wtorek, 28 maja 2013

Wrzesień - powtórka z rozrywki.

Wrzesień minął nam w całkiem miłej atmosferze. Wszystko szło ku lepszemu.
Moje szpilki nareszcie wróciły do łask, Megan zadomowiła się u mnie, a chłopcy postanowili sprzedać swój wspólny dom.
Harry kupił własne mieszkanie, bo nie byłam jeszcze gotowa na to, żeby razem zamieszać. Nie po tym, co się stało w sierpniu. Jednak te wydarzenia pozostawiły na moim sercu jakąś rysę.
Darcy i Zayn kupili wspólne mieszkanie, co, moim zdaniem, było świetnym posunięciem. Louis i Eleanor także zamieszkali razem.
Między Liamem a Danielle działo się coś złego, tylko nie potrafiłam określić co. Lecz kiedy powiadomili mnie, że zerwali ze sobą, miałam wrażenie, jakbym dostałą obuchem w głowę. Bardzo nieprzyjemne uczucie.
Co do Nialla, kiedy chłopcy postanowili sprzedać mieszkanie, chłopak był lekko zdezorientowany i smutny. Widziałam, że nie chciał zamieszkać sam. W końcu zaproponowałam mu, aby zamieszkał u mnie. Był wniebowzięty, czego nie mogłam powiedzieć o Meg. Dlaczego? Bo, że tak powiem, dziewczyna zagięła parol na Pana Horana. Obserwowanie ich było zabawnym doświadczeniem. Megan, za każdym razem, kiedy Niall na nią spojrzał, zaraz paliła cegłę. W ogóle strasznie się wstydziła chłopaków.
Następnego dnia, zaraz po moim powrocie ze szpitala, zrobiliśmy sobie miły wieczór w towarzystwie przyjaciół. Świetnie się bawiliśmy, piliśmy, śmialiśmy się, graliśmy w głupie gry. Taka tam powtórka domówki. Jedynie Meg nie chciała do nas dołączyć. Chodziłam do niej i namawiałam ją, ale powiedziała, że zadowoli się książką. Okey, zostawiłam ją. Półgodziny później swoich sił próbował Hazza. Też nic nie wskórał. Wrócił do nas z kwaśną miną i poduszką w ręku.
- Dostałem poduszką w twarz. - dąsał się. - A byłem naprawdę miły.
- Moje biedactwo. - przytuliłam go. - Zostałeś znokautowany przez młodszą od siebie dziewczynę. - zakpiłam, a reszta wybuchła śmiechem.
- To nie jest śmieszne. - obraził się jeszcze bardziej.
Postanowiliśmy dać sobie spokój i bawić się dalej.
Znowu obściskiwałam się z Hazzą na blacie kuchennym. Jednak, tym razem nikt na mnie przeszkodził. Darcy i Zayn byli zbyt zajęci szukaniem stanika Dar, który, podczas gry w butelkę, dobrze ukryłam. Taa, złośliwa jestem.

* Perspektywa Nialla. *

Impreza trwała w najlepsze, a ona wciąż nie schodziła. Ciekawiło mnie dlaczego. Ewidentnie unikała naszego towarzystwa. Korzystając z chwilowej nieuwagi innych, czmychnąłem na górę. Było tu nieco ciszej. Spod drzwi na końcu korytarza, wydobywała się smuga światła. Zapukałem delikatnie i uchyliłem drzwi. Chwilę później zostałem znokautowany przez książkę.
- O Boże! Przepraszam Niall. Naprawdę nie chciałam. Myślałam, że to znowu był Harry.
- Ładne mi powitanie. - mruknąłem masując policzek. - Ale nic się nie stało. Aż tak bardzo nie ucierpiałem.
- To dobrze. - miała minę jakby naprawdę jej ulżyło. - Jeśli przyszedłeś tu w tym samym celu, co Hazza, to nic tu po tobie. Ja nie zejdę na dół.
- Mogę wejść? - spytałem po prostu.
- Okeeeey. - odparła patrząc na mnie dziwnie.
Pokój był całkiem ładny, urządzony ze smakiem. Mimo że dość często odwiedzałem Katherine, jakoś nigdy nie widziałem tego pokoju.
Pokój Megan.
- Ładnie tu. - mruknąłem.
- Też tak myślę. - odparła.
Raptem zrobiło się tak jakoś niezręcznie, nie wiedzieliśmy o czym mamy ze sobą rozmawiać. Wtedy zauważyłem zdjęcia poustawiane na półce. Podszedłem bliżej, aby lepiej się im przyjrzeć. 
- To twoja mama? - wskazałem na fotografię.


- Tak. Jechałyśmy wtedy na zakupy. To było 2 miesiące przed wypadkiem samochodowym, w którym zginęła. - parzyła na zdjęcie niewidzącym wzrokiem.
- Przykro mi. 
- Mnie też jest przykro, ale nie zawsze jest słodko i cudownie. Czasami życie nieźle kopie nas w tyłek. - zamilkła na chwilę. - Najgorsze jest to, że ona jechała wtedy po mnie. Zadzwoniłam do niej, żeby zabrała mnie ze szkoły, bo spóźniłam się na autobus. Padał deszcz, samochód wpadł w poślizg, a ona zginęła na miejscu. Od tamtej pory, nigdy nie jeżdżę samochodem, kiedy pada deszcz.
- A ty czujesz się winna? - spytałem, jednocześnie podchodząc do niej i próbując ją przytulić, lecz ona się ode mnie odsunęła.
- A kto by się nie czuł?! Z własnej głupoty, spóźniłam się na ten cholerny autobus, a moja matka teraz nie żyje. - westchnęła i potrząsnęłam głową, jakby odganiała niechciane myśli. - Po co ja ci to w ogóle opowiadam.
- Nie wiem, ale cieszę się, że mi to powiedziałaś.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się nieśmiało, po czym podeszła do łóżka, usiadła na nim, opierając się o ścianę i poklepała miejsce obok siebie.
Spędziliśmy sporo czasu na rozmowie o mniej lub bardziej błahych sprawach.

*Tymczasem gdzieś w mieszkaniu Katherine.*

- Zayn, do cholery, gdzie jest ten stanik!
- Nie wiem, ale bez niego też dobrze wyglądasz. Mmm... bardzo seksownie.
- Ty byś tylko o jednym myślał. - pokręciła głową, rozglądając się po mieszkaniu. - Nie mam zamiaru mieć obwisłych piersi, więc do cholery jasnej, pomóż mi go znaleźć.
- No już nie wściekaj się tak. Na pewno go zaraz znajdziemy.
- Ona zrobiła to celowo. Za każdy raz, kiedy jej przerwałam.
- Trzeba przyznać trochę tego było. Też bym się wkurwił. - przyznał z namysłem. - Jest dobrze, a nawet cudownie, a tu raptem czar pryska, bo ktoś ci przerywa. Nie fajnie. 
- A ciebie co zebrało na refleksje.
- No bo, w sumie, to my dawno to robiliśmy. - zrobił niewinną minę. - Nie przesadzaj, Malik. Wcale nie tak dawno.
- Dla mnie 2 tygodnie, to jednak dawno. - rzucił mi znaczące spojrzenie.
- Zaczynam się martwić, że ciebie interesuje tylko sfera fizyczna naszego związku.
- Nie gadaj bzdur. Dobry seks, to tylko bonus. Liczysz się ty.
Darcy lekko się zarumieniła. Przemierzali kolejny pokój gościnny, w poszukiwaniu stanika.
- Kochasz ty mnie jeszcze? - spytała dziewczyna spoglądając niepewnie na Mulata, delikatnie marszcząc przy tym czoło.
- Oczywiście, że tak. Jestem cały twój. - uśmiechnął się, gładząc policzek Darcy.
- A mógłbyś mi to udowodnić? - spytała lekko przygryzając wargę, co skierowało jego wzrok na jej usta.
Zayn wziął dziewczynę w ramiona, a następnie położył ją na łóżku. Jego głowa nalazła się w zagłębieniu między barkiem a szyją, po czym zaczął je delikatnie całować, skubać zębami i lizać. Jego gorący oddech zbliżył się do jej ucha.
- Mam dalej udowadniać? - spytał, przygryzając płatek ucha, co wywołało jej jęk rozkoszy.
- Tak, Panie Malik. - odpowiedziała z prostotą, rozkoszując się słodkimi torturami.
Ich ubrania powoli lądowały na podłodze. Każdy ich dotyk przepełniony był miłością, a także chęcią zadowolenia partnera. Postronny obserwator mógł uznać ich zbliżenie za zwykłe zaspokojenie niekontrolowanej chuci, ale jeśli przyjrzysz się głębiej, zauważasz, że po powłoką niesłabnącego erotyzmu, kryła się tkliwość, delikatność, czułość, a przede wszystkim obezwładniająca miłość.

________________________
Po dość długiej przerwie, pojawił się kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Nie mam pojęcia, kiedy dodam kolejny, także cierpliwości.


Buziaki. xx

~ unromanticgirl

czwartek, 9 maja 2013

Szpital, nowa współlokatorka i szokująca Darcy.

