poniedziałek, 31 marca 2014

Konfrontacja i zapomnienie.

Połowa stycznia przeminęła w miarę spokojnej atmosferze. Ja i Harry unikaliśmy się jak mogliśmy. Wszyscy raptem zainteresowali się tym jak czuję. Prawie codziennie dzwonił do mnie Alan, co kilka dni Gabriel. Moja biologiczna matka dostała niemal zawału, jak się dowiedziała o wypadku (tu podziękowania dla taty, geniusza). Naprawdę można tu było dostać pierdolca. Pewnie dlatego tyle czasu poświęcałam pracy.
Jedyną osobą, która ze mną się nie patyczkowała, była Darcy. Nadal miała mi za złe to, że kryłam Harry'ego, ale tak poza tym to było nawet okey. Spędzałyśmy ze sobą sporo czasu, rozmawiając, tylko ona i ja, tak jak kiedyś.
Jedną z najdziwniejszych rozmów, jakie odbyłyśmy z Darcy, to ta, kiedy zrobiłyśmy sobie babski wieczór, tylko my dwie. Nialla i Megan nie było i nie mieli wracać na noc, także miałyśmy pełną swobodę.
Siedziałyśmy w mojej sypialni, powoli sącząc białe słodkie wino.
Nagle wpadło mi do głowy bardzo głupie pytanie, ale nie krępowałam się go zadać.
- Darcy?
- Hyh? - mruknęła.
- Czy ty kiedyś całowałaś się z Michaelem?
Parsknęła śmiechem.
- Nie no ty to zadajesz zabójcze pytania. - upiła łyk wina. - Jednak odpowiedź na twoje pytanie brzmi: tak.
- Serio?! Nie mogę sobie tego wyobrazić. - mruknęłam.
- W sumie to nie było tak źle. Swoją drogą, facet nawet nieźle całuje. - poruszyła sugestywnie brwiami. - Ale to nie to samo, kiedy całuję się z Zaynem. Nigdy bym tego nie przypuszczała, ale jak Zayn mnie całuje, czuję te tak zwane motyle w brzuchu. - nakreśliła cudzysłów w powietrzu.
Uśmiechnęłam się, a kiedy spojrzała na mnie, zaczęłam pić wino, nie patrząc na nią.
- Czekaj, czekaj. Ty też się z nim całowałaś, prawda?
- Oj no tak, ale to było strasznie dawno temu.
- Jak dawno?
- Na samym początku naszej przyjaźni. Chcieliśmy się upewnić, że to tylko przyjaźń, a nie coś więcej.
- I nie było?
- Proszę cię. Powiedziałam mu, żeby mi obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobimy. Boże, to było jakbym całowała własnego brata.
- Ty to masz porównania. - zaśmiała się.
Kolejną taką osobą był Nick. W sumie to pewnie dlatego, że był z poza kręgu. Był neutralny i bardziej obiektywny. Wieczorne rozmowy z nim na Skypie bardzo mi pomagały. Rozmawialiśmy o szkole, plotach w mieście, jego dziewczynie, wspólnych znajomych i wielu innych bzdetach, ale nigdy o Hazzie, co dawało mi swoiste poczucie komfortu.
Poza tym zaczęłam sporo czasu spędzać w fundacji założonej przez dziadka, a tam widywałam się z Edem.
Bardzo dobrze mi się z nim rozmawia. Potrafi słuchać, nie ocenia cię i podniesie na duchu. To głównie z nim rozmawiałam o zerwaniu z Harrym. To właśnie on poradził mi żebym przelała swoje uczucia na papier, w formie piosenek. Było to naprawdę pomocne, bo pozwalało oczyścić umysł, przewartościować pewne sprawy, a o innych zapomnieć.
Siedzieliśmy na podłodze w jednej z sal w fundacji. Przed chwilą skończyły się zajęcia z podopiecznymi fundacji, w których wraz z Edem braliśmy udział.
- To jak się dzisiaj czujesz? - spytał brzdąkając leniwie na gitarze.
