. Zaśmiałam się.
- I to ma być podryw na słynnego Harry'ego Stylesa? - opadłam na łóżko obok niego, wijąc się ze śmiechu. - To już mój pies lepiej zarywa do suczek w parku.
- To było wredne. - zrobił smutną minkę. - To był podryw na Harry'ego z Holmes Chapel.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Ooooch, to taki słodziak. - zachwycałam się. - A do tego niebotycznie seksowny. - skierowałam rozmarzony wzrok na Loczka.
- Znasz go może? Poznasz mnie z nim? Proszę, proszę, proooszę.
- To ja już ci nie wystarczam? - pokręcił głową. - Co za niewyżyta kobieta. - mruknął pod nosem. Zaśmiałam się tylko i pochyliłam się, żeby go pocałować. Harry przewrócił mnie na plecy i pogłębił pocałunek. Nasze języki walczyły o dominację. On gładził moją szyję, talię i biodra, a ja wplatałam mu palce we włosy. Uwielbiałam to robić. Oderwaliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć trochę powietrza. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
 - Kocham cię. - szepnął.
- Ja ciebie też. - odparłam z uśmiechem.
Jeszcze przez chwilę patrzyliśmy na siebie. Hazza zaczął całować moją szyję, piersi, gryzł je lekko. Czułam niewysłowioną rozkosz. Moje pożądanie sięgało zenitu. Chciałam nie tylko brać, ale też dawać rozkosz. Pchnęłam go lekko na poduszki i namiętnie pocałowałam. Łóżko zawsze było dla nas wyzwaniem. Częsta walka o dominację, staranie się zaspokoić najskrytsze seksualne pragnienia partnera, czułość, czerpanie przyjemności... Chociaż pod niektórymi względami mieliśmy całkowicie odmienne zdanie i nie baliśmy go okazywać, to jednak w tej kwestii zgadzaliśmy się ze sobą. Dalej wiecie co się działo. Czemu nie opiszę tego? Hmm... hahaha. Musicie się obejść smakiem.
  * Dwie godziny później. *
 Leżałam samotnie w łóżku, po bardzo udanym seksie. Gdzie się podział Harry, spytacie. Poszedł sobie przywłaszczyć moją kuchnię. Patrzyłam się na sufit nie myśląc o niczym konkretnym. Nagle zadzwonił mój telefon. Nie sprawdzając kto to, odebrałam.
- Czego? - spytałam.
- Na ciebie też napadli kosmici? Nie no, wy to macie u nich powodzenie. - odparł "ktoś".
- Że co? Yyy... - zastanawiałam się kto to.
- Michael? - strzeliłam.
- Nie, Otton III. - powiedział z sarkazmem.
- Aha, jak miło. Kogo napadli kosmici, cesarzu?
- Darcy. Dokładnie ta sama postawa co ty. Głos lekko schrypnięty, ledwo kontaktuje i cały czas chichoce.
- Ja nie chichoce? - odparłam. - Nie chcę uwłaczać twojej inteligencji, ale możesz wyrazić się jaśniej?
- Hahaha. - zaczął rżeć jak koń. - Nie no, ty to masz gorszego zamuła niż Dar.
Wywróciłam oczami i westchnęłam.
- Ty to chcesz, żebym koniecznie wyłączyła telefon? - zagroziłam.
- Nie no, ależ skąd. Po prostu ty i Darcy jesteście baaaardzo rozmowne po akcie miłosnym, który po nagraniu byłby pornosem roku.
- Wiesz Mike, mnie to nie bawi.
- Ale mnie owszem.
- Chciałeś coś konkretnego? - spytałam ozięble.
- Uuu... powiało chłodem. Cóż chciałem się z wami spotkać i zorganizować jakiś wspólny wypad, ale Darcy nie ma w mieście, bo jest w tym waszym domku w zatoczce w Dorset... z Zaynem.
- Ooo... biedactwo. Stęskniłeś się za nami.
- Noo. - powiedział smutno.
- Kurde, muszę ci znaleźć dziewczynę.
- A co jeśli jestem gejem? - przekomarzał się ze mną.
- Geje tak nie całują.
- A co całowałaś się z gejem?