Patrząc na to teraz, muszę stwierdzić, że głupotą było to, co zrobiłam. Serio. Powinnam wcześniej iść do lekarza, a nie bagatelizować sprawę. Ale tak już jest, że człowiek jest zawsze mądry po fakcie.
Aktualnie znajduję się w szpitalu, prawdopodobnie na intensywnej terapii. Czemu prawdopodobnie? Bo, jakby to ująć, jestem nieprzytomna, ale słyszę wszystko, co dzieje się dookoła mnie. Trochę głupio, bo nie mogę ruszyć ani ręką, ani nogą, a tego co już się nasłuchałam... bez komentarza.
Najgorsze było to, że wszyscy myśleli, że chciałam się zabić, nawet lekarze. No błagam was, niby z jakiego powodu? Bo pokłóciłam się z Harrym i wróciłam do Londynu? Fakt faktem, pokłóciłam się z nim, ale jakoś nie słyszałam słów zerwania. W każdym bądź razie, ja z nim nie zerwałam, nie wiem jak on, ale ja nie, dlatego określmy to jako tymczasową separację. Ale i tak to nie jest wystarczający powód.
W takich momentach jak ten, poważnie zaczynam się martwić o dzisiejszą służbę zdrowia. No bo niby lekarz mówił mi przy wypisie, że plecy mogą mnie czasami trochę pobolewać, ale do cholery!, nie przy każdym najmniejszym ruchu. Coś zdecydowanie było nie tak i ja tu widziałam błąd lekarza.
Niech się tylko ocknę, a ja już sobie z nimi pogadam, zaraz po tym jak przekonam ich, że to nie była próba samobójcza.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Szedł powoli, jakby z lekkich przestrachem. Znałam te kroki. To musiał być Hazza. Usiadł obok mnie i wziął za rękę.
- Cześć Katherine.
Błagam, tylko nie kolejny monolog o poczuciu winy, pomyślałam, po prostu nie zdzierżę tego.
- Tęsknię za tobą, wiesz?
Naprawdę? Jeszcze nie tak dawno, moje towarzystwo ci przeszkadzało. Tak, jestem na niego trochę zła, ale z drugiej strony, wiem jak się teraz musi czuć.
Zapadło niezręczne milczenie, a po chwili poczułam, jak ścisnął moją dłoń.
- Tak bardzo mi przykro. Zachowałem się jak totalny idiota. Powinienem był ci zaufać, ale wtedy... nie myślałem racjonalnie. Byłem nieźle wstawiony, zazdrosny i wściekły. - westchnął. - Trochę głupio gadać do nieprzytomnej osoby. Zupełnie jakbym gadał sam do siebie.
A co powiedzieć mam ja?! Mogę mu nazwymyślać od najgorszych, a on i tak nic nie usłyszy. Może to i lepiej, a jednak było to frustrujące.
Wtedy drgnęła mi dłoń. Ta, którą ściskał Harry. Od razu cały zesztywniał.
- Kath, czy ty mnie słyszysz? Spróbuj jeszcze raz ruszyć ręką. - powiedział z nadzieją.
Spróbowałam się poruszyć, ale nic się nie stało. Widocznie moje ciało było jeszcze ociężałe po lekach, które zażyłam. Cóż, taki urok.
Czas ciągnął mi się niemiłosiernie. Ludzie wchodzili i wychodzili, rozmawiali i milczeli. Powoli wszystko wracało do normy. Nie wiem ile czasu upłynęło, zanim się obudziłam.
Kiedy otworzyłam oczy, w sali panował półmrok, a na krześle, z głową opartą  na łóżku, spała Darcy. Widać było, że jest wykończona, na co wskazywały podkrążone oczy. Nie miałam serca jej budzić, dlatego ułożyłam się wygodniej, pośród tej plątaniny kabli i próbowałam zasnąć. Jednak mój ruch obudził ją. Zaraz zerwała się jak oparzona.
- Matko! Katherine, ale nam napędziłaś stracha. Co ci strzeliło do łba, że to zrobić?!
Chciałam jej odpowiedzieć, ale ledwo wychrypiałam:
 - Wody.
Szybko podała mi szklankę, a ja łapczywie piłam, kojąc wysuszone na wiór gardło.
- To dlaczego to zrobiłaś? Wiesz, że Harry nie jest tego wart.
Miliony słów cisnęły mi się na usta, jednak byłam zbyt osłabiona, żeby wszystko jej tłumaczyć.
- Kręgosłup. - wyszeptałam.
- Co?
- Kręgosłup.
- No to usłyszałam, ale co on ma wspólnego z Hazzą?
Pokręciłam gniewnie głową, co spowodowało, że zrobiło mi się ciemno przed oczami, dlatego zamknęłam je.
- Nic. To nie... przez... Harry'ego. Bolały mnie... plecy.
- I wzięłaś za dużo tabletek? To nie jest normalne. - odparła nie przekonana moją wymówką.
- Jakby... moje życie... było normalne. - mruknęłam.
- Wszyscy martwiliśmy się o ciebie. - westchnęła i podniosła się z krzesła - Pójdę po lekarza. - otwierał już drzwi, jednak się zatrzymała. - Był tutaj twój wuj.
- Jonathan czy Jack?
- Jonathan. Miał do ciebie jakąś pilną sprawę, ale nie wiem o co może chodzić.
- Dzięki.
Później też nie było za ciekawie. Badania, spotkania z psychologiem, wyjaśnienia, kolejne badania. Normalnie szlag jasny mnie trafiał.
Co do mojego kręgosłupa - miałam rację. Operacja, tuż po katastrofie lotniczej, nie została przeprowadzona zbyt dokładnie, także miałam prawo zaskarżyć chirurga, który wykonywał operację. Ten błąd lekarski mógł mnie kosztować zbyt wiele. Mogłam doznać paraliżu od pasa w dół. Wszystko za sprawą fragmentu kadłuba samolotu, nie większego od zwykłej szpilki. To "coś" urażało nerwy, dlatego cały czas bolały mnie plecy, a szamotanina z Nathanem sprawiła, że odłamek wbił się między kręgi kręgosłupa i jeszcze bardziej urażał nerwy. Cudowne uczucie nieprawdaż?
Jednak nie zaskarżyłam tego lekarza, bo miałam wystarczająco problemów, żeby jeszcze latać po sądach.
Kilka dni później operacja została pomyślnie przeprowadzona, a ja, gdzieś pod powłoką bólu spowodowanego szwami, poczułam dojmującą ulgę.
Co do mnie i Hazzy - to i owo sobie wyjaśniliśmy. Możecie uznać mnie za idiotkę, ale wybaczyłam mu to, że mi nie ufał i znów jesteśmy razem.
Wokół tego, że jestem w szpitalu, zrobił się niezły szum medialny. Nie obyło się bez licznych spekulacji. Dopóki nie odzyskałam przytomności, nikt nie podał oficjalnej przyczyny mojego pobytu tutaj. Dzięki Bogu i zapewne Scottowi, nikt się nie dowiedział, że z początku uważano to za próbę samobójczą. Chyba będę musiała dać Scottowi premię, a nawet na pewno. Także oficjalna wersja jest taka, że trafiłam do szpitala z powodu problemów z kręgosłupem, co nie jest nawet kłamstwem.
Wracając do wuja Jonathana czy też Johnny'ego, jak nazywają go najbliżsi. Nigdy bym się nie spodziewała, że mnie o to poprosi. No bez jaj. Wujek Johnny poprosił mnie, żebym zaopiekowała się jego córką, Megan. Jego praca wymaga stałych wyjazdów, przez co nigdzie nie zagrzali dłużej miejsca.  Ostatnio mieszkali w Nowym Jorku, ale teraz wuj będzie przez jakiś czas w Australii. Meg nie uszczęśliwiają ciągłe przeprowadzki, a teraz jeszcze musiała się rozstać z chłopakiem, przez kolejne przenosiny. Dlatego wuj chciał, żeby Megan zamieszkała u mnie, o ile oczywiście się zgodzę, co akurat zrobiłam.
Nie wiele pamiętam Meg  Ostatni raz ją widziałam, kiedy miała z sześć lat, a ja siedem. Była małą rozbrykaną dziewczynką ze słodkimi loczkami, typowymi dla żeńskiej części klanu Glassów i aparatem na zębach. Teraz ma siedemnaście lat i jest rozgoryczona wyjazdem z wielkomiejskiego Nowego Jorku do deszczowego Londynu. Wiem, pakuję się w kłopoty, ale czego się nie robi dla rodziny.
W końcu dostałam ten cholerny wypis i mogłam wrócić do domu. To było to na co czekałam od tych dwóch tygodni spędzonych w szpitalu, w ciągu których Megan zdążyła się do mnie wprowadzić, a wuj wyjechać. Rolę tymczasowej niańki odgrywała Darcy. Zanim się zgodziła, musiałam ją błagać godzinę, ale w końcu ją ubłagałam, zaraz po tym, jak obiecałam jej dać zapasowe klucze do domku nad jeziorem w Dorset,ale wolę nie wiedzieć po co jej one.
Hazza pakował moje ostatnie pozostawione rzeczy, a ja spokojnie się przebierałam [LINK]. Zaraz potem pojawiła się pielęgniarka z moim wypisem i mogliśmy już jechać.
Miałam nadzieję, że jak wrócę do domu, w końcu zaznam trochę spokoju, ale kiedy byliśmy już na miejscu, zrozumiałam, że jest to nie możliwe. W mieszkaniu byli chyba wszyscy: Liam, Danielle, Eleanor, Louis, Niall, Zayn, Darcy, Megan, Michael, Toni (a ona co tu robi?!),  no i ja z Harrym. A i nie zapomnijmy o pudłach walających się dosłownie wszędzie. Miałam ochotę walić głową w ścianę. Darcy, widząc moją minę, podbiegła do mnie i delikatnie przytuliła.
- No chodź, słoneczko. Powinnaś się położyć. - powiedziała i pociągnęła w stronę schodów.
- Dziękuję. - szepnęłam i oparłam się o nią.
Kiedy znalazłam już się w ciepłym łóżku, od razu poczułam się lepiej.
- Mam sobie iść i zabawiać to stadko na dole czy zostać z tobą?
- Jak chcesz. Mi to obojętne. - mruknęłam zakopując się w pościeli.
-Ahaaaaaa. Uwaga! - krzyknęła, a potem poczułam, jak skoczyła na łóżko.
Zachichotałam.
- Tobie to nigdy się nie znudzi.
- No co, to łóżko jest wręcz do tego stworzone.
- Skoro tak uważasz... - uśmiechnęłam się.
- No chodź już. - wyciągnęła do mnie ręce i już po chwili leżałam przytulona do jej ramienia. - Od razu lepiej.
- Stęskniłam się za tobą.
- Ja za tobą też.
- To może opowiesz mi co się tutaj działo i co w ogóle robi tu Toni. Nie spodziewałam się jej tutaj.
- To ty nie wiesz? Dziwne, że Mike ci się jeszcze nie pochwalił. On i Toni chodzą ze sobą.
- Mówisz serio?! Przecież mówiła, że nigdy się z nim nie umówi, po tym jak wylał na nią wazę ponczu.
- Miłość nigdy nie kieruje się logiką, a ty powinnaś wiedzieć o tym najlepiej.
- Czy to jakaś aluzja?
- No co ty. Swoją kochaniutką Darcy o coś podejrzewasz? Nie ładnie panno Glass.
- A panna Spencer jak zwykle wygadana. - zaśmiałam się, a ona zbyła to machnięciem ręką.
- Oj przestań. Chcesz wiedzieć co się tu działo, to przestań się śmiać.
- Okej, okej.
- No cóż... - zaczęła wyliczać na palcach. - Przegapiłaś urodziny Liama, premierę Live While We Young, urodziny Nialla, mój wernisaż, to jak przyłapaliśmy z Zaynem Michaela z Toni w kiblu na moim wernisażu...
- Hahaha, wy pewnie szliście tam w tym samym celu. Swoją drogą, ciągle kogoś przyłapujecie. Najpierw mnie i Hazzę, teraz Mike'a i Toni. Hmm... - udałam zamyśloną minę i potarłam kciukiem brodę. - Albo nas szpiegujecie, albo jesteście bardziej zboczeni niż myślałam.
- No wiesz co?! Mnie posądzasz? To nie ja uprawiałam z Harrym seks w ogrodzie na dachu.
- Eeeee... - zatkało mnie.
- Och nie martw się, nie podglądałam was. Nikt poza mną o tym nie wie. Pamiętasz jak w lipcu miałyśmy taki babski wieczór? - skinęłam głową. - Trochę za dużo wypiłyśmy i potem gadałaś jak najęta.
- O Boże... - zakryłam twarz dłońmi. - Dar, zapomnij o tym co ci gadałam.
- Będzie trochę trudno, bo mówiłaś bardzo szczegółowo.
- Zamknij się. - zachichotałam. - W ogóle nie znasz umiaru.
- Też cię kocham. - prychnęłam.
- Hmm... co tu cię jeszcze minęło... a no tak. Minęła cię gala VMA, na której Niall i Harry dali buziaka, w usta, Katy Perry.
- Co?! - krzyknęłam i aż z wrażenia usiadłam, ale zaraz się skrzywiłam z bólu.
- Spokojnie, Kath. To nie było na poważnie.
- No ja myślę. - burknęłam, kładąc się z powrotem.
- Dalej... Zayn skręcił sobie kostkę, ale wszystko jest już w porządku...
- Siostra Darcy wkracza do akcji.
- A jak! - zaśmiała się. - Bardzo troskliwie się nim zajęłam. Potem Styles i Malik zrobili sobie nowe tatuaże.
- Obsesja jakaś normalnie.
- Też tak myślę, ale co ja im na to poradzę. - przygryzła paznokieć. - Mówię ci trochę tak nie po kolei, ale to nic.
- Yhym. Mów dalej.
- To chyba tyle. Wracając do teledysku do Live While We Young - boski. Mówię ci, miny Zayna - bezcenne.
- Zakochana po uszy, jak widzę.
- Jeszcze nigdy nie byłam tak zakochana w jakimkolwiek facecie.
- Nawet w Edzie?
- Oj weź! - westchnęła. - To było tylko zauroczenie.
- Cieszę się twoim szczęściem i przykro mi, że nie było mnie na twoim wernisażu.
- Nic się nie stało, chociaż szkoda, że nie widziałaś swojego portretu.
- Mojego portretu?
- Tak. Dałam kilka prac, na których mi pozowałaś i portret Alana.
- Och, cudownie i ja to przegapiłam. - mruknęłam. - Jak ja nienawidzę szpitali.
- Spokojnie. - powiedziała i wyciągnęła telefon. - Tu są zdjęcia niektórych:














- Darcy... one są świetne! Jak widzę, zróżnicowana technika wykonania.
- Yep. 
- Szkic Zayna z papierosem - niesamowity, ale zarazem bardzo realistyszny. A Hazza w koszulce Ramones... - spojrzałam błagalnie na Dar. - Spencerku... oddasz mi tą pracę? Proooooooszę.
Zaśmiała się.
- Wiedziałam. Okej, jest twoja.
- Dzięki. Teraz wracajmy do rzeczywistości, jak sprawuje się moja kuzyneczka?
- W porządku. Jest nawet miła, jak już przebijesz się przez fasadę nieufności, rozgoryczenia i nieśmiałości. 
- To żeś mi dowaliła.
- Lepsza najgorsza prawda, niż wierutne kłamstwo.
- Wiem, sama nie raz ci to mówiłam.
Nagle usłyszałyśmy delikatne pukanie, a po chwili w uchylonych drzwiach zobaczyłyśmy głowę Zayna.
- Żyjecie?
- A nie widać? - spytałam. 
- Widać, widać, ale wolę nie wiedzieć co wy robiłyście.
Spojrzałyśmy na siebie - leżałyśmy przytulone do siebie. Darcy spojrzała  odważnie na Malika.
- Właśnie uprawiałyśmy ostry lesbijski seks. - powiedziała, uśmiechnęła się do mnie uwodzicielsko i pogłaskała po policzku. - Nawet  nie wiesz, jaka Kath jest w tym dobra.
- Wkręcasz mnie, prawda? - spytał skołowany.
- Touché, panno Spencer. - zaśmiałam się, a Zayn tylko pokręcił głową.
- Dar, ja już będę się zbierał. Jedziesz ze mną czy może chcesz kontynuować wasz "ostry lesbijski seks"? - mówiąc to, nakreślił w powietrzu cudzysłów.
- Starczy ze mnie. Dokończę innym razem.
Zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej, także cała się trzęsłam.
- Idźcie już, bo już ze śmiechu nie wyrabiam, a moje szwy tego nie wytrzymają. 
- Pa, słoneczko. Dbaj o siebie. - powiedziała Darcy i cmoknęła mnie w policzek, po czym złapała Zayna za rękę i pociągnęła w stronę drzwi. - Chodź Zayn, mam ochotę zabawić się w chowanego.
- Cześć Kath.
- Cześć Zayn. Tylko zbytnio nie rozrabiajcie! Nie chcę być jeszcze ciocią!
Usłyszałam już tylko śmiech. To by było na tyle z bycia odpowiedzialną Katherine.
Potem zdrzemnęłam się trochę, do czasu, aż, w moim pokoju, zjawiła się Megan.
- Hej. - powiedziała.
- Cześć. - odparłam. - Wszyscy się zmyli? - skinęła głową. - Chodź. - poklepałam miejsce obok siebie. - Opowiadaj co u ciebie. W końcu nie widziałyśmy się jedenaście lat.
- Nie wiem, czy jest tu coś do opowiadania. - powiedziała i nieśmiało usiadła obok mnie.
- Z pewnością jest, a nieśmiałość jest zbędna, w końcu jesteśmy rodziną.
- Dzięki, że zgodziłaś się, żebym u ciebie zamieszkała.
- Nie ma sprawy. Mieszkanie jest i tak duże.
- Serio, jeszcze jedna przeprowadzka, a bym totalnie zwariowała. Kiedy już gdzieś jest mi dobrze, to zaraz musieliśmy się z tatą przenosić, bo firma go wysyłała go gdzie indziej. Kiedy mama żyła, było całkiem inaczej.
- Przykro mi. Bardzo lubiłam ciocię Jezebel. - westchnęłam. - No cóż, witaj w moich skromnych progach. - uśmiechnęłam się.
- Ja bym nie powiedziała, że są one skromne. - uśmiechnęła się.
- Ale z pewnością moje.
- Co to za drzwi? - wskazał na duże rozsuwane drzwi.
- Tam jest moja garderoba. Chcesz, to możesz ją zobaczyć. - oparłam się wygodniej o ramę łóżka.
Zamknęłam na chwilę oczy, usłyszałam szuranie, a potem pisk. Zaraz otworzyłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam. Mina Meg była bezcenna.
- Gdyby wystawić twoją garderobę na eBay'u, zarobiłabyś krocie. - zaśmiałam się. - Serio. To bardziej wygląda jak sklep.
Garderoba Katherine.

- Czy ja wiem? Lubię moje ubrania, nawet bardzo. W szczególności uwielbiam moje szpilki, buty na platformie, koturny, wszelkiej maści buty na wysokim obcasie, o którym mogę na razie sobie tylko pomarzyć i powzdychać. Jedynym minusem takiej garderoby jest to, że nie mogę usprawiedliwiać się tym, że nie mam się w co ubrać. - widziałam jak oczy jej się świecą na widok tego wszystkiego. - Śmiało, pożycz coś sobie. Chyba mamy ten sam rozmiar, chociaż jesteś ode mnie nieco niższa.
 Nie musiałam jej dwa razy powtarzać, od razu zniknęła między półkami. 
- Trzydzieści osiem! - wykrzyknęła radośnie. - Jak dobrze. Twoje buty będą na mnie dobre.
Tak więc, za sprawą mojej ogromnej garderoby, pierwsze lody zostały przełamane. Teraz mogło być już tylko lepiej.

________________________________
Cześć. Znów dodaję po długiej przerwie, ale w ramach rekompensaty rozdział jest dłuższy.
Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo teraz mam do zrobienia zaległy referat z wosu do zrobienia i prezentację na konkurs z historii. Trzymajcie za mnie kciuki. :P
W tym rozdziale mogliście nieco bliżej poznać pokręcony charakter Darcy. *__*
Pojawiła się też nowa postać - Megan. Jej krótki opis znajduje się w zakładce "Bohaterowie". 
Ten rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom, że tak wytrwale czytacie moje wypociny i wciąż jesteście ze mną. Kocham was. xx

Buziaki. :*
~ unromanticgirl

niedziela, 17 marca 2013

Cienka granica między miłością a nienawiścią.