- Zadaj jeszcze raz to pytanie, a rozwalę ci gitarę.
- Mhm, czyli w bojowym nastroju. - skwitował to uśmiechem.
- Mi na pewno nie jest do śmiechu.
- Czas upływa... zaciera ślady... tylko... ty decydujesz co się wydarzy. - mruknął.
- To ma być nowa piosenka?
- Nie, tylko mówię ci jak jest. - westchnął i przejechał palcami po strunach. - Minął już prawie rok, a ona nadal praktycznie nie chce ze mną rozmawiać. Wcale się jej nie dziwię, bo zrobiłem najgłupszą rzecz jaką mogłem zrobić. Najpierw sam spieprzyłem sprawę, a potem pozwoliłem jej odejść.
- Dlaczego?
- Dlaczego wszystko spieprzyłem? Nie wiem, nie wiem co wtedy strzeliło mi do głowy. Dlaczego pozwoliłem jej odejść? Bo wiedziałem, że mi nie wybaczy.
- Mogłeś spróbować zawalczyć o was.
- Za późno o tym pomyślałem, a potem ona zaczęła spotykać się z Zaynem i są razem szczęśliwi.
- Fakt, są ze sobą szczęśliwi, nawet bardzo. - uśmiechnęłam się pokrzepiająco. - Może nie było wam pisane, ale na pewno czeka gdzieś na ciebie ta jedyna. Ale przynajmniej możesz widywać Darcy, kiedy wszyscy się spotykamy.
- I to tylko dlatego, że nie powiedziała Zaynowi, że to ja ją tak zraniłem. Inaczej pewnie miałbym niezłe limo pod okiem i przestałbym być zapraszany na wspólne wypady na kręgle czy coś.
- Czekaj. Dar wścieka się na mnie, że kryję Harry'ego, kiedy ona robi dokładnie to samo w stosunku do ciebie.
- No ja jej nie zdradziłem akurat, tylko... sama wiesz co zrobiłem. Jednak trochę masz w tym racji. Do Harry'ego nikt nie ma pretensji o wasze zerwanie, a ja nie zostałem wykluczony z kręgu znajomych. - westchnął. - Ale nie złość się na nią. Martwi się o ciebie, chociaż może okazuje to w niecodzienny sposób.
- Dzięki Ed. Naprawdę bardzo mi pomogłeś. - uśmiechnęłam się delikatnie i przytuliłam go. - Dobry z ciebie przyjaciel.
Po chwili coś sobie uświadomiłam i naprawdę się dziwiłam, że wcześniej nie skojarzyłam faktów.
- Ta piosenka, do której teledysk pojawił się w listopadzie... Give me love... To o Darcy, prawda?
- Tak. Mimo, że napisałem ja znacznie wcześniej, to jest ona o niej i tak pozostanie.
Półgodziny później byłam w mieszkaniu. Jak zwykle było w nim tłoczno, tak jakby to był dom schadzek czy coś. Zanim Niall i Megan nie zaczęli tu mieszkać, było tu całkiem pustawo, a teraz ciągle ktoś jest w domu. Z jednej strony, to dobrze, bo nie jestem sama, ale z drugiej, to nie ma tu ani chwili spokoju. No chyba, że zamknę się w pokoju.
W salonie Niall i Zayn grali na konsoli, zajmując przy okazji całą kanapę. Z boku, na fotelu, z nosem w książce siedziała Megan. Kiedy mnie zauważyła, uśmiechnęła się i wróciła do czytania. W kuchni Louis, Eleanor i Darcy piekli coś, chyba babeczki. Chociaż można powiedzieć, że to El piekła babeczki, bo Lou i Dar jak zwykle udawali, że coś robią, ale taki już ich urok. Za to przy stole siedział Michael razem z Toni, przeglądali zdjęcia z ostatniej sesji i wybierali najlepsze. Brakowało tylko Liama i Danielle. Och, no i wroga publicznego numer jeden - Harry'ego. Jak się dowiedziałam, Liam i Dan pojechali na zakupy po rzeczy do ozdabiania babeczek, a Harry wykręcił się od przyjścia tym, że ma coś pilnego do załatwienia. Mogę się założyć, że ta sprawa ma blond włosy i cholernie działa mi na nerwy. Ale to już nie mój problem.