- A ty całowałeś się z lesbijką? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Ludu, ta rozmowa była taka dziwna. Przeciągnęłam się i ułożyłam wygodnie na boku.
- Hmm... całowałem się z taką jedną co była bi, więc można powiedzieć, że tak.
Skrzywiłam się, ale w duchu się śmiałam.
- To było pytanie retoryczne. Zaraz nie muszę znać takich szczegółów.
- No i z nią spałem ze dwa razy.
- Michael! - krzyknęłam zgorszona. - To było chamskie. - nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- Ale za to jakie zabawne. To byłaby szansa, żebyśmy się spotkali ot tak?
- Nie mam pojęcia, czy Harry czegoś nie zaplanował na dziś, a jutro lecę z nim do Francji i nie będzie nas do  końca sierpnia.
- I dopiero teraz mi to mówisz? Wredota.
- Też cię kocham.
- Od razu lepiej.
- Nic, no to spotkamy się jak wrócisz z wakacji. Wtedy wszystko mi opowiesz.
- Okej. Pa.
- Pa cudaku. Trzymaj się. - powiedział i rozłączył się.
Westchnęłam. Na serio muszę mu znaleźć dziewczynę. Taki jeden nie do pary. Och, bym zapomniała o Niallu... i Nathanie, który nie odzywa się do mnie już z pół roku, czyli tyle, ile jestem już z Harrym. Przyczyna? On mnie kocha, tzn. kochał mnie kiedy się widzieliśmy w marcu, a teraz to nie wiem. Zakryłam sobie twarz poduszką. Lepiej by było dla niego, gdyby się wcale we mnie nie zakochał, albo przynajmniej mi tego nie mówił. Chcąc się wyrwać z ponurych myśli, wstałam z łóżka, nałożyłam koszulkę Harry'ego i zeszłam do kuchni. Mój luby zawzięcie coś kroił, podśpiewując coś sobie. Oparłam się o futrynę i przyglądałam mu się. Po chwili się zorientowałam, że śpiewa naszą piosenkę.
- Może ci pomóc? Będzie szybciej, bo głodna jestem. - marudziłam.
- Wyjdź z mojej kuchni! - zrobił minę wielkiego kucharza. - Nie widzisz, że tworzę arcydzieło, kobieto?
- Kucharz od siedmiu boleści. - mruknęłam po polsku.
- Coś mówiłaś?
- Nie. - odparłam ze śmiechem i wróciłam na górę.
Wzięłam prysznic i ubrałam się w to [LINK]. Z laptopem na kolanach oparłam się o zagłowię łóżka. Zajrzałam na Twittera. Zayn dodał zdjęcia. Kiedy zobaczyłam pierwsze myślałam, że padnę. Na nim Malik siedział na moim nieszczęsnym drzewie, z którego kiedyś spadłam i to na tej samej gałęzi. - "Zdobywam "szczyty" w Dorset". - przeczytałam. 
Dodałam komentarz. => TT: This is my tree. ;> 
Na kolejnym leżał na trawie, potem Darcy wyglądająca przez okno, Darcy śpi, Zayn ją przytula, a na ostatnim całuje w policzek. Teraz to mnie zatkało. Czyżby postanowili się w końcu ujawnić? 
Dopisek przy ostatnim zdjęciu - "Mój skarb. xx" - mówił sam za siebie. 
=> TT: My sweethearts. :) 
Otworzyłam Photobloga i zaczęłam pisać notkę. Wybrałam zdjęcie z Pemberley. Było to jedno z normalniejszych zdjęć, bo tak na ogół większość nie nadawała się do wstawienia gdziekolwiek. Na tym zdjęciu, Harry wziął mnie na "barana", a chłopcy wykorzystywali moje kule jako broń. Taa, oryginalnie. 
"W ostatnich komentarzach pojawiła się masa pytań. Odpowiadanie na każdy z osobna, zajęłoby masę czasu. Tak więc, mam się już dobrze. Nie dawno wróciłam do Londynu. To miasto zawsze tętni życiem. :D Co planują chłopaki w swój czas wolny? Szczerze, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że chcą maksymalnie wypocząć, żeby wrócić w pełni sił na  koncerty. :) Moje plany? Są wakacje, więc przede wszystkim wypoczynek i dobra zabawa. Czy 1D zamierzają przyjechać do Polski? Hmm... nie pytałam się ich o to, ale zawsze mogę spytać. :D Także cierpliwości dziewczyny, wszystko w swoim czasie. :) Dobra będę kończyć, bo mój osobisty kucharz niesie mi śniadanko. Buziaki.:*" 