Później, kiedy już wstałam, zeszłam na dół z prezentem dla Nialla w dłoniach. Znalazłam go w kuchni. Kiedy mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł i mocno przytulił.
- Kath! - prawie wrzeszczał mi do ucha. - Jak ja cię dawno widziałem. Tak za tobą tęskniłem. - pocałował mnie w policzek. - Trochę nudno było bez ciebie.
- Też za tobą tęskniłam. Uważaj z tym całowaniem. Mam chłopaka. Chyba. - zrobiłam kwaśną minę, ale zaraz się uśmiechnęłam. - Mam coś dla ciebie. Prosto z Hoboken.
Tort Nialla.
- Co? - powiedział podekscytowany, a ja mu podałam pudełko z logo Carlo's Bakery.
Kiedy je otworzył, jego mina mówiła sama za siebie. Ostrożnie odłożył je na stół, a potem znów mnie przytulił.
- Dzięki za tort. - zaśmiał się. - A teraz biorę się za zjedzenie gitary.
- Tylko nie zjedz całej sam. Poczęstuj innych.
- Dobrze... mamo.
Uśmiechnęłam się.
- Już ci jedna mama nie wystarcza?
- A to moja wina, ze czasami nas traktujesz jak dzieci?
- A nie zachowujecie się jak dzieci?
- To już inna sprawa.
- Jaaasne. - powiedziałam z sarkazmem. - Nie było tematu.
Siedzieliśmy i w spokoju jedliśmy tort. Kiedy spytałam się, gdzie podziewa się reszta, dowiedziałam się, że Hazza z Gregiem pojechali do miasta, a rodzice Nialla są w pracy.
Horan, przez jakiś czas, uważnie słuchał, jak opowiadam mu o naszych podróżach, a potem zapadła niezręczna cisza.
- Powiesz mi w końcu co się stało?
- Aż tak widać? - skrzywiłam się.
- Po was obojgu.
W końcu przełamałam się i powiedziałam mu co się wydarzyło w Dublinie. Gdzieś w połowie opowieści, rozpłakałam się.
- A potem on stwierdził, że... - ciągnęłam łamiącym się głosem. - że ja celowo pocałowałam Nathana. - otarłam łzy. - Gość próbuje mnie zgwałcić, a on myśli, że ja się na to zgodziłam. No cholera jasna! Gdzie on ma oczy!
- Spokojnie Kath. - pogłaskał pokrzepiająco moją dłoń. - Zobaczysz przejdzie mu.
- Mam taką nadzieję, bo inaczej... nasz związek w ogóle nie miałby sensu. - znów się rozpłakałam.
Niall przysunął się do mnie i mocno objął, a ja położyłam mu głowę na ramieniu i pozwoliłam łzom płynąć. Blondyn delikatnie głaskał mnie po plecach i szeptał kojące słowa, a ja starałam się mu wierzyć.
Tak właśnie zastał nas Harry i myśl, że wszystko może wrócić do normy, legła w gruzach.
- Hmm... - mruknął stojąc w drzwiach. - Widzę, że po wczoraj jeszcze ci mało, także musisz się przystawiać do mojego przyjaciela.
Spojrzałam na niego załzawionymi oczami.
- Nie dość, ze jesteś ślepy, to widzę, że jeszcze głupi. - spojrzałam na niego gniewnie i wyrwałam się z uścisku Nialla. - Wiesz, zastanów się dwa razy zanim coś znowu palniesz, bo naprawdę kiedyś powiesz o jedno słowo za dużo, a ja wtedy przestanę znosić twoje fochy i urojenia. - i z iście królewską miną, opuściłam pomieszczenie.
Pospiesznie przetrząsnęłam walizkę, wzięłam leki, przebrałam się [LINK], wzięłam telefon i wyszłam z domu. Przez długie godziny, chodziłam bez celu po Mullingar. No dobra, przyznajmy szczerze, w pewnym momencie po prostu się zgubiłam. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało, dopóki nie zapadł zmierzch, zrobiło się zimno, a na domiar złego, zaczął padać deszcz.
Usiadłam na jakiejś ławce i wystawiłam twarz na deszcz. Krople wody spływały mi po twarzy, ale nie byłam pewna czy to tylko woda.
Ten wyjazd miał być udany. Mieliśmy spędzić kilka dni w towarzystwie Nialla i jego rodziny. Mieliśmy być szczęśliwi i zadowoleni z życia. No właśnie, mieliśmy. Wszystko się waliło, a ja nie miałam pojęcia co robić.
W tej chwili nie widziałam żadnego racjonalnego wyjścia z tej sytuacji. Cokolwiek bym zrobiła, on i tak "wie" lepiej.
W kieszeni rozdzwonił się mój telefon. Nie miałam ochoty go obierać, jednak nie dawał za wygraną i uparcie wibrował. W końcu musiałam odebrać.
- Tak?
- No w końcu odebrałaś. Ja tu umieram ze strachu. Zniknęłaś, nie ma cię już od sześciu godzin.
- Chociaż ty jeden się mną przejmujesz, Niall.
- Jesteś moją przyjaciółką, a o przyjaciół się dba. Gdzie jesteś?
- Tak szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia. - wzdrygnęłam się z zimna. - Jakąś godzinę temu, totalnie straciłam orientację w terenie, także mogę być gdziekolwiek.
- No to ładnie. Powiedz co się znajduje wokół ciebie, to może ja będę wiedział.
- Hmm... - rozejrzałam się dookoła. - Jest tu mnóstwo drzew. Może to być park, choć nie jestem pewna. Gdzieś za tymi drzewami jest wysoki budynek. Nie wiem co to może być.
- Niezły z ciebie piechur.
- Dlaczego tak uważasz?
- Przeszłaś na drugi koniec miasta. Miałaś zamiar na piechotę wracać do Dublina?
- Raczej nie miałam tego w planach.
- Przyjechać po ciebie?
- Jak chcesz. Mi to obojętne. Jego i tak zbytnio to nie objedzie.
- Nie mów tak.
- Nie wmówisz mi, że zastanawiał się gdzie jestem. Prawda? - powiedziałam niepewnie.
Byłam wścieła na Harry'ego, za jego bezpodstawne oskarżenia, ale, gdzieś w głębi serca, pragnęłam żeby troszczył się o mnie, zastanawiał się gdzie jestem. Chciałam się do niego przytulić, powiedzieć mu, że te kłótnie nie mają sensu, po prostu z nim być.
Jakieś półgodziny później znów byłam w domu rodziców Nialla.
Już miałam podejść do Hazzy i przytulić się do niego, kiedy spojrzał na mnie wrogo i spytał chłodno, gdzie się szlajałam. Zawładnął mną gniew.
- Wiesz, łaziłam po mieście i pieprzyłam się z kim popadnie. - powiedziałam wściekle, zdjęłam z głowy ciężką od wody czapkę i rzuciłam mu nią w twarz. - Palant! - krzyknęłam i poszłam na górę.
Zamknęłam drzwi pokoju z głuchym trzaskiem i zaczęłam zdejmować mokre ubranie.
- Myślisz, że będziesz się na mnie darła i rzucała rzeczami?! - warknął Harry, wchodząc do pokoju.
- Owszem, bo jesteś skończonym idiotą. Do tego ślepym. - odparłam stojąc do niego plecami. - A teraz z łaski swojej wyjdź stąd, bo się przebieram.
- Raptem ci moja obecność przeszkadza?
- Bardzo. - powiedziałam z sarkazmem, po czym zdjęłam mokry stanik i rzuciłam go na podłogę.
Podeszła do mojej walizki, w samych figach, totalnie olewając Harry'ego. Ubrałam się [LINK] i spojrzałam w kierunku drzwi, on nadal tam stał i spoglądał na mnie spode łba z, ledwo widocznym, pożądaniem. Powoli podeszłam do niego, jakby jakaś niewidzialna siła pchała mnie ku niemu. Pochylił głowę i nadal spoglądał na mnie z zaciętym wyrazem twarzy. Znów nie panując nad własnym ciałem, pocałowałam go. Myślałam, że mnie odepchnie, ale, po chwili odrętwienia, pogłębił pocałunek. Całowaliśmy się tak, aż poczułam za plecami ścianę. Jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę i pieściły nagie piersi. Przez chwilę czułam się niebiańsko. Myślałam, że wszystko wróci do normy, a ja i Harry znów będziemy szczęśliwi, ale wtedy powróciła brutalna rzeczywistość. Hazza odsunął się ode mnie i wyszedł z pokoju.
- Nosz kurwa! - wrzasnęłam i wrzuciłam w drzwi pierwszą rzeczą, jaka była pod ręką.
Okazało się, że to telefon Loczka, ale jakoś specjalnie mnie to nie obeszło.
Tak mniej więcej wyglądały kolejne cztery dni. Raz mnie całował, żeby zaraz odepchnąć mnie i patrzyć na mnie z wrogością godną, co najmniej, najgorszej z psychofanek One Direction. Milusio, nieprawdaż?
Każdy, nawet błahy, powód był dla niego odpowiedni do wszczynania kłótni.
W dzień urodzin Liama nadszedł moment kulminacyjny naszych kłótni. Ze wstydem muszę przyznać, że prawdopodobnie całe osiedle nas słyszało. Staliśmy na dworze i darliśmy się na siebie, wywlekając kolejne brudy. Harry wrzeszczał, że zdradziłam go z Sykesem. Ja powiedziałam, po raz nie wiadomo który, że jest idiotą i że to Nathan zaczął, nie ja. Potem oskarżył mnie o flirtowanie z barmanem w hotelu (a nie mówiłam?!). Odparłam, że jeśli uprzejma rozmowa z facetem jest uznawana za flirtowanie, to jemu się w dupie poprzewracało.
- Zarywasz do Nialla!
- Coraz poważniej zaczynam  się obawiać o twoją głowę.
- Z nią wszystko porządku! To z tobą jest coś nie tak!
- Och, naprawdę?! Wow! Kiedy się zorientowałeś?! - powiedziałam z sarkazmem. - Tak bez urazy dla Horana, bo niezłe z niego ciacho i w ogóle, ale niestety nie mój typ.
- Jaaaasne, a mizdrzysz się do niego na każdym kroku.
Tego nie dało się inaczej skomentować, dlatego zaczęłam się śmiać, chociaż nie był to wesoły śmiech.
- Czego rżysz?!
- Bo właśnie zrozumiałam, że głupota ludzka nie zna granic, a w szczególności twoja.
- Ja to bym się zastanawiał, kto tu jest głupi.
- Ludzie, trzymajcie mnie, bo go zaraz zaszlachtuję. Wiesz, myślałam, że cię kocham, tak szczerze, bezgranicznie, ale teraz stwierdzam, że cię po prostu nienawidzę. Tak nienawidzę, że nie mam ochoty na ciebie patrzeć. - odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu państwa Horanów.
Byłam strasznie nabuzowana. Trzasnęłam frontowymi drzwiami, wbiegłam po schodach na górę, trzasnęłam drzwiami do naszego pokoju, oparłam się o nie i wyjęłam telefon. Zadzwoniłam na lotnisko i zabukowałam bilet na najbliższy lot do Londynu, który był za półtorej godziny, czyli o 12:35. Szybko spakowałam swoje manatki, przebrałam się [LINK], sprawdziłam czy niczego nie zapomniałam i zniosłam walizkę, wraz z bagażem podręcznym, na dół. Tam pożegnałam się z Niallem, serdecznie podziękowałam jego rodzicom za gościnę i poprosiłam Grega o podwiezienie do Dublina. Nikt nie kwestionował tego, że chciałam wyjechać i byłam im za to wdzięczna.
Kiedy byłam już na lotnisku, pożegnałam się z Gregiem i pognałam na odprawę. Pozostało mi niewiele czasu do odlotu samolotu.
Lot był męczący, a fotele, jak na pierwszą klasę, niewygodne. Marzyłam, żeby tylko wysiąść z tego cholernego samolotu.
Kilka godzin później, moje modły zostały wysłuchane - wylądowaliśmy na Heathrow. Dwadzieścia minut jazdy taksówką i nareszcie byłam w domu.
Wtedy dopiero zaczęły się schody. Gdy tylko przekroczyłam próg domu, zakręciło mi się w głowie, a ból rozsadzał mój i tak już nadwyrężony kręgosłup. Chwiejnym krokiem zmierzałam ku schodom, przewracając po drodze stojak, o który się oparłam. W końcu dotarłam do sypialni. Doczołgałam się do łóżka i zaczęłam przetrząsać szufladę półki nocnej, wyjęłam z niej fiolkę leków przeciwbólowych i wysypałam z niej garść tabletek. Wzięłam je i popiłam butelką wody stojącej na szafce, a fiolka wypadła mi z ręki, rozsypując pozostałe w niej tabletki. Padłam na łóżko, niewiele myśląc o tym, że pewnie trzykrotnie przekroczyłam dozwoloną dawkę. Chciałam tylko żeby przestało boleć i chyba udało mi się, bo już po chwili nie czułam nic.

_________________
Tak, wiem. Rozdział jest totalnie dziwny. Już możecie mnie zlinczować, nie obrażę się.
Kolejny rozdział oddaję w wasze ręce i mam nadzieję, że przypadł wam do gustu i wybaczycie wszelkie niedociągnięcia jakie zauważycie, a także wulgaryzmy. :P
Nie wiem, kiedy dodam następny. W tym tygodniu na pewno nie, bo cały zawalony szkołą. -.-


Buziaki. :*
~ unromanticgirl

czwartek, 21 lutego 2013

Bar hotelowy i wyjazd do Mullingar.

Ja i Harry w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Nadal był na mnie wściekły, a ja nie mam zamiaru się kajać, skoro jestem niewinna. Wzięłam prysznic, ubrałam się w to [LINK], spakowałam walizkę i zeszłam do hotelowej restauracji na śniadanie. Jedząc, zastanawiałam się, jak my dotrzemy do Mullingar.
Hazza nie był jeszcze do końca trzeźwy, dlatego nie było mowy, żeby prowadził, a ja nie znałam drogi. Do tego nie było żadnego pociągu do Mullingar. Nie mając zbyt dużego pola manewru, zadzwoniła do Nialla. Odebrał po trzech sygnałach.
- Jak tam ma się zakochana parka? - zagadnął wesoło.
- Hmm... Chyba tej parce właśnie spadły różowe okulary. - mruknęłam niemrawo grzebiąc w talerzu.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony.
- To nie jest rozmowa na telefon. Opowiem ci, jak przyjedziemy do Mullingar. O ile on się jeszcze do ciebie wybiera.
- Aż tak źle?
- Nawet gorzej. Jest może Greg w domu?
- No jest.
- A mógłby przyjechać do Dublina?
- Zapytam się go, ale co z Harrym?
- Nie może prowadzić samochodu, bo jeszcze do końca nie wytrzeźwiał, po wczorajszym wypadzie do klubu, skoro wrócił po czwartej nad ranem.
- Poczekaj chwilę, widzę Grega, to go spytam. - przez chwilę słyszałam przytłumione głosy. - Okej, zgodził się. Będzie za jakąś godzinę. - oparłam głowę na dłoni i zamknęłam oczy.
- Dzięki, kochany jesteś. To do zobaczenia w Mullingar. A i niech przyjedzie pod hotel Radisson BLU Royal. Będzie wiedział, gdzie to jest?
- Na pewno. Do zobaczenia. - rozłączył się.
Znów zaczęłam dłubać w talerzu i mechanicznie jeść. Zapłaciłam rachunek i skierowałam się do baru. Usiadłam na stołku i przeglądałam menu.
- Co podać? - spytał barman.
- Hmm... kawę po irlandzku. - uśmiechnęłam się do niego. - Tak dla poprawienia humoru.
- Oczywiście. - odwzajemnił uśmiech.
- Ale mogłabym prosić o dwie łyżeczki cukru, zamiast jednej?
- Nie ma problemu.
Podczas gdy barman przygotowywał mi kawę (Taa, procenty już tak na dzień dobry. Nie ma to jak stara poczciwa whisky.), wyjęłam telefon i przeglądałam portale plotkarskie. Na szczęście nigdzie nie było żadnej wzmianki o wczorajszej burdzie w klubie z Nathanem i Harrym  w roli głównej. Pięć minut później stała przede mną parująca kawa w irlandzkiej szklance, a obok niej ciasteczko. Spojrzałam na nie, a potem na barmana, który się do mnie uśmiechał.
Ian - barman.
- Tak dla osłodzenia dnia.
- Dzięki.
Przyjrzałam mu się. Nie mógł mieć więcej niż 28 lat. Wyciągnęłam do niego rękę.
- Katherine. - przedstawiłam się.
- Ian. - uścisnął moją dłoń.
- Miło cię poznać. Będziesz miał coś przeciwko, jeśli zrobię zdjęcie kawy?
- Nie. - zaśmiał się.
- Trzeba uwiecznić, że się piło prawdziwą kawę po irlandzku.
Zrobiłam zdjęcie i dodałam je na Twittera.