Z braku niczego lepszego do roboty, poszłam do siebie do pokoju, gdzie się przebrałam [LINK], po czym włączyłam laptopa i zalogowałam się na skype'a. Chwilę później usłyszałam dźwięk nawiązywania połączenia i po zatwierdzeniu, na ekranie pojawiła się twarz Nicka.
- Nick! - ucieszyłam się na jego widok. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Taa, zaledwie 3 dni temu. - mruknął.
- Coś się stało? - skinął głową. - Niech zgadnę. Chodzi o Paulinę.
- Zerwała ze mną.
- Och, Nick. Tak mi przykro.
- Może by mnie to tak mocno nie zabolało, gdyby nie to, że zerwała ze mną na studniówce, a potem obściskiwała się z Ernestem.
- Fakt, nieciekawie. Ale jakoś się trzymasz, prawda?
- Jakoś na pewno. Chociaż czuję się jak jakiś idiota. - westchnął ciężko. - Masakra.
- Wcale nie jesteś idiotą. Skoro zerwała, to znaczy, że nie potrafiła dostrzec skarbu, który posiadała, a Ernest to imbecyl pokroju Igora, także sama na własne życzenie pakuje się w bagno.
- Też tak myślę, ale jakby nie było nie chcę, mimo wszystko, żeby coś złego się jej przytrafiło.
- To oczywiste, skoro ją kochasz, ale... - ale nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś wszedł do mojej sypialni.
- Katherine, chodź na babeczki. - zawołała Eleanor. - Ou, przeszkodziłam w czymś? - uśmiechnęłam się do niej. - Przeszkodziłam? To... już mnie nie ma. - odwróciła się i miała już wyjść, ale się zatrzymała. - Tylko przyjdź, bo zaraz ich nie będzie.
- Pewnie. Zaraz będę. - zaśmiałam się.
- Kto  to? - spytał Nick.
- Eleanor.
- Ładna. - stwierdził.
- I zajęta. - dodałam.
- To było do przewidzenia. No nic, będę kończyć.  Muszę dokończyć referat, a na ciebie czekają babeczki. Cześć i dzięki za rozmowę.
- Nie ma za co. Pa. - powiedziałam i zakończyłam połączenie.
Miałam właśnie wyłączyć laptop, ale pokazał się komunikat słabej baterii, dlatego podłączyłam go do ładowarki i zeszłam na dół.
Na dole przywitał mnie iście sielski obraz. Wszyscy siedzieli w salonie, zajadając się babeczkami, rozmawiając i się śmiejąc. Uśmiechnęłam się na ten widok. Oni byli szczęśliwi i to sprawiało, że moje skołatane serce mniej bolało. To dawało mi nadzieję, że moje szczęście też gdzieś na mnie czeka.
Moje pozytywne myśli rozwiały się momentalnie, gdy zobaczyłam, że wśród osób zebranych w salonie, pojawił się Harry i to nie sam. Była z nim Taylor. Z trudem przełknęłam ślinę. Jak on śmiał, do mojego domu przyprowadzić tą zdzirę. Do mojego domu! Cholera!
Chciałam się wycofać, wrócić na górę, ale nie jestem tchórzem, nie pozwolę sobie na słabość. Jednak siedzenie z nimi w salonie... kiedy miałam ochotę ją wyciągnąć za kudły i przypierdolić jej głową o ścianę... to nie był najlepszy pomysł. To dla mnie za wcześnie, żeby z nimi normalnie siedzieć bez myślenia jak obdzieram ich ze skóry, siekam na kawałki, rzucam na pożarcie psom, a potem spalam pozostałości.
- Katherine, chodź do nas. - zawołał Michael. - Trochę nas dużo, ale jakoś się pomieścimy. Najwyżej siądziesz mi na kolanach, ale Toni nie będzie miała nic przeciwko, prawda?