 Dodałam notę, w sam raz jak Harry przyniósł tacę z jedzeniem. Pachniało pysznie. Przesunęłam się na łóżku, żeby mu zrobić miejsce. 
- Co tam oglądasz? - spytał Loczek, kładąc tacę między nami. 
- Sam popatrz. - odparłam i z zadowoleniem podałam mu laptopa, a ten aż gwizdnął z wrażenia. 
- Trzeba przyznać, że macie niekonwencjonalne sposoby wyznawania miłości. - powiedziałam i wgryzłam się w kanapkę. 
- Co masz na myśli? 
- A jak się wszyscy dowiedzieli o tym, że się kochamy? - uniosłam lekko brwi. 
- Na koncercie. Trochę za sprawą Twittera i piosenki, a oni dodali fotki na Twitterze. 
- Cóż, stawiamy na oryginalność. - uśmiechnął się do mnie i zamknął laptopa. Jego spojrzenie padło na mój przegub.
- Jaki piękne masz bransoletki, ale wystarczyłaby ci tylko ta niebieska, no i może jeszcze te dwie wściekle różowe i czarna. 
- Yhy. - mruknęłam żując kanapkę. Spojrzałam na Harry'ego, który się delikatnie uśmiechał. Wyciągnęłam do niego rękę z kanapką i pomachałam mu nią przed nosem, a ten skinął głową i odgryzł kawałek. Przed chwilę jedliśmy  w milczeniu. 
- Co powiedziałabyś, gdybyśmy dziś pojechali do Holmes Chapel? To nie jest tak daleko, tylko 3 godziny jazdy, także wieczorem byśmy wrócili i zdążyli się spakować. Z resztą moja mama chciałaby cię w końcu poznać, a jesteśmy już parą od 6 miesięcy... 
- Dobrze, już dobrze. - zaśmiałam się, żeby ukryć lekkie zdenerwowanie. - Nie tłumacz się. Skoro chcesz, to możemy do niej pojechać. 
- Może akurat zastaniemy Gemmę, to poznasz i ją. 
- Świetnie. - powiedziałam bez przekonania i wzięłam kolejną kanapkę. 
- Katherine? Coś cię gryzie? - spytał jak zawsze troskliwy Harry. 
- Owszem, metka mi trochę przeszkadza. 
- Nie to miałem na myśli. 
- Wiem. - odparłam wzdychając. 
- Chyba nie powiesz mi, że się boisz mojej mamy? - widziałam, że ledwie hamuje śmiech. 
Cudownie. Oparłam się wygodnie o poduszki i zaczęłam patrzeć na grę świateł na suficie. Nie to żebym się bała mamy Harry'ego. Po prostu, w mocno stresujących sytuacjach, zapominam języka w gębie. Taa, a niby taka wygadana jestem. Rozmowa z dziennikarzami, albo wygłaszanie mowy w fundacji mnie nie stresuje, ale spotkania z rodziną przytłaczają mnie. Nade mną pojawiła się głowa Harry'ego. 
- Przecież moja mama cię nie zje. - uśmiechnął się zawadiacko. - Co najwyżej, skubnie raz czy dwa.
Pokręciłam głową. 
- To nie jest zabawne. 
- Przepraszam, że to powiem, ale nie wszystkie matki są takie jak twoja. 
- To też wiem. 
- Poza tym będę przy tobie i w każdej chwili będziemy mogli wyjść. 
- No dobrze, ale jak coś to mnie ratuj, o ile wcześniej nie padnę na zawał. 
- Dopilnujemy, żeby tak nie było, bo z kim pojadę zwiedzać Francję? 
- Zawsze możesz zabrać Larry'ego Stylinsona. 
- Zazdrosna? - spytał całując lekko moje usta. 
- I to jeszcze jak. - mruknęłam. - Ale koniec tego dobrego. Jeśli chcesz jechać do Holmes Chapel, to musimy się zacząć zbierać. - odsunęłam się od niego. - Jeśli wyjedziemy teraz na miejscu będziemy po trzynastej. Wypadałoby wrócić do domu po dwudziestej, żebym zdążyła się spakować. Także bylibyśmy tam tak ze cztery godzinki.
 - Tak jest, pani organizatorko. - wyszczerzył się jak głupi do sera i zasalutował. 