Upiłam łyk kawy.
- Mmm... Świetna.
- Dzięki. - uśmiechnął się. - Jesteś tu przejazdem?
- Owszem. Za jakieś półgodziny ma przyjechać mój transport.
- W którą stronę jedziesz?
Zmarszczyłam czoło.
- Wydaje mi się, że na zachód, a może północny-zachód. Do Mullingar. Ostatni przystanek moich wakacji.
Mojito (mohito). :)
- Dużo podróżujesz?
- Trochę. W tym miesiącu szczególnie. Byłam we Francji, Polsce i Stanach, teraz Irlandia, a potem do domu.
- Do... - uniósł pytająco brwi.
- Londynu. - odparłam krótko. - A ty skąd jesteś?
- Z Lucan.
- Hmm... To niedaleko. - dopiłam kawę i zagryzłam ją ciastkiem. - To co byś mi jeszcze zaproponował?
- Może coś klasycznego. Takiego jak... mojito. Dobry, orzeźwiający drink i nie jest na tyle mocny, żebyś nie dała rady sama trafić do samochodu.
- Niech będzie. - zaśmiałam się.
Jak oczarowana patrzyłam jak Ian robi mojito. Było widać w każdym ruchu wprawę.
- Od jak dawna jesteś barmanem? - spytałam kiedy postawił przede mną hurricane (szklanka typu hurricane) z mojito.
- Od jakichś 5 lat.
- To już pewne doświadczenie masz. - napiłam się drinka, był całkiem dobry.
- Zgadza się, a ty czym się zajmujesz?
- Aktualnie niczym konkretnym, ale mam zamiar być tekściarką.
- Wysoko mierzysz.
- Czy ja wiem... - napiłam się. - Lubię pisać i podobno jestem w tym dobra.
Uśmiechnął się.
- A masz jakieś doświadczenie zawodowe?
- No nie, ale szybko można to nadrobić. W październiku będę pisała teksty na nową płytę... jak on się nazywał... Connor... Connor... - uśmiechnęłam się lekko głupawo. - Nie pamiętam jego nazwiska. Wyleciało mi z głowy, ale trudno. - dokończyłam drinka. - Można cię gdzieś jeszcze spotkać, oprócz tego hotelu?
- Tak w weekendy pracuję w klubie w Lucan.
Spojrzałam na wejście do baru i zauważyłam Hazze.
- Oho, pan i władca się zjawił. - mruknęłam i spojrzałam na Iana. - Wybacz Ian, ale na mnie już pora. Mój facet raczył zaszczycić mnie swoją obecnością. - wskazałam głową na wejście do baru, a Ianowi mina zrzedła. - Ile płacę?
- Trzydzieści euro.
Podałam mu pięćdziesiąt euro.
- Reszty nie trzeba, - uśmiechnęłam się. - Dzięki za drinka i kawę. Przy następnej okazji może wpadnę do Lucan. Co to za klub?
- Moonlight. To do zobaczenia.
- Do zobaczenia.  - powiedziałam i wyszłam z baru.
Harry'ego już tu nie było. Mimowolnie się skrzywiłam. Boże, tylko niech sobie znowu nie ubzdura, że go zdradzam. Chociaż i tak byłam pewna, że przy najbliższej kłótni mi to wygarnie.
Wróciłam do pokoju hotelowego, żeby się przebrać w coś wygodniejszego [LINK]. Gotowa do wyjścia, jeszcze raz sprawdziłam czy aby na pewno wszystko zabrałam. Potem wzięłam walizkę i zjechałam windą do recepcji, żeby się wymeldować. Zanim jednak to zrobiłam, skierowałam się do hotelowej kuchni, skąd zabrałam niespodziankę dla Nialla.
Potem, po skwapliwym powitaniu z Gregiem i wpakowaniu walizek do bagażnika, ruszyliśmy do Mullingar.
Atmosfera panująca w samochodzie była, raczej, ponura. Harry siedział z przodu i co jakiś czas wymieniał z Gregiem jakieś bezsensowne uwagi. Było to raczej irytujące, dlatego wyjęłam iPoda. Słuchając zniewalającego głosu Gabrielle Aplin, która śpiewała, razem z zespołem Bastille, cover piosenki "Dreams"zespołu Fleetwood Mac, bezwiednie patrzyłam na roztaczające się za szybą widoki. Żeby nie myśleć o Harrym, z uporem skupiałam się na piosence. Zdecydowanie bardziej podobała mi się ich wersja tego utworu od oryginału.
Choć bardzo się starałam nie myśleć o nim, nie mogłam. Te gniewne oczy wpatrzone w przednią szybę mi nie pozwalały. Zastanawiałam się, gdzie on dojrzał choćby cień przyzwolenia z mojej strony, dla tego co zrobił Nathan, bo ja nigdzie. To było strasznie dołujące, to jak szybko można się do kogoś przywiązać, kochać go i być w nim tak cholernie zakochanym.
Moja matka, chociaż nie wiedziałam jak ją teraz nazywać - ciocia Gosia? Nie wiem. W każdym razie dała mi jedną, ale jakże pouczającą, lekcję życia - rany zadane najbliższych, najbardziej bolą, krzywdzą i najdłużej krwawią. Jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy ich się nie spodziewasz.
Miałam ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka, ale już dawno obiecałam sobie, że nie będę płakać przez faceta. Cóż, widocznie ta obietnica nie miała racji bytu, bo już po chwili czułam gorące łzy spływające po mojej twarzy. Dobrze, że to tylko łzy, a nie szloch.
Droga niemiłosiernie mi się dłużyła, a monotonia widoków za oknem tak znudziła, że nie wiedzieć kiedy zasnęłam.
Obudziłam się w czyichś ramionach. Ktoś mnie niósł, a w tle było słychać przyciszone głosy.  Z lekkim opóźnieniem, zorientowałam się, że to Harry mnie niesie. Tak dobrze było czuć ciepło jego ramion wokół siebie. Wiedziałam, że nie mogę się poruszyć, bo chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Ach, to zdradzieckie ciało.
Hazza się z kimś witał i spytał, gdzie mógłby mnie położyć, potem szedł po schodach, aż w końcu otworzył drzwi. Wszedł do jakiegoś pokoju i delikatnie położył mnie na łóżku. Następnie zdjął mi buty, przykrył mnie kocem albo kołdrą i zamarł, jakby się nad czymś zastanawiał. Potem bardzo delikatnie, także ledwie to poczułam, pocałował moje usta i wyszedł z pokoju.
Może jeszcze nie wszystko stracone?

____________________
Tak dla jasności, co do tych drinków, to według WP w Irlandii można pić alkohol od 18 roku życia. [LINK]
Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba. Może nie jest zbyt dobry, bo pisany między 23 a 4 nad ranem, ale napisałam. Kolejny rozdział nie wiem kiedy się pojawi. Postaram się żeby dodać jak najszybciej.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

poniedziałek, 18 lutego 2013

Żegnaj Ameryko, witaj Irlandio!

Tak w wielkim skrócie, to są najlepsze wakacje w moim życiu. Mimo tych kilku nieprzyjemnych sytuacji, bawiłam się świetnie. W Hrubieszowie zabawiłam dłużej niż planowałam, bo aż tydzień. Było cudownie. Nikt nam nie przeszkadzał. Żadnych nachalnych paparazzi, wrzeszczących fanek itp. Chociaż zdarzało się nam je spotkać, to jednak zachowywały się w dość cywilizowany sposób. Spotkanie z Igorem nie należało do najprzyjemniejszych, bo mało brakowało, a Harry by go pobił, ale w porę go odciągnęłam, bo nie było warto robić sobie problemy dla takiego, nic niewartego, chłystka.
Grill, który z organizowałam w ogrodzie rodziców, był dobrą okazją do spotkania ze starymi znajomymi, zwłaszcza z Nickiem. Świetnie się bawiłam w jego towarzystwie, ale Hazzie było to nie w smak. Niestety Harry jest cholernie o niego zazdrosny, co strasznie bawi Nicolasa, gdyż my nigdy nie byliśmy parą. W sumie, zazdrość Loczka była na swój sposób słodka, bo oznaczała, że jestem dla niego bardzo ważna. No chyba, że to był jaskiniowy instynkt posiadania, ale wolę zostać przy opcji pierwszej. Powrót do Warszawy był dość niezręczny. Ja i ciocia Karolina miałyśmy sobie wiele do wyjaśnienia. Powtórzyła mi ona, mniej więcej, to samo co babcia. Było mi jej żal, ale ją rozumiałam i wybaczyłam jej to, że mnie opuściła. Powiedziała też, żebym mówiła na nią Karolina, bo w końcu, tak naprawdę nie jest moją ciotką, a raczej wątpi, że zacznę do niej mówić "mamo". Wuj Konrad też się zdeklarował, jednak on zawsze będzie dla mnie wujkiem. Wyjaśnienie tej całej zaistniałej sytuacji Marcelinie i Anii było bardzo trudne. O ile Gabriel przyjął to ze stoickim spokojem, tak one nie mogły tego pojąć. Anulka dostała spazmów i wrzeszczała przez jakieś półgodziny, a potem raptem przestała, wzruszyła ramionami i powiedziała: "I co z tego? Katlyn zawsze była dla mnie siostrą." Jeszcze raz wzruszyła ramionami i sobie poszła, a wszyscy patrzyliśmy na nią jak na wariatkę, ale to Ania więc tego nie ogarniesz. Natomiast Mel, kiedy poznała prawdę, patrzyła na mnie tak, jakby widziała mnie po raz pierwszy w życiu. Z początku nie chciała w ogóle uwierzyć w to, co mówiła jej matka, ale kiedy już byliśmy na lotnisku i żegnała się ze mną, powiedziała mi na ucho:
- Fajnie, że jesteś moją przyrodnią siostrą i wcale mi to nie przeszkadza. - uśmiechnęła się do mnie. - Jak ochajtasz się z Harrym, to będę jego szwagierką, a wtedy wszystkie moje koleżanki zzielenieją z zazdrości.
Myślałam, że padnę tam ze śmiechu. Na twarzy musiałam mieć totalny face palm. Kiedy później opowiedziałam o tym Hazzie to, po prostu, nie wyrabiał ze śmiechu.
W Nowym Jorku spędziliśmy dwa dni. Alan bardzo ucieszył się z mojego przyjazdu. Na szczęście nie musiałam mu tłumaczyć wszystkiego, bo wcześniej rozmawiał z papą i on mu o wszystkim powiedział. Al nie wracał do tego, bo nie miało to dla niego znaczenia. Jak sam powiedział, dla niego zawsze będę jego małą siostrzyczką.
Odwiedziliśmy oczywiście Carlo's Bakery, w której zamówiłam niespodziankę dla Nialla, tarty z kremem i świeżymi owocami oraz truskawki w czekoladzie.