- Jasne, że nie. - uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco.
Nie mając innego wyboru, usiadłam na kolanach Michaela. W salonie znów rozpoczęły się rozmowy, a ja milczałam patrząc przed siebie w zamyśleniu.
- Spokojnie Katy. - szepnął mi do ucha Mike. - Wszystko będzie dobrze tylko rozluźnij się. - na potwierdzenie swoich słów złapał mnie za dłonie, które okazały się być zaciśnięte w pięści.
Nie wiem, jak miałam się rozluźnić, skoro mój były siedział w moim salonie z dziewczyną, z którą mnie zdradził i która jest jego aktualną dziewczyną. Żadna z tych rzeczy nie sprawia, że czuję się mniej spięta.
- Wybaczcie na chwilę. - powiedziałam cichym, spokojnym głosem, mimo że w środku aż gotowałam się ze złości.
Wyszłam z salonu i poszłam prosto do kuchni. Tam nalałam sobie szklankę wody i upiłam jej trochę, jednak ręka tak mocno mi drżała, że szklanka wypadła mi z dłoni i z głuchym dźwiękiem rozbiła się na kawałki uderzając w podłogę. Wzdrygnęłam się, kiedy szkło i woda rozbryznęły się na wszystko wokół, w tym na mnie.
- Cholera. - mruknęłam i schyliłam się żeby pozbierać szkło.
- Katherine, wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą głos Liama.
- Tak, tylko... Au, rozbiłam szklankę. - włożyłam skaleczony palec do ust.
- Zostaw. Ja to pozbieram. - podszedł do mnie i zabrał się za zbieranie.
- Nie trzeba, poradzę sobie. - odparłam.
- Zostaw to mnie. Ty po prostu ochłoń.
- Jak sobie chcesz. - mruknęłam i nalałam sobie kolejną szklankę wody.
- Tylko tej już nie rozbij.
- Przecież nie... - spojrzałam w dół i zauważyłam, że nadal drży mi ręka. - Och, okey. - burknęłam i odstawiłam szklankę do zlewu.
Usiadłam przy kuchennej wysepce, po czym splotłam dłonie na blacie.
- Zobaczysz, niedługo wszystko wróci do normy, tylko daj sobie trochę czasu.
- Obyś miał rację, Liam, bo kolejnego rozczarowania nie zniosę.
- Ehem. - mruknął ktoś stojący w progu kuchni. - Katherine, mogłybyśmy porozmawiać? W cztery oczy. - spojrzała wymownie na Liama.
- To ja może wrócę do salonu. - Payne zerknął na mnie i wyszedł szybko z kuchni, a ja patrzyłam za nim morderczym wzrokiem.
Moje wsparcie moralne właśnie zwiało w popłochu. To naprawdę pocieszające.
- Chciałaś ze mną rozmawiać, to mów. - chciałam sprawić wrażenie jak najbardziej spokojnej, chociaż wewnątrz wcale taka nie byłam i wyobrażałam sobie tysiące sposobów na to, jak mogłabym ją zabić.
- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że tutaj jestem. Gdybym wiedziała, że idziemy do twojego mieszkania, to na pewno bym odmówiła Harry'emu, ze względu na ciebie i to co łączyło cię z Harrym. Uwierz mi, naprawdę  nie wiedziałam, że idziemy tutaj. Powiedział mi tylko, że idziemy zobaczyć się z jego znajomymi. - kajała się Taylor, robiąc słodką, niewinną minkę.
Muszę przyznać, że była niezłą aktorką. Mogłabym jej niemal uwierzyć, no właśnie niemal.
- Słuchaj Taylor. Nie lubię cię i nie będę tego ukrywać. Nie tylko dlatego, że ukradłaś mi chłopaka, spałaś z nim, wiedząc, że on ma dziewczynę. Nie możesz udawać, że o tym nie wiedziałaś, bo praktycznie każdy wie, że ze mną chodził, a jeśli aż tak mało jesteś poinformowana, to powinnaś zauważyć, że był ze mną na pieprzonym afterparty. Dlatego nie graj takiej niewinnej i wiecznie pokrzywdzonej przez los. Udawaj sobie, że nie wiedziałaś, że idziecie do mnie. Nie będę ci tego bronić, ale mnie nie oszukasz, bo wiem, że sprawia ci chorą satysfakcję patrzenie na mój ból.