Poszłam znaleźć coś odpowiedniego na tą okazję. Spojrzałam na półkę z butami. Z tęsknotą patrzyłam na moje wszystkie buty na wysokich obcasach, ale i tak wiedziałam, że na razie mogę sobie o nich pomarzyć. Aż tak dobrze nie chodziłam. Ale jednego byłam pewna - zabiorę ze sobą na wyjazd tak ze trzy, cztery pary. W końcu od czegoś trzeba umrzeć, więc równie dobrze mogą mnie zabić buty. Taa, iście wisielcze poczucie humoru. Pięć minut później upatrzyłam odpowiedni strój. Zabrałam go do pokoju i położyłam na łóżku. Zastanawiałam się co robi Harry, ale skoro go tu nie było, to równie dobrze mogę sobie pomalować paznokcie. Pomalowałam je na delikatną żółć z czarnym wzorkiem na środku. Poczekałam aż wyschły i poszłam się przebrać [LINK], zrobiłam delikatny makijaż, zaczesałam włosy na prawe ramię i zrobiłam z nich luźnego warkocza. Zeszłam na dół. Harry siedział w salonie, przebrany w to [LINK] i oglądał telewizję. 
- Gotowa? 
- Owszem. 
- No to jedziemy. 
Wyłączył telewizor, wstał z kanapy i razem wyszliśmy z domu. Winda, garaż i już jechaliśmy ulicami Londynu. Trzy godziny jazdy minęły nam jak z bicza strzelił w przyjemnej atmosferze. W gruncie rzeczy, Holmes Chapel było trochę podobne do Winchester. Jeszcze kawałek drogi i byliśmy na miejscu. Harry zaparkował na podjeździe i wysiedliśmy z samochodu. 
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - złapał mnie za rękę i pocałował w czoło. 
- Mam taką nadzieję. - szepnęłam. 
Podeszliśmy do drzwi frontowych i Hazza nacisnął dzwonek. Po chwili otworzyła nam jego mama. Anna Cox we własnej osobie. Przełknęłam ślinę. Cholera, czego ja się tak boję. Anna uśmiechnęła się serdecznie do nas i zaprosiła do środka. Jeszcze raz przełknęłam ślinę i pomyślałam: "Obym przetrwała tą wizytę.", a zaraz potem uśmiechnęłam się najlepiej jak potrafiłam. Cóż, zobaczymy co z tego wyniknie. 

_________________ 
Przepraszam, że po tak długiej przerwie, ale wiadomo szkoła i te sprawy, a liceum to już nie przelewki. Rozdział dłuższy, także jest co czytać. Podoba się? Miłego weekendu. Buziaki. :* ~ unromanticigirl

27 komentarzy:

  1. Katherine? Coś cię gryzie?- spytał jak zawsze troskliwy Harry.
    -Owszem, metka mi trochę przeszkadza


    najlepsze <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny jak zawsze ! ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie Rozdział <333

    OdpowiedzUsuń
  4. No ba mega jak zawsze ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham długie rozdziały !

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie , ciekawie ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Katherine Najlepsza ^^ ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Długie rozdziały są najciekawsze ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooo. Fajnie , faaaaajnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham twoje opowiadanie xxx

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajebistyy :D <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekam na nexta... ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaglądam tutaj codziennie ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Nic dodac nic ująć !

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniały rozdział

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawe co będzie dalej.? ;p

    OdpowiedzUsuń