Później urządziliśmy sobie ucztę w naszym hotelowym apartamencie i chyba nie muszę wam mówić co się dalej działo. Powiem tylko tyle, że było cudownie, a Harry to wytrawny kochanek.
Potem pojechaliśmy do Niagara Folls, gdzie spędziliśmy jeden dzień w Great Wolf Lodge, najlepszym wodnym parku rozrywki w Stanach. Taa, my też czasami chcemy poczuć się jak dzieci. Było cudownie, świetnie się bawiliśmy i chętnie to kiedyś powtórzymy w większym gronie.
W końcu nadszedł czas na wyjazd do Irlandii. Lot do Dublina, w dużej mierze, przespaliśmy. Ja - nafaszerowana lekami przeciwbólowymi, zmorzona bólem pleców. Harry - zmęczony po nieprzespanej nocy. No co, trzeba jakoś pożytkować czas sam na sam, bo po powrocie do domu, zapewne, znów będą nam przerywać w najmniej pożądanym momencie.
W Dublinie, zaraz po zameldowaniu się w hotelu, znów położyliśmy się spać. Koło dwudziestej zbudził mnie telefon Hazzy. Niall się do niego dobijał, ale Loczka najwyraźniej to nie ruszało.
- Coo... - powiedziałam zaspanym głosem.
- Hej, Katherine. Czemu odbierasz telefon Hazzy?
- Bo śpi, tak jak ja jeszcze chwilę temu? - mruknęłam z irytacją.
- Aaa. To już jesteście w Dublinie?! - spytał z nadzieją w głosie.
- Mhm... - potarłam zaspane oczy. - Od jakichś sześciu godzin.
- I cały czas spaliście?! - powiedział zaskoczony.
- Cholera, Niall! Mam wakacje, będę spała kiedy przyjdzie mi na to ochota.
- Okej, okej. Nie chciałem cię urazić. Przepraszam. - posmutniał.
- Nie, to ja przepraszam. Wiesz jaka jestem zaraz po przebudzeniu.
- Zdążyłem zauważyć. - zmienił temat. - Kiedy przyjedziecie do Mullingar?
- Pewnie jutro. - przeciągnęłam się. - Dzisiaj jeszcze zostaniemy w stolicy. Może odwiedzimy jakiś klub. Hmm... to wcale nie taki głupi pomysł.
- Tak beze mnie? Przecież wiesz, że jak jest Horan, jest impreza.
- No tak, zapomniałam. Wynagrodzę ci to jak tylko się spotkamy. Mam coś dla ciebie z mojej ulubionej cukierni w Hoboken.
- To już nie mogę się doczekać. To do zobaczenia jutro. Udanej zabawy.
- Dzięki. Pa Niall. Trzymaj się.
- Pa. - rozłączył się.
Nagle poczułam czyjeś dłonie na sobie.
- Ładnie to tak odbierać cudzy telefon?
- A bardzo ładnie. - odparłam, opierając się o niego całym ciałem. - Wyspałeś się, kochanie?
- Bardzo, a ty? - mruknął całując płatek mojego ucha i lekko go przygryzając.
- Mhm. - westchnęłam mrucząc jak kotka i obróciłam się twarzą do niego. - Co powiesz na wypad do klubu?
- Jesteś pewna? - spytał całując moją brodę, kącik ust, nos, powieki. - To łóżko wygląda bardzo kusząco.
- Wiem, ale nic ci się nie stanie jak się przewietrzysz i spożytkujesz swoją energię w nieco inny sposób.
- Koniecznie?
- Tak i nie ociągaj się, bo wyjdę bez ciebie.
- No dobrze, ale później mi to jakoś wynagrodzisz.
- Najlepiej w naturze, co? - powiedziałam szukając odpowiedniego ubrania na wypad do klubu.
- Czemu nie. - odparł z łobuzerskim uśmiechem. - Ja bym był jak najbardziej za.
- Hahaha. Ty to tylko myślisz o jednym.
- O czymś trzeba myśleć. - zdjęłam bluzkę i rzuciłam nią w niego. - No co?!
- Seksoholik. - mruknęłam.
- Co powiedziałaś? - aż krzyknęłam, kiedy złapał mnie w pasie i podniósł do góry.
- Niic! Niiic!
- Jesteś pewna? - powiedział groźnie.
- Nieee, powiedziałam, że cię kocham.
- No tak o wiele lepiej. 
Uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie żarliwie w usta. Zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwy.
- Nieprawda. Jestem wzorem dżentelmena. - zmarszczył czoło. - Przynajmniej mama zawsze mi tak powtarzała.
- No dobrze, panie dżentelmenie. To może mnie postawisz? Chciałabym wyjść do klubu. Dawno w takowym byłam.
- No dobra. - jeszcze raz cmoknął mnie w usta i postawił na ziemi. - Idź, póki się nie rozmyśliłem.
Po dłuższym przeszukiwaniu torby znalazłam to co nadawało się idealnie na taki wypad na miasto. Szybko ubrałam sukienkę na ramiączkach do tego żakiet i boskie szpilki z kryształkami z mojego wypadu na zakupy w NYC [LINK]. Do tego włosy upięte z boku w schludnego koka i byłam gotowa do wyjścia.
- Wyglądasz... nieziemsko. - powiedział Hazza patrząc na mnie tak jak Niall patrzy na jedzenie.
Taa, oryginalne porównanie, ale inaczej nie da się określić tego wzroku.
- Ty też wyglądasz niczego sobie. - uśmiechnęłam się. - To co, idziemy? - ujęłam go pod ramię i wyszliśmy z naszego pokoju hotelowego.

 *Jeden z dublińskich klubów. Godzina 22:17*

Już od dłuższego czasu świetnie się bawiliśmy. Piliśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy, poznawaliśmy nowych ludzi. Impreza szła pełną parą.
Właśnie wyszłam z toalety, w której poprawiałam makijaż, kiedy ktoś napadł na mnie i zaczął mnie całować. Próbowałam go odepchnąć, ale był zbyt silny i do tego mocno wstawiony. Tłukłam go po torsie, drapałam po twarzy, a on popchnął mnie na ścianę i próbował rozpiąć mi sukienkę. Wraz z uderzeniem poczułam przeszywający ból pleców. Już miałam zastosować chwyt poniżej pasa, kiedy ktoś inny go odepchnął, a przód stanika mojej sukienki, którą trzymał, porwał się aż do pasa. Cała rozdygotana patrzyłam, jak Harry okłada pięściami twarz tego typka co mnie zaczepił. Po chwili zorientowałam się, że to Nathan, ale co on tu robił?
- Harry, już przestań. Spokojnie. - próbowałam odciągnąć go od Nathana. - Wystarczy! - krzyknęłam, kiedy Nath padł na podłogę.
Loczek odsunął się ode mnie ciężko oddychając. Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że zrobiło mi się niedobrze.
- Ty... Jak mogłaś?!
- Ale ja nic nie zrobiłam!
- Jasne, a kto się upierał, żeby wyjść do jakiegoś klubu?! No na pewno nie ja. - czułam łzy pod powiekami. - Niby tak mnie kochasz, a spotykasz się z nim na boku.
- Czy ty nie widziałeś, że próbowałam go odepchnąć. Harry, do cholery! To ty wybrałeś ten klub!
- Szlag by cię trafił! Myślałem, że jesteś inna.
Wiedziałam, że mówił to w złości i po dużej ilości alkoholu, ale nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a ja wzięłam marynarkę i torebkę, które mi wypadły podczas szamotaniny z Nathanem.
Ledwie hamując łzy, wyszłam z klubu, złapałam taksówkę i pojechałam do hotelu. Chciałam już teraz wrócić do Londynu, ale stwierdziłam, że nie mogę zrobić tego Niallowi. W końcu tak bardzo się cieszył z mojego przyjazdu do jego rodzinnego miasta.
W pokoju hotelowym, z obrzydzeniem, zdjęłam sukienkę i wrzuciłam ją do kosza. Zrzuciłam buty, żakiet już dawno leżał gdzieś za kanapą, zmyłam makijaż, zdjęłam bieliznę i weszłam pod prysznic. Czułam się brudna. Tarłam ramiona tam mocno, że aż były czerwone, a łzy mieszały się z wodą spływającą po moim ciele. Jednak ciepła woda nie była w stanie ukoić nerwów, a także bólu kręgosłupa, który powrócił, ze zdwojoną siłą. Zakręciłam wodę, wytarłam się, ubrałam szlafrok, wzięłam leki przeciwbólowe i poszłam spać.

________________
Jak się macie? Ja w miarę dobrze. W końcu się wykurowałam. Kurde, ostatni tydzień ferii, a tyle jeszcze do zrobienia. Rozdział napisać, zeszyty przepisać, przeczytać lektury... Zaczyna mnie to przerażać.
Kolejny rozdział oddaje w wasze ręce i mam nadzieję, że wam się podoba.

_______________________
20.02.2013r. Kolejny rozdział jest już gotowy i czeka, aby go dodać. Proszę tylko o 7 komentarzy.


Buziaki. :*

~ unromanticgirl

sobota, 9 lutego 2013

Spacer po sadzie i grzeszny Londyn.

W końcu musiałam im otworzyć drzwi, ale byłam tak otępiała, że zrobiłam to jakoś tak mechanicznie. Wzięłam kosmetyczkę i poszłam wziąć prysznic. Gorąca woda, chociaż w części ukoiła moje napięte, jak postronki, ciało. Byłam pewna, że wypłakałam wszystkie łzy. Zresztą, nad czym tu było płakać? Ale kiedy wróciłam do pokoju i zobaczyłam Harry'ego stojącego przy oknie i czekającego na mnie... łzy znów zaczęły mi spływać po policzkach, a on podszedł i mocno mnie przytulił. Mówił spokojnym, kojącym głosem, że wszystko będzie dobrze i z czasem wróci do normy. Chciałam wykrzyczeć, że to nieprawda, że nic nie jest dobrze, ale z mojego gardła wydobył się tylko stłumiony szloch. Hazza zaniósł mnie do łóżka i posadził na nim, a sam podszedł do komody i wyjął z niej dla siebie bokserki, a dla mnie bieliznę i dresy z szarą koszulką [LINK]. Ubrał bokserki, po czym pomógł mi się ubrać i razem położyliśmy się do łóżka. Przytuliłam się do niego i, z głową na jego torsie, słuchałam jak cicho śpiewał mi piosenkę z ich nowej płyty, która miała być za niedługo wydana.
-Your hand fits in mine like it's made just for me. But bear this in mind it was meant to be. And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks. And it all makes sense to me. - objął mnie mocniej. - Śpisz? - spytał.
- Nie. - odparłam. - Ale daj śpiewaj.
- Dobrze. - znów zaczął śpiewać. - I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile. You've never loved your stomach or your thighs. The dimples in your back at the bottom of your spine. But I'll love them endlessly. I won't let these little things slip out of my mouth. But if I do it's you, oh it's you they add up to. I'm in love with you and all these little things. You can't go to bed without a cup of tea. And maybe that's the reason that you talk in your sleep. And all those conversations are the secrets that I keep. Though it makes no sense to me. I know you've never loved the sound of your voice on tape, uou never want to know, how much you weigh. You still have to squeeze into your jeans, but you're perfect to me. I won't let these little things slip out of my mouth... But if it's true it's you, it's you they add up to. I'm in love with you and all these little things. You'll never love yourself half as much as I love you. You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to. If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself, like I love you. Ooh... I've just let these little things slip out of my mouth. 'Cause it's you, oh it's you... it's you they add up to. And I'm in love with you and all these little things. I won't let these little things slip out of my mouth. But if it's true. It's you... it's you they add up to. I'm in love with you. And all your little things.
- Piękna. - powiedziałam. - Jaki ma tytuł?
- Little Things.
- Wszystkie fanki, na pewno się w niej zakochają.
- Też tak myślę. Chcesz o tym pogadać?
- Jakoś nie bardzo. Idziemy spać? Jestem strasznie zmęczona.
- Okej, nie będę naciskał. Dobranoc. - szepnął i pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc. - odparłam i cmoknęłam go w usta. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - ziewnął. - Odpocznij trochę i nie myśl już o tym.
Zrobiłam tak jak powiedział. Wsłuchana w bicie jego serca, zasnęłam.