- Ale... - Swift wyglądała na święcie oburzoną.
- Ciesz się nim póki możesz, bo skończysz na bruku, sama i zapewne napiszesz kolejną beznadziejną piosenką. A teraz wybacz, ale nie mam zamiaru tracić czasu na taką szmatę jak ty. - powiedziałam i wstałam z krzesła, po czym skierowałam się do wyjścia, ale zatrzymałam się w progu. - Jak znów zejdę na dół, ma cię tu nie być i nie waż się nigdy więcej pojawić się w moim domu, bo wtedy inaczej porozmawiamy, a wydaje mi się, że lubisz własne włosy. - po tych słowach wyszłam z kuchni i poszłam na górę.
W swoim pokoju padłam na łóżko, po czym wzięłam telefon i zadzwoniłam.
- Halo?
- Eddie, co powiesz na kręgle?
- Błagam cię tylko nie Eddie, wiesz jak tego nie lubię.
- To sprawia, że tym bardziej lubię tak cię nazywać. To idziesz czy nie?
- Tylko my czy ktoś jeszcze?
- Nie wiem, będę musiała zejść na dół i spytać pozostałych, kto ma ochotę na kręgle.
- Dobra, wchodzę w to.
- Za półgodziny w Riley's?
- Mi pasuję. Do zobaczenia.
- Pa.
Poszłam do garderoby, szybko się przebrałam [LINK] i zeszłam da dół.
- Idziemy na kręgle? - spytałam.
- Ale... że... teraz? - spytał Lou.
- Nie, jutro. Oczywiście, że teraz Sherlocku!
- Z chęcią. - stwierdził Zayn.
- To ja też idę. - dodała Darcy.
- To my... - Lou spojrzał na Eleanor, która skinęła głową. - też idziemy.
- Ja odpadam. Mam jutro egzamin i muszę się uczyć, a i tak sporo czasu przesiedziałam z wami salonie. - odparła Megan. - Ale ty Niall się nie krępuj.
- Na pewno? - upewniał się Niall.
- Tak.
- No to ja też z wami pójdę. - zdeklarował się Nialler.
- Ja bardzo chętnie pójdę. - powiedział Liam. - A ty Danielle?
- Mam wcześnie próbę, także ja też z wami nie pójdę.
- Szkoda, będzie nam ciebie brakowało w składzie. - uśmiechnęłam się.
- Beze mnie też wygracie. - zaśmiała się.
- Może. - uśmiechnęłam się szelmowsko. - A może nie. W każdym bądź razie, zostaliście tylko wy. - wskazałam na Michaela i Toni. - Nie róbcie mi tego i błagam was chodźcie, bo nie będzie z kim grać. - usłyszałam zbiorowy pomruk oburzenia. - Miałam na myśli składy. To idziecie?
- Czemu nie. - stwierdziła Toni.
- No. - dodał Michael.
- W takim razie ustalone. - klasnęłam w dłonie. - No to zbierać swoje szanowane i jedziemy.
Pojechaliśmy na dwa samochody. Jeden prowadziłam ja, a drugi Michael. Droga nie była długa, także zaraz byliśmy na miejscu.
- Kiedy miałaś na myśli składy, to mówiłaś o dwóch, prawda? - spytała Darcy.
- Tak, a co? - odparłam wiedząc do czego pije.
- Skoro jest nas dziewięcioro, to jak ty chcesz mieć równe składy? Och, chyba, że jest ktoś jeszcze.
- Eddie na nas czeka. - uśmiechnęłam się.
- Ty zdrajco! - mruknęła mrużąc oczy.
- Nie możesz się na niego wściekać do końca życia.
- Właśnie, że mogę i to zrobię.
- Ale z ciebie uparciuch.
- Taki sam jak z ciebie.