*Następnego dnia. Godzina 12:32*

- Babcia! - podbiegłam do niej i mocno ją uściskałam. - Jak dawno się widziałyśmy. Boże, ale się za tobą stęskniłam.
- Ja za tobą też, Katherine. A teraz, kochanieńka, może przedstawisz mi tego młodzieńca.
- Babciu to jest Harry, mój chłopak. Harry, to moja babcia.
Już po chwili babcia zaczęła mówić płynną angielszczyzną.
- Nie wiedziałam, że tak dobrze mówisz po angielsku. - powiedziałam pogryzając ciastko, które babcia mi podała.
Mmm... smakowało przepysznie. Tylko ona umie takie  robić.
- Kiedy ma się za zięcia Brytyjczyka, wypadałoby znać jego ojczysty język. - zaśmiała się perliście.
Czas spędzony u babci z pewnością nie był  czasem straconym. Spacerowaliśmy po sadzie, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, robiliśmy zdjęcia, a to niektóre z nich:



Właśnie stałam przytulona do babci, a Hazza robił nam zdjęcie, które później dodałam na Twittera.


W końcu musiałam zadać jej nurtujące mnie pytanie.
- Babciu, czy ty znałaś prawdę? - spytałam ze smutkiem.
- O czym?
- O moim  pochodzeniu. - odpowiedziałam, a Harry dyskretnie się oddalił, zostawiając nas same.
- Tak. - powiedziała ze skruchą. - Co nie znaczy, że kocham cię mniej niż twoich braci. Nic nie może usprawiedliwić tego, co zrobili Anthony i Karolina, ale gdyby nie to, nie byłoby ciebie. Myślałam, że to zniszczy małżeństwo  twoich rodziców, ale jak widać Gosia mu przebaczyła. Jednak martwi mnie to, że nie jest w stanie wybaczyć swojej siostrze. Zarówno ja z dziadkiem Filipem, jak i Josephine z Marcusem nie pochwaliliśmy tego występku, ale gdy ty się urodziłaś, wszystko się zmieniło. Byłaś taka maleńka i rozkoszna. - wyszeptała ze łzami w oczach. - Wszyscy od razu cię pokochaliśmy. Jedynie Małgorzata nie mogła tego znieść. Zgodziła się wychować jak własne dziecko, a zrobiła z twojego dzieciństwa piekło. Właśnie tego obawiał się Marcus.
- Dlaczego ciotka Karolina mnie nie zatrzymała?
- Nie mogła. Była panną, do tego w ciąży z mężem swojej siostry. To były trochę inne czasy, kochanie. Nie obwiniaj jej za to. Naprawdę chciała cię zatrzymać, ale zrobiła dla ciebie to, co uważała za najlepsze.
- Nie byłabym tego taka pewna. - mruknęłam.
- Nikt nie spodziewał się, że Małgosia tak się zachowa. Chociaż patrząc na to teraz, było to do przewidzenia.
- Kto wiedział o tej całej sprawie?
- Ja, dziadek Filip, Josephine, Marcus i oczywiście Karolina, Anthony oraz Gosia. No i Konrad dowiedział się  tuż przed ślubem, ale to nie stanowiło dla niego problemu. Szczerze kocha Karolę i bardzo mnie to cieszy.
- Kiedy zamierzaliście mnie o tym poinformować?
- Nie wiem, Karolina bała się tego momentu. Nie chciała żebyś ją odtrąciła.
- Wiesz ile razy marzyłam, że to ona jest moją matką?! - westchnęłam ciężko. - Jestem skołowana tą całą sprawą i nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, ale jedno wiem na pewno - nie odtrącę jej. Co prawda nie będzie łatwo żyć z faktem, że jestem dowodem papy zdrady, ale jakoś to przeżyje. Poza tym mam Harry'ego.
- To dobry chłopak. - stwierdziła babcia.
- Też tak myślę. - odparłam.
Później rozmowa zeszła na mniej delikatne tematy.

*Tymczasem gdzieś w Londynie.*

W pokoju było słychać stłumione kobiece jęki.
- Zayn. - szepnęła rudowłosa dziewczyna namiętnie całując chłopaka.
- Mmm... - mruknął niewyraźnie w jej usta.
- Kocham cię, wiesz?
Oderwał się na chwilę od jej ust. Składał drobne pocałunki na policzkach, powiekach, aż przygryzł płatek jej ucha, jednocześnie gładząc jej jędrne uda.
- Ja ciebie bardziej szepnął jej do ucha. - Tak bardzo cię kocham, że aż to boli.
Zaśmiała się cicho, obejmując jego twarz.
- Kto kogo kocha bardziej, to kwestia sporna.
Teraz to on się zaśmiał.
- Wiesz Darcy, powinnaś studiować filozofię.
- Malarstwo w zupełności mi wystarcza.
- Och, doprawdy? - uśmiechnął się szelmowsko i znów pocałował jej kuszące wargi.
Przez chwilę nic nie mówili, całując się zapamiętale. Zayn oderwał się od jej usta, aby zaczerpnąć tchu.
- Ale z ciebie nienasycona kobieta. - powiedział urywanym szeptem.
- Jakiś problem? - uśmiechnęła się niewinnie.
- Nie, akurat to mi nie przeszkadza.
Znów spletli się w miłosnym uścisku. Ale... zostawmy ich w spokoju, by mogli cieszyć się sobą.

_______________________
Witam was po długiej przerwie. Obecnie jestem chora, także zaczęłam ferie tydzień wcześniej. (Przynajmniej jakiś plus.) Trzy tygodnie wolnego. *__* No już dwa. :)
Postaram się dodać jeszcze kilka rozdziałów o ile wena mi dopisze i będę miała dostęp do laptopa, bo, tak jakby, mam szlaban, ale cicho. :P
Wiem, że końcówka trochę nie pasuje, do reszty rozdziału, ale nie mogłam się oprzeć, żeby tego nie dodać. :D
Ten rozdział chciałabym zadedykować mojej kochanej Darcy, która jest zawsze przy mnie kiedy jej potrzebuje. Kocham cię. xx
Następny rozdział nie wiem kiedy dodam.

Buziaki. :*

~ unromanticgirl

niedziela, 20 stycznia 2013

Okrutna prawda.

Miałam się właśnie wziąć za rozpakowywanie walizek, ale kiedy zauważyłam Gabriela leżącego na materacu w basenie, po prostu nie mogłam zostawić go w spokoju. Szybko założyłam niebieskie bikini, czarne Ray Bany oraz japonki [LINK], a włosy związałam w schludnego koka i zbiegłam po schodach na dół. Jak zauważyłam w biegu, Harry i papa zawzięcie o czymś dyskutowali, uśmiechając się i co chwila wybuchając śmiechem. Miałam nadzieję, że nie rozmawiają o mnie. Kiedy byłam już za domem, powoli podeszłam do basenu. Gabbe nadal leżał na materacu z zamkniętymi oczami i okularami na nosie. Niewiele myśląc po cichu weszłam na drabinkę i skoczyłam na bombę. Efekt był natychmiastowy. Mokruteńki pół leżał, pół siedział na materacu i patrzył na mnie z wściekłością i zaskoczeniem.
- Nie przywitasz się z siostrzyczką? - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Odbiło ci całkiem?! - spytał. - Może słoneczko cię, w tej Francji, za mocno przygrzało?! - parsknął wodą.
- No już przestań się wściekać i przytul mnie. - uśmiechnęłam się, a on spełnił moją prośbę.
- Ale nie mogłaś się przywitać w bardziej konwencjonalny sposób? - szepnął mi do ucha.
- Wtedy to bym nie była w pełni sobą. - odparłam z prostotą, a on odchylił się do tyłu i spojrzał uważnie na moją twarz.
- Wariatka z ciebie, Katherine, ale i tak cię kocham. - zaśmiałam się. - Bo nie mam wyboru. - dodał.
- Jesteś niemożliwy.
- Ty bardziej.
- Jaa... - nie dokończyłam, bo Gabbe chlusnął we mnie wodą. - Aaaaa! - zapiszczałam. - Ty idioto, nie daruję ci tego.
Zaczęliśmy się ochlapywać, nie obyło się bez pisków i śmiechów. Zauważyłam Harry'ego i papę stojących na tarasie. Jakoś zdołałam usłyszeć, jak Hazza się pyta, czy my tak zawsze się zachowujemy, a tata, ze śmiechem, tylko skinął głową. Loczek widząc, że na niego patrzę, uśmiechnął się szeroko do mnie. Moja chwilowa dekoncentracja była błędem, gdyż poczułam jak coś szarpnęło mnie za kostkę w dół. W ostatniej chwili nabrałam trochę powietrza w płuca i już po chwili byłam pod wodą. Ja i Gabriel, wariowaliśmy tak jeszcze przez jakieś półgodziny, a potem poszłam się wysuszyć i trochę poopalać na leżaku.


Naturalnie zdjęcie pamiątkowe musi być. Później położyłam się na brzuchu i wsłuchałam się w muzykę lecącą z iPoda Gabbe'a
- Posmarować ci plecy? - spytał troskliwie Harry.
- No, jakbyś mógł... - odparłam, zastanawiając się, kiedy pojawił się obok mnie.
Po chwili poczułam jego gładkie dłonie, delikatnie muskające moje plecy. Pływanie i masaż, wpłynęły zbawiennie na mój napięty i bolący kręgosłup. Hmm... nie ma to jak osobisty masażysta.

*Dwie godziny później*

Kończyłam właśnie rozpakowywać nasze walizki. Myślałam, że nigdy ich nie zdołam rozpakować, aż tyle było w nich rzeczy. Harry zamiast mi pomóc, siedział u Gabriela w pokoju i brał z nim na konsoli. Miło. Wkładałam do szafki ostatnią koszulkę Harry'ego, kiedy usłyszałam "Skinny love" Birdy.
- Halo? - powiedziałam.
- Cześć Kath, masz czas?
- Pewnie. Coś się stało?
- Czy ja wiem? Chyba po prostu potrzebuję z tobą pogadać.
- To jednak coś się stało. - usiadłam na łóżku.
- Nic, po prostu robiłam dzisiaj porządek i wypadła jedna z teczek z pracami. Wszystkie rysunki się rozsypały i... wróciły wspomnienia.
- Och, Darcy. Wszystko w porządku? - spytałam.
-Tak. Nie. Sama nie wiem. - westchnęła ciężko. - Wszystko jest takie zagmatwane. Minęło tyle czasu odkąd ze sobą zerwaliśmy, a jednak to dalej boli. I jeszcze te cholerne rysunki. Dlaczego ja ich nie wyrzuciłam? Zresztą, po co ja się pytam, odpowiedź jest prosta - nie potrafiłam. Do tego on i Zayn się przyjaźnią i jak ja mam się zachować? Nie wiem. Nie chcę niszczyć ich przyjaźni, przez to, co było między mną a Edem. Ta sytuacja jest po prostu chora. Nie ma cię w Londynie, także nie mam komu się wygadać, bo przecież Zaynowi nic nie powiem. Nie chcę, że by moje uprzedzenia kierowały nim. To by było nie w porządku wobec niego i źle bym się z tym czuła. - zaczerpnęła haust powietrza. - Co jest ze mną nie tak, że nie mogę zapomnieć? - czułam, że Dar ledwie hamuje łzy. - Mam w głowie totalny mętlik. Zresztą jakby Zayn się dowiedział, dlaczego z nim zerwałam, to by zapewne go zabił. Jakby i tak nie było już źle, to wszyscy umówiliśmy się na kręgle i Lou zaprosił Eda. Co ja mam teraz zrobić?
- Czy ty czujesz coś jeszcze do Eda?
- Nie, ale po prostu nie umiem przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, nie psując sobie humoru i innym dookoła, a skoro Louis go zaprosił, to na pewno nie będzie, dla mnie, miły wieczór. Zayn zauważy, że coś jest na rzeczy i zacznie męczyć mnie pytaniami, a przecież nie powiem mu, dlaczego siedzę z miną jakbym chciała kogoś zabić albo jakbym zjadła, co najmniej, kilogram cytryn. - słyszałam jak głos jej drżał.
-  Odkąd dowiedziałam się, że Ed wybiera się z nami, odechciało mi się iść na kręgle. Wolałabym już zostać w domu, ale Zayn, jak to on, zaraz też zechce zostać z mną, a skoro on zostanie to jeszcze do tego dojdzie, że Lou zaprosi Eda do nas, a ja tego nerwowo nie wytrzymam. - po chwili dodała. - Ale to nie ważne. Zapomnij o tym. Nie chcę ci przeszkadzać, w końcu masz wymarzone wakacje z Harrym i w ogóle. - zapadła cisza. - Tęsknię za tobą. - szepnęła smutnym głosem.
- Ja za tobą też, kochanie, ale już niedługo się zobaczymy. Na urodziny Liama na 100% będę w Londynie.
- Jak tam w ogóle urlop?
- Całkiem fajnie. Zostałam podtopiona przez Gabbe'a, Harry zaprzyjaźnił się z moim tatą i, jak na razie, nie widać mojej matki na horyzoncie.
- Czyli, jak na razie, jest okej?
- Jak na razie... to tak, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.
- Masz rację. - odparła.
- Już lepiej?
- Znacznie lepiej. Tłumienie w sobie uczuć, nie jest niczym dobrym. No cóż, będę kończyć. Trzymaj się Kath.
- Pa Dar i uszy do góry. Nie taki diabeł zły, jakim go malują. - usłyszałam jeszcze jej delikatny śmiech i dźwięk przerwanego połączenia, po czym odłożyłam telefon na półkę nocną i położyłam się na łóżku.
Martwiłam się o Darcy, mimo jej silnego charakteru, była niezwykle wrażliwa, szczególnie jeśli chodziło o uczucia. Kiedyś nie była taka. Zadziorna, roztrzepana, wesoła, wiecznie uśmiechnięta, otwarta, pewna siebie, owszem, ale nie ostrożna w okazywaniu uczuć. To zerwanie ją zmieniło. Gdzieś jej radość życia się ulotniła. Miała problemy z zaufaniem komukolwiek, że o okazywaniu miłości już nie wspomnę. Sporo wody upłynęło zanim uśmiech rozpogodził jej twarz i nie był to wymuszony grymas. Wtedy też pojawił się, w moim życiu, Harry i reszta wariatów, bez których sobie teraz życia nie wyobrażam. Potem Dar zaczęła się spotykać z Zaynem i powoli, drobnymi kroczkami, zaczęła powracać dawna ona. Czas i Zayn, uleczyli ranę, którą zadał jej Ed, ale blizna pozostała i czasami, tak jak przed chwilą, dawała się we znaki.
Leżałam tak jeszcze, myśląc o wszystkim i o niczym, i nawet się nie zorientowałam, kiedy zasnęłam.

*Ten sam dzień, godzina 20:48*

Obudziłam się jakieś półgodziny temu i poszłam do pokoju Gabriela, który nadal siedział z Harrym, ale teraz zawzięcie o czym dyskutowali. Gdy weszłam, Hazza uśmiechnął się do mnie  i kontynuował rozmowę, a ja wyciągnęłam się na łóżku Gabbe'a.
- Nie przeszkadzajcie sobie, ja sobie tylko tu posiedzę, bo u mnie nie ma już nic do roboty.
- Spoko. - odparł Gibby i dalej coś tłumaczył Loczkowi.
Wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam Harry'emu zdjęcie.


Półgodziny później, Harry zdeklarował się, że idzie wziąć prysznic,a potem spać, bo pada z nóg, także zostałam sama z Gabbem. Gadaliśmy sobie o wszystkim, aż rozmowa zeszła na temat szkoły.
- To gdzie idziesz do liceum? - spytałam.
- Chyba tam gdzie ty. - odparł niemrawo.
- A gdzie chciałeś iść?
- Miałem zamiar pojechać do ciebie, o ile byś się zgodziła. Zastanawiałem też się nad Stanami, z czego ta opcja bardziej mi się podobała. Tyle że matka kategorycznie się nie zgadza, a ojciec, nie mając wyboru, ciągnie za nią stronę. - zamilkł na chwilę i spojrzał mi niepewnie w oczy. - Mogłabyś pogadać z tatą?
- Ale...
- Wiesz, że tata się na pewno z tobą zgodzi. Tylko ty możesz z nim pogadać. Alan już próbował, ale to nic nie dało. Matka zaczęła się drżeć na mnie i Ala, bo go podpuszczam itp. itd.
- Okej, pogadam z nim, ale niczego nie obiecuję. - zmieniłam temat. - A co u Nicka?
- Wszystko okej. Po skończeniu szkoły wybiera się do Stanów.
- Czyli, jednak, nie zmienił planów? - Gabbe skinął głową. - NYU czy Columbia?
- Columbia.
- Wysoko mierzy, to tegoroczne świadectwo musi mieć, praktycznie rzecz ujmując, idealne, a wyniki z matury bardzo wysokie.
- On jest naprawdę dobry. Miałem u niego korki z matmy.
- To akurat wiem. - westchnęłam. - Dobra, idę pogadać z tatą. Gdyby długo mnie nie było i przyszedł Harry, to powiedz mu, że jestem w gabinecie papy.
- Spoko. Powodzenia.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Zeszłam na dół i już miałam wejść do gabinetu, kiedy usłyszałam, dobiegającą zza uchylonych drzwi, rozmowę.
- Na jak długo tym razem przyjechała? - spytała wściekle matka.
- Na cztery dni. Chyba nie zabronisz jej tu przyjeżdżać?!
- Zabronić jej nie mogę, ale to nie znaczy, że mi się to podoba.
- Margaret, co się z tobą dzieje?! Nie poznaję cię!
- Po pierwsze, nie mów do mnie Margaret, nie lubię tego. Po drugie, mam dość patrzenia na nią. Ona jest żywym dowodem błędu, jaki popełniłeś.
- Zawsze chciałaś mieć córkę. - szepnął smutno papa.
Nie miałam pojęcia co tu się dzieje.
- Tak, ale to miała być nasza córka, a nie tylko twoja!
- Obiecałaś jej, że będziesz ją kochać i wychowasz, jakby to było twoje dziecko.
- Jezu, Antek, ale ja nie potrafię! - krzyknęła. - Patrzę na nią i co widzę? Owoc twojej niewierności. I to z kim?! Moją rodzoną siostrą! Ot co i ja mam ją kochać jak swoje dziecko?! - powiedziała z jadem.
Więcej nie byłam w stanie wysłuchać. Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Jak w transie, trzasnęłam drzwiami gabinetu ojca, wbiegłam na schody i jakby goniły mnie psy piekielne, co sił w nogach, biegłam do swojego pokoju. Usłyszałam za sobą wołanie ojca, ale zignorowałam je. Zamknęłam drzwi pokoju na klucz i rzuciłam się na łóżko. Łzy spływały mi po twarzy, a ja wciąż nie mogłam przetrawić tego co usłyszałam. Z jednej strony to było jak cios prosto w serce, ale z drugiej strony, poczułam ulgę. Ta wiedźma, która uprzykrzała mi życia, odkąd sięgam pamięcią, nie jest moją prawdziwą matką, ale ciotka Karolina... tego nie potrafiłam pojąć. Ciotka zawsze traktowała mnie jak własne dziecko, ale nigdy, jakoś specjalnie, nie zwracałam na to uwagi. Ile razy marzyłam, kiedy byłam mała, żeby to ona była moją matką, ale teraz...
Przypomniałam sobie te wszystkie sytuacje, kiedy ciotka, choć w minimalny sposób, nie zachowywała się jak zwykła ciotka.
Usłyszałam pukanie oraz prośbę ojca i Hazzy, żebym otworzyła drzwi, ale zignorowałam ich.
Kiedy wyjeżdżałam od niej, zawsze żegnała się ze mną, jakby to Mel miała opuścić dom. Kiedy wspominałam matkę, zawsze jej twarz wyrażała smutek z domieszką ból. Albo kiedy rozmawiałam z Harrym o wyjeździ do rodziców... jej mina...
Kolejna rzecz jaką sobie uświadomiłam to to, że Gabriel i Alan, nie są w pełni moimi braćmi, a to zabolało najbardziej. Z tego też wynika, że Ania, Marcelina i mały Piotruś, to w jakieś części moje rodzeństwo.
Boże, kiedy moje życie się tak zagmatwało?

____________________
Jak się macie? U mnie całkiem dobrze. Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Kto już z was ma ferie? Moje się zaczynają dopiero 11 lutego, także jeszcze trochę sobie poczekam. Kolejny rozdział postaram się dodać na weekendzie, bo na tygodniu mam 2 sprawdziany, w czwartek dyskotekę choinkową i moje nieszczęsne 17 urodziny (kurde, ale ja stara O.o). Życzę miłego tygodnia i udanego nowego semestru, abyśmy wszyscy dotrwali do wakacji.

________________
2.02.2013r. Szczerze przepraszam, ale mam teraz niezły zapieprz w szkole. Ostatni tydzień przed feriami i nauczyciele po nawalali nam w ciul sprawdzianów. Obiecuję, że na feriach na pewno już dodam.

Buziaki. :*

~ unromantcgirl

____________________________________________________________
Rysunki, o których mówiła Darcy. :)   (Nie moje, ale strasznie przypadły mi do gustu.)