- To szanse są wyrównane. - westchnęłam. - Idźcie, a my zaraz z Darcy do was dołączymy. - popatrzyłam wymownie na pozostałych, a oni wzruszyli ramionami i weszli do kręgielni.
Przez chwilę stałyśmy tylko i patrzyłyśmy na siebie.
- Myślałam, że rozumiesz to, że boli mnie i drażni przebywanie z Edem. Po prostu nie jestem gotowa mu tego darować.
- Dar, minął niemal rok. Co on musi jeszcze zrobić, żebyś mu w końcu wybaczyła? Pochlastać się? Wiesz, to trochę radykalny sposób. Jakby nie było, on jest moim przyjacielem, twoim kiedyś też był. Po prostu baw się dzisiaj dobrze.
- Nie wiem, czy dam radę.
- Zrób to dla mnie. Mam kiepski dzień i muszę to jakoś odreagować. Zresztą, skoro ja dałam radę nie wydrapać Taylor oczu, a wiesz, że ta rana jest jeszcze świeża, to wierzę, że ty też dasz radę.
- Ed się z nią przyjaźni. - stwierdziła.
- Nie musisz mi tego przypominać.
- A ty nie musisz zmuszać mnie do spotykania się z nim na stopie towarzyskiej.
- Darcy proszę cię. Mój były, od niespełna trzech tygodni, był z laską, z którą mnie zdradził w moim mieszkaniu i musiałam z nią rozmawiać, bo ona ubzdurała sobie, że tak trzeba. - westchnęłam. - Mogłabyś zostawić swoje urazy do Eda tutaj, poza tym budynkiem i dobrze się bawić, a potem możesz wrócić do nienawidzenia Eda. Dobra?
- Tylko dzisiaj. - odparła, mierząc mnie groźnym wzrokiem. - Tak poza tym, to ja go nie nienawidzę, ja po prostu dostaję czegoś na kształt alergii w jego towarzystwie.
- Boże, nawet nie wiesz jak bardzo cię za to kocham. - mocno ją przytuliłam.
- No już nie praw mi komplementów, tylko chodź. - pociągnęła mnie za rękę do wejścia.
Oczywiście wszyscy dobrze się bawiliśmy, mimo że moja drużyna, w której skład wchodziły Darcy, Eleanor, Toni, ja i Liam (taki tam rodzynek), przegrywała. Poza tym nasza drużyna miała bardzo oryginalną nazwę - "Harem Liama", choć nazwa nie wyszła z jego inicjatywy, to jakoś mocno się nie wzbraniał przeciwko tej nazwie.
Byliśmy w połowie trzeciej tury, kiedy mój telefon zaczął głośno dzwonić. Odebrałam bez patrzenia kto to.
- Halo?
- Hej, siostra! Tęskniłaś za mną?
- Gabe! Oczywiście, że tak. Przecież bez ciebie zawsze jest nudno.
- Kłamczucha z ciebie, ale powiedzmy, że ci wierzę. - zaśmiał się. - Co to za krzyki w tle? - spytał.
- Och, jesteśmy na kręglach w Riley's i właśnie Darcy podratowała moją drużynę zdobywając Strike'a*.
- O, to nieźle. Co to się stało, że twoje drużyna przegrywa? Przecież umiesz świetnie grać.
- No tak, ale powiedzmy, że mam dzisiaj kiepską kondycję.
- Mhm... - mruknął.
- Tylko mi tu nie mrucz. Jest okey. Jeszcze "Harem Liama" zdoła wygrać, a wtedy "Samce" będą mogli się schować.
- Harem co? - zdziwił się.
- Oj, no bo w drużynie jest nas cztery i Liam, jako taka wisienka na torcie, także postanowiłyśmy się nazwać tak. Oryginalnie, co? - wyszczerzyłam się, chociaż mnie nie widział.
- Jak zawsze. No dobra, to ja już będę kończył. Trzymaj się siostra i nie daj im wygrać. Jesteś zbyt dobra w te klocki.
- Pa. - rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na stolik i wzięłam frytkę z koszyka.
- Kath, twoja kolej. - powiedziała Toni.
- Już idę. - powiedziałam wciąż przeżuwając frytkę.
Przyszykowałam się do rzutu, zrobiłam kilka kroków i kula poszła w ruch. Strąciłam osiem kręgli, a pozostało dwa. Najgorsze, że były one po przeciwnych stronach.
- Hahaha, Katherine ma Split'a**! W życiu tego nie zbijesz. - ryczał ze śmiechu Michael.
- Nie no, naprawdę podnosisz mnie na duchu.
- Takie było moje zamierzenie.
- Świnia. - pokazałam mu język. - Och, mam pomysł.
- Jaki?
- Jeśli zbije Split'a, to zrobisz coś dla mnie.
- A jeśli nie zbijesz?
- To... zrobię co będziesz chciał.
- Wszystko?
- Niech ci będzie wszystko.
- No to umowa stoi. - uścisnęliśmy sobie dłonie, a Toni zatwierdziła zakład.
Teraz najtrudniejsze pozostało dla mnie. Wiedziałam, że jeśli przegram, to Mike wymyśli coś tak obrzydliwego. Aż strach pomyśleć co. Pora skupić się na zadaniu.
Teoretycznie wiedziałam jak to zrobić, jednak w rzeczywistości było to trudne do wykonania. A co tam, raz kozie śmierć. Rzuciłam kulę celując w jeden z kręgli, które stały. Teraz pozostaje tylko modlitwa.
Kula była już niemal w rynnie, ale nagle odskoczyła i uderzyła z całej siły w kręgiel, który odrzuciło i potoczył się w stronę drugiego. Niestety musnął on jedynie drugi, tak, że tylko lekko się zachwiał.
- Nie! - krzyknęłam.
- Tak! - wydarł się zadowolony Michael.
A wtedy kręgiel się przewrócił. Normalnie mnie zamurowało, bo to było po prostu nieprawdopodobne.
Dziewczyny zaczęły piszczeć, Michael coś burczał, a chłopcy się śmiali. Miałam się obrócić, żeby zobaczyć minę Michaela, kiedy poczułam, że obejmują mnie czyjeś ramiona i zakrywają oczy.
- Co do cholery?! - mruknęłam.
Był to ewidentnie chłopak. Nieco ode mnie wyższy, prawdopodobnie umięśniony, wnioskując z klatki piersiowej, którą przyciskał do moich pleców. Potem poczułam perfumy. Bardzo charakterystyczne: cytryna, kakao, drzewo cedrowe, bergamotka i coś jeszcze, ale wiedziałam, że to Armani, a dokładniej Emporio Diamonds for Men. Skąd? Bo sama mu je kupiłam.
- Cześć, Gabe. - uśmiechnęłam się. - Możesz już zabrać te ręce z mojej twarzy.
- Och, skąd wiedziałaś? - spytał zdziwiony i zabrał dłonie z twarzy.
- Perfumy cię zdradziły. - obróciłam się i mocno go przytuliłam. - Tak dobrze cię widzieć!
- A ja to co? Sąsiad? - odwróciłam się i zobaczyłam Alana z wyciągniętymi ramionami.
- Alan! - krzyknęłam i skoczyłam na niego. - Boże, tak za tobą tęskniłam.
- Ja za tobą też. - zaśmiał się. - A teraz złaź już ze mnie.
Postawił mnie na ziemi.
- A za mną nie tęskniłaś? Czuję się urażony.  - Gabriel zaplótł ramiona na piersi. - To nie fair.
- Oczywiście, że za tobą tęskniłam. No może za twoim zrzędzeniem nie, ale tęskniłam. Miło mieć was obu tutaj. - objęłam obu w pasie. - Chodźcie, pora was przedstawić. - podeszliśmy do stolika. - Alana wszyscy już znacie, a to jest mój młodszy brat - Gabriel, zwany też podstępną żmiją, która wyciąga od ludzi informacje bez ich wiedzy.
- No co! Musiałem się jakoś dowiedzieć, gdzie jesteś.
- Mniejsza z tym. - mruknęłam.
Alan kulturalnie przywitał się ze wszystkimi, a na koniec przytulił Darcy. Gabe zrobił podobnie, a na widok Dar, uśmiechnął się szeroko.
- Darcy! - mocno ją przytulił.
- Gabe! - uśmiechnęła się szeroko i odsunęła się na odległość ramion. - Boże, ależ ty zmężniałeś! Przystojniak i do tego jaki seksowny. Aww!
- Weź, bo się zarumienię.
- No cóż, chyba oficjalnie będę musiała przestać nazywać cię Smarkaczem.
- Cóż... i tak nie przestanę nazywać się cię Rudą.
- Przynajmniej próbowałam.
- Punkt dla ciebie.
Zaśmiałam się. Takie rozmowy Gabriela z Darcy były dla mnie na porządku dziennym, jednak miałam wrażenie, że Zayn'owi to się nie podoba, zwłaszcza, że Gibby nadal obejmował Dar w pasie.
- No dobra! - klasnęłam w dłonie. - Pora wracać do rozgrywek. Michael nie myśl, że zapomniałam o tobie. Zajmę się tobą później. Al, Gabe, wybierzcie, do której drużyny chcecie dołączyć.
- Gabriel, dołącz do "Haremu". Będzie fajnie. - powiedziała od razu Darcy.
- Skoro nalegasz, to pewnie.
- No to mi tylko pozostaje męska drużyna. - zaśmiał się Al. - Powodzenia Darcy. Właśnie zaciągnęłaś do waszej drużyny gościa, który w ogóle nie umie grać w kręgle.
- Łudź się się dalej, Alan. - odparł Gibby.
- Alan, nawet nie wiesz w co się pakujesz. - dodałam.
Wszyscy się zaczęli śmiać z ich wymiany zdań.  Jak widać rodzeństwo Glassów w komplecie, to wybuchowa kombinacja.
Rozgrywki znów się zaczęły i nadeszło upragnione zapomnienie. Cieszyłam się chwilą, nie zważając na to, co może się wydarzyć potem. Nie licząc się z przeszłością, bo ważne jest tu i teraz.
Carpe diem, Katherine. Może to da jakiś rezultat.

___________________________________________
*STRIKE - wszystkie 10 kręgli strącone za pierwszym razem. Gracz otrzymuje maksymalną liczbę punktów - 10 pkt oraz dodatkowo łączną liczbę punktów zdobytych podczas dwóch następnych rzutów kulą.
**SPLIT - gracz strąca kręgle w ten sposób, że pozostałe kręgle do strącenia w drugim rzucie ustawione są po dwóch stronach toru i rozegranie split'a jest bardzo utrudnione.
________________________________
Jak wrażenia po rozdziale?
Mam nadzieję, że wam się podobał.
Jestem rozczarowana ilością komentarzy pod poprzednim. Naprawdę brakuje mi motywacji, a brak odzewu z waszej strony wcale nie pomaga.
Na chwilę obecną sama nie wiem, czy pojawi się nowy rozdział w kwietniu.
Rozdział dedykuje, mojej drogiej Kamie, która w tym tygodniu obchodzi urodziny. Sto lat, kochana. xx

Buziaki. xx
~unromanticgirl

7 komentarzy:

  1. Świetnie piszesz ;) Bardzo podoba mi się ta historia, nie jest taka "oklepana" jak prawie wszystkie. Na miejscu Katherine, wyrwałabym włosy Taylor xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję. :D
      Co do epizodu z Taylor - uwierz mi, ledwo się powstrzymywała. :P
      Buziaki. xx
      ~ unromanticgirl

      Usuń
  2. Piszę ten komentarz, bo mnie do tego zmuszasz. Motywacja? Proszę bardzo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz nie na temat, ale niech ci będzie. :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wybacz Emisiu. Serdecznie dziękuję ci za komentarz. Naprawdę dał mi motywację do dalszego pisania. :)

      Usuń
  4. Mogę liczyć na twoją opinię?

